Strategiczna legenda powraca, a twórcy z Relic Entertainment (wspierani przez nowych specjalistów) nie zamierzają brać jeńców. Dzięki ekskluzywnym materiałom serwisu IGN, dowiedzieliśmy się, jak dyrektor ds. walki planuje przywrócić serii mrok i ciężar, którego wielu graczom brakowało w trzeciej odsłonie.
Powrót „Sync-Kills” i potęga uderzenia
Głównym celem zespołu odpowiedzialnego za animacje w Dawn of War 4 jest sprawienie, by każda jednostka na polu bitwy miała swój unikalny „ciężar”. Dyrektor ds. walki podkreśla, że animacje nie mają być tylko ozdobnikiem – mają przekazywać potęgę orkowych toporów i precyzję mieczy energetycznych Kosmicznych Marines.
Co najważniejsze dla weteranów: powracają brutalne finishery (sync-kills). Oznacza to, że jednostki będą kończyć starcia efektownymi, krwawymi sekwencjami, które były znakiem rozpoznawczym pierwszej części gry. Twórcy analizują każdą klatkę animacji, by upewnić się, że starcia wyglądają jak brutalna rzeź, a nie chaotyczne machanie pikselami.
Wyciągnięto wnioski z przeszłości
Z artykułu opublikowanego przez IGN wynika jasno, że zespół chce uciec od „cukierkowej” i zbyt czytelnej oprawy, która podzieliła fanów przy okazji poprzedniej części. Nowy system animacji ma reagować na otoczenie i typ przeciwnika – cios wymierzony w Gwardzistę będzie wyglądał inaczej niż ten skierowany w potężnego Terminatory.
Brutalność ma być częścią narracji. Krew, odrywające się kończyny i pancerze rozrywane na strzępy mają przypominać graczom, że w uniwersum Warhammer 40,000 „istnieje tylko wojna”. Deweloperzy celują w realizm (w ramach konwencji fantasy), który ma zachwycać przy zbliżeniach kamery.
Kiedy zobaczymy to w akcji?
Choć dokładna data premiery nie została jeszcze podana, Dawn of War 4 wyrasta na jeden z najbardziej oczekiwanych RTS-ów ostatnich lat. Materiały z cyklu IGN First sugerują, że gra jest już na zaawansowanym etapie produkcji, a twórcy są pewni swojego kierunku.
Źródło: IGN




