Flintlock – wrażenia z wersji demo

Lubię czasem pograć w produkcje stworzone z wyraźnie ograniczonym budżetem, które mimo swoich ograniczeń potrafią opowiedzieć ciekawą historię, zaprezentować unikatowy świat lub zaskoczyć mechanikami rozgrywki. W przypadku Flintlock nie miałem większych oczekiwań, ale grając w wersję demonstracyjną i tak się trochę zawiodłem.

Tytuł od początku uderza generycznością, choć ma kilka ciekawych rozwiązań. O fabule na tym etapie nie da się zbyt wiele powiedzieć, bo w godzinnym teaserze trafiłem jedynie na kilka nijakich dialogów, bardzo średni voice acting i scenki przerywnikowe w formie pokazu animowanych slajdów podczas wczytywania kolejnych etapów. Flintlock to kolejna opowieść o świecie pogrążonym w wojnie, chaosie i zemście, która nie wzbudziła we mnie na tym etapie najmniejszych emocji. Jak dotąd największy plus całej otoczki to głos narratora, w którego wciela się Elias Toufexis znany z roli Adama Jensena w serii DeusEx.

Flintlock

Jeśli chodzi o sam gatunek to twórcy określają go jako „souls-lite”, czyli mniej sadystyczną, a bardziej dynamiczną zabawę, która czerpie kilka inspiracji z dzieł From Software. Na pewno cieszy tu możliwość wyboru stopnia trudności na samym starcie rozgrywki, bo pozwoli to dostosować rozgrywkę do swoich potrzeb. Produkcję testowałem na „normalu” i jak dotąd zginąć dało się jedynie podczas zaplanowanej z góry sekwencji lub po odłożeniu pada w kąt – jeśli zdecyduję się zagrać w pełną wersję to zdecydowanie wybiorę coś o poziom lub dwa wyżej.

Sama walka mimo wszystko jest dość przyjemna i oferuje kilka twistów. Oprócz standardowych ataków możemy dodatkowo wspierać się bronią palną i magią, a wszystko to łączyć w proste kombinacje. W grze budujemy sobie ich mnożnik, który zwiększa nasze punkty doświadczenia, ale gdy oberwiemy to się zeruje. To od nas zależy czy chcemy ryzykować, bo nagrodę można zgarnąć w dowolnym momencie, ale wiąże się to naliczaniem przelicznika od nowa.

Flintlock

Z magią pomaga nam tu futrzasty towarzysz Enki, który potrafi zrobić niezłe zamieszanie na polu bitwy. Starcia są całkiem szybkie i płynne, choć nieco monotonne. Flintlock ma dość rozbudowane drzewko umiejętności, więc w pełnej wersji zapewne pozwoli stworzyć kilka ciekawych buildów i urozmaici rozgrywkę -zwłaszcza jak zdecydujemy się na wyższy poziom trudności.

Najbardziej zawiodła mnie chyba eksploracja, która jest niezwykle ograniczona i prostolinijna. Przez większość dema idzie się tu dosłownie jedną ścieżką przed siebie, a jedynie w kilku miejscach można trafić na pewne rozgałęzienia. Znajdą się tu też proste zadania poboczne i mocno ograniczone zbieractwo zasobów, ale na tym etapie oba elementy sprawiają wrażenie dodanych na siłę i nie wnoszą wiele do zabawy.

Flintlock

Bardzo rozczarowuje też oprawa graficzna – oświetlenie jest niezwykle płaskie, ilość detali znikoma, a sam świat niczym się nie wyróżnia. Technologicznie miałem często wrażenie, że gram remaster 4K tytułu z ery Xboxa 360/PlayStation 3. Ciężko uwierzyć, że wykorzystano tu Unreal Engine 4, bo jedyne co o nim przypomina to irytujące przycinki na każdym kroku spowodowane brakiem prekompilacji shaderów – mam nadzieję, że na premierę chociaż to zostanie poprawione.

Czy dzięki tak krótkiej wersji demonstracyjnej byłem w stanie wyrobić sobie zdanie o Flintlock? Raczej nie, ale nie powiem, że czuję się zachęcony do zakupu. Do premiery został jakiś miesiąc, więc nie doczekamy się żadnej rewolucji, ale może w dalszej części rozgrywki gra pokaże pazur. Dość przyjemny system walki to trochę dla mnie za mało. Jeśli chcecie sprawdzić produkcję na własnej skórze to do 17. czerwca możecie przetestować ją w ramach Steam Next Fest.

Flintlock
Paweł Mikulski

Paweł Mikulski

Zapalony gracz i miłośnik technologii. Lubię grać zarówno na PC, jak i konsolach, ale moje największe odkrycie to Steam Deck.

Artykuły: 308