Legacy of Kain: Defiance Remastered – powrót do Nosgoth po 20 latach. Klasyk z lepszą kamerą, ale starymi problemami

Powrót do Legacy of Kain: Defiance po ponad dwóch dekadach to doświadczenie dziwne. Od razu widać wszystkie rysy produkcji z epoki PlayStation 2, jak korytarzowy design poziomów, powtarzalne starcia i system walki, który nigdy nie był specjalnie wyrafinowany. Bardziej zaskoczyło mnie jak dobrze trzyma się dziś to, co w tej serii było najważniejsze: fabuła, postacie i dialogi autorstwa Amy Hennig.

Remaster nie próbuje robić z Defiance współczesnej gry akcji. Raczej czyści kurz z produkcji sprzed lat i poprawia kilka elementów, które najbardziej utrudniały powrót do Nosgoth.

Kamera, która wreszcie współpracuje

Absolutnie największe mięso remastera to zupełnie nowa perspektywa, z której widzimy akcję.

W wersji z PS2 kamera po prostu narzucała własne ujęcie i w większości rozgrywka to była walka z jej ograniczeniami. Podczas eksploracji ruin czy świątyń potrafiła ustawić się tak, że trudno było zobaczyć, gdzie prowadzi kolejna platforma albo jak wysoko znajduje się następna półka skalna. Najlepiej widać to było w pionowych fragmentach poziomów. W kilku lokacjach wspinaczka prowadzi przez serię wąskich półek i zawieszonych platform. Dawniej skok potrafił skończyć się w przepaści tylko dlatego, że kamera ustawiała się pod nieczytelnym kątem.

I Remaster daje pełną kontrolę nad kadrem. Analog pozwala rozejrzeć się po całej lokacji i sprawdzić, gdzie dokładnie prowadzi ścieżka. W dużych przestrzeniach Nosgoth – zrujnowanych świątyniach czy ogromnych katedrach – robi to ogromną różnicę.

Powiedziałbym żartobliwie, że dla masochistów stara kamera wciąż jest dostępna, jednak zdarzają się sytuacje w których zmiana (dostępna pod jednym przyciskiem pada) może okazać się pomocna. Nie da się po prostu przeskoczyć całkowicie archaicznego projektu gry i część skoków (choćby ze względu na charakterystyczną głębię) wygodniej jest wykonać w starym stylu. Potyczki jednak prowadzi się dużo lepiej już tylko z nowej perspektywy.

Powtarzalna walka

Starcia od początku opierają się na tej samej podstawie – Soul Reaverze. Kain i Raziel korzystają z podobnego zestawu ataków: krótkie kombinacje ciosów, podrzucenie przeciwnika w powietrze i szybkie dobicie. Zabawę trochę urozmaica telekineza. Można złapać wroga na dystans, rzucić nim o ścianę albo w przepaść. Nie jest to mechanika zrealizowana równie epicko jak w Jedi Survivor, ale przyjemnie odrywa od totalnej monotonii.

I tak, pierwsze walki wypadają całkiem efektownie. Po kilku godzinach zaczyna jednak dominować powtarzalność. Struktura rozgrywki jest przesadnie jednostajna i regularnie korzysta po prostu z identycznego schematu. Postać wchodzi do nowego pomieszczenia, drzwi się zamykają i rozpoczyna się arena walki. Kilka fal przeciwników, dopiero potem przejście dalej. Ten układ powtarza się wielokrotnie, aż do przesady. Wrogowie zmieniają się wizualnie – pojawiają się demoniczne stwory, wampiry czy spektralni przeciwnicy, ale ich zachowania pozostają bardzo podobne.

Walka nie jest zła, jest za prosta, za wtórna i za mało efektowna. Twórcy próbowali ratować się mechanika przechodzenie między światem materialnym a spektralnym, co sprytnie wykorzystano do kilku łamigłówek.

Przykładowo: w pomieszczeniu znajduje się platforma, do której nie da się doskoczyć w normalnej rzeczywistości, a po przejściu do wymiaru spektralnego ściany wyginają się tak, że tworzą naturalną rampę prowadzącą wyżej. Nie są to szczególnie wymagające łamigłówki i zazwyczaj wystarczy chwila obserwacji otoczenia do ich rozwiązania.

Szekspirowski Nosgoth

Nie ukrywajmy, gdyby oceniać Defiance wyłącznie po gameplayu, byłaby to po prostu solidna, ale przeciętna (dziś jeszcze mocno przestarzała) gra akcji. Seria Legacy of Kain zawsze broniła się jednak czymś innym. Amy Hennig napisała historię znacznie bardziej ambitną niż większość scenariuszy gier. Nie tylko z tamtej epoki, ale nawet i dziś.

Motywy przeznaczenia, wolnej woli i manipulacji historią Nosgoth przewijają się przez całą opowieść o konflikcie Kaina i Raziela. To nie jest kolejna historyjka o oklepanym bohaterze, który próbuje ratować świat.

Największe wrażenie robią dialogi. Rozmowy między bohaterami są długie, momentami wręcz teatralne, ale właśnie to nadaje im charakter. Patos, który w innych grach mógłby brzmieć sztucznie, tutaj działa zaskakująco dobrze. Ogromną rolę odgrywa voice acting – interpretacje aktorów nadal brzmią świetnie i bez problemu bronią się nawet po latach. To właśnie sceny fabularne są momentem, na który się czeka i który sprawił, że seria ciągle jest w pamięci wielu graczy.

Remaster i jego decyzje artystyczne

Odświeżenie graficzne przypomina to, co wcześniej zrobiono przy remasterze Soul Reavera. Tekstury są wyraźniejsze, modele postaci bardziej szczegółowe, a nowe oświetlenie potrafi znacząco zmienić wygląd lokacji. Jestem pewny, że część osób będzie kręcić nosem, ale ja jestem raczej ze zmian zadowolony.

Wystarczy uruchomić grę i po 10 minutach trafiamy na powieszone ciało – w wersji klasycznej to zwykły facet, który skończył marne. W remasterze widać natomiast gościa, któremu z głodu niemal wychodzą żebra na zewnątrz.

Legacy of Kain: Defiance Remastered – odświeżona oprawa
Legacy of Kain: Defiance Remastered – klasyczna oprawa

Fakt jest taki, że tekstury na pewno są w dużo bardziej szczegółowe, ale to nie są te same tekstury co kiedyś. Modele postaci też trudno jednoznacznie ocenić – wyglądają całkiem świeżo, ale moim zdaniem są „przesadnie inaczej”.

W remasterze możemy błyskawicznie przełączyć się między nową, a starą oprawą wizualną z pomocą jednego przycisku (R3), a dodatkowo w opcjach znajdziemy możliwość włączenia nowego oświetlenia z klasycznymi teksturami.

Pod względem technicznym całość na szczęście wypada bardzo solidnie. Gra działała bez problemów zarówno na PC, jak i na przenośnych urządzeniach pokroju Steam Decka czy MSI Claw. Skalowanie obrazu działa poprawnie, a system bezbłędnie wykrywa kontrolery. To nie jest wymagająca produkcja, ale stabilność działania i brak technicznych niespodzianek zdecydowanie działa na korzyść tego wydania.

Warto dodać, że remaster dorzuca też kilka ciekawostek dla fanów serii. Wśród dodatków znalazły się tzw. „zagubione” poziomy, czyli materiały wyciągnięte z archiwów produkcji. Trudno jednak traktować je jako pełnoprawną zawartość – to raczej ciekawostka dla osób interesujących się historią powstawania gry.

Klasyk z bagażem lat

Legacy of Kain: Defiance Remastered nie próbuje udawać gry, którą nigdy nie było. Gameplay pozostaje produktem swojej epoki – raczej prostym i czasem powtarzalnym. Już w 2003 roku była to co najwyżej solidna gra akcji, którą zapamiętaliśmy dzięki wspaniałej historii, dialogom, postaciom i aktorom głosowym.

Jeśli nadal lubicie wrócić do takiej klasyki to i tu będziecie się dobrze bawić.

Nowa kamera, bardziej szczegółowa grafika oraz drobne poprawki sprawiają, że dziś można przeżyć tę historię znacznie bardziej komfortowo niż kiedyś. Mimo (ponownie) nieco kontrowersyjnych decyzji projektowych to bardzo udane odświeżenie.

To co, to czekamy jeszcze na paczkę dwóch części Blood Omen i może w końcu pora na pełnoprawną kontynuację?

Recenzja Legacy of Kain: Defiance Remastered
Naszym zdaniem
Legacy of Kain: Defiance Remastered to udane odświeżenie, które usuwa duży problem oryginału -fatalną kamerę - i pozwala dużo wygodniej wrócić do historii Kaina i Raziela. Gameplay nadal zdradza wiek produkcji, ale świetna fabuła i klimat Nosgoth wciąż robią robotę.
Zalety
Poprawiona kamera i pełna kontrola nad perspektywą
Wciąż świetna fabuła, dialogi Amy Hennig i voice acting
Bardziej szczegółowa oprawa graficzna
Możliwość przełączania między starą i nową grafiką
Działa bardzo stabilnie
Dodatki dla fanów
Wady
Powtarzalny i prosty system walki, zwłaszcza w połączeniu z arenową rozgrywką
Gameplay mocno zdradza wiek produkcji
Zmiany graficzne nie każdemu się spodobają, bo wprowadzają inną atmosferę
Avatar photo
Gaming Mode
Artykuły: 805