Recenzja Nioh 3 – Mechaniczne arcydzieło uwięzione w technicznej przeszłości

Recenzja Nioh 3. Fenomenalny system walki, półotwarty świat i brutalne Crucibles, ale słaba grafika i problemy z wydajnością. Czy warto zagrać?

Po eksperymentach z otwartym światem w Rise of the RoninTeam Ninja zrozumiało jedną rzecz: ich siłą nie jest skala, lecz intensywność. Nioh 3 porzuca więc marzenia o byciu „japońskim Assassin’s Creed”, choć bierze z poprzednich tytułów to co najlepsze.

Nioh 3 ostatecznie wychodzi z cienia określenia „soulslike” i tworzy własną kategorię. To nie jest już gra inspirowana produkcjami FromSoftware. To osobny nurt, stawiający na agresję, precyzję, tempo i rozbudowane buildy, przy których Dark Souls wygląda niemal statecznie.

Problem polega na tym, że ten gameplayowy patos został zamknięty w technologii, która wygląda i działa jak relikt przeszłości. Nioh 3 to mechaniczne arcydzieło, które cofa nas o lata.

Bakumatsu: Zmierzch Samurajów i chaos narracji

Akcja gry rzuca nas w sam środek okresu Bakumatsu – jednego z najbardziej burzliwych momentów w historii Japonii. To schyłek szogunatu, czas, w którym katana zderza się z karabinem, a izolacjonistyczna tradycja pęka pod naporem zachodniej nowoczesności. Artystycznie Nioh 3 doskonale oddaje ten dualizm. Widzimy to w architekturze, gdzie obok starożytnych świątyń wyrastają prowizoryczne faktorie handlowe, oraz w designie przeciwników.

Spalone wioski, gęsta mgła snująca się między pagodami, deszcz zmywający krew z bruku Kioto – estetycznie gra ma swój niepodważalny ciężar. Potrafi złapać za gardło klimatem brudnej, umierającej epoki. Problem w tym, że sposób podawania fabuły jest równie chaotyczny, co przedstawiane czasy.

Historię śledzimy z perspektywy protagonisty uwikłanego w konflikt z własnym bratem, co teoretycznie powinno nadać całości osobisty, emocjonalny wymiar. W praktyce narracja jest poszatkowana i nierówna. Konflikt Takechiyo z Kunimatsu to trochę kalka motywu z Nioh 2, tylko tym razem zamiast Mumyo mamy polityczne tło Bakumatsu.

Co więcej, otrzymujemy widowiskową scenkę przerywnikową, po czym następuje kilka godzin czystego gameplayu: eksploracji, czyszczenia obozów, optymalizowania ekwipunku i walki o przetrwanie. Kiedy w końcu następuje kolejna sekwencja fabularna, często łapałem się na tym, że zapomniałem, kim jest dana postać historyczna i dlaczego jej los ma mnie obchodzić.

Brakuje tu ciągłości i reżyserii, która potrafiłaby utrzymać napięcie między misjami. Historia działa tu wyłącznie jako pretekst do przemieszczania nas między kolejnymi arenami walki. Owszem, ambicje są widoczne – intryga polityczna miesza się z mistycyzmem – ale jeśli ktoś liczy na filmową opowieść w stylu Ghost of Tsushima czy dramaturgię God of War, odbije się od ściany. W Nioh 3 fabuła jest po prostu dodatkiem – miło, że jest, ale raczej nikt nie włącza gry dla niej.

Nioh 3 zaskakuje swoją złożonością

Dziwnie prowadzona fabuła jest w dużym stopniu wynikiem zmian w strukturze świata. Struktura świata w Nioh 3 jest jednym z największych kroków naprzód względem poprzednich odsłon, ale też wyraźnym sygnałem, że Team Ninja nie chce już konkurować skalą z największymi sandboksami. Zamiast klasycznego otwartego świata dostajemy rozległe, półotwarte obszary. Są to duże mapy z wyraźnie zaznaczoną pionowością, gęstą zabudową i siecią skrótów, które odblokowujemy w miarę eksploracji.

Każdy region jest wypełniony punktami aktywności: obozami wrogów, mini-arenami, opcjonalnymi bossami i wyzwaniami, które praktycznie zawsze kończą się walką. Co ważne, że nie ma tu „Ubisoftowizmu” – niemal każdy fragment mapy prowadzi do starcia albo przygotowuje grunt pod kolejne.

Zadania poboczne nie próbują udawać narracyjnych historii. Wiele z nich jest prostych w założeniach, czasem wręcz powtarzalnych, ale jednocześnie ściśle podporządkowanych systemowi walki. W praktyce polegają one na oczyszczeniu konkretnego obszaru, przetrwaniu sekwencji starć lub dotarciu do punktu, który okazuje się pułapką z elitarnymi przeciwnikami. To projekt bardzo świadomy – zamiast rozpraszać uwagę, każde zadanie ma testować inne elementy builda: kontrolę Ki, zarządzanie leczeniem albo radzenie sobie z kilkoma typami przeciwników jednocześnie.

Eksploracja zawsze wiąże się z realną nagrodą – lepszym ekwipunkiem, skrótem albo dostępem do kolejnych wyzwań – ale niemal nigdy nie jest bezpieczna.

Najbardziej charakterystycznym elementem tej struktury są Crucibles. To specjalne, przeklęte strefy wyzwań, w których gra radykalnie zmienia zasady. Po wejściu do Crucible tracimy część maksymalnego zdrowia, a kolejne starcia tylko pogłębiają presję, ponieważ pasek życia nie wraca do normalnego stanu aż do ukończenia całej sekwencji. To nie są klasyczne dungeony ani opcjonalne „areny dla chętnych”. Etapy działają jak brutalny filtr umiejętności: wymuszają agresję, perfekcyjne zarządzanie Ki i świadome korzystanie z duchów opiekuńczych oraz Soul Cores.

Co istotne, Crucibles nie polegają wyłącznie na podkręceniu statystyk wrogów. Każda taka strefa stawia nacisk na inny aspekt systemów – raz jest to kontrola tłumu, innym razem wytrzymałość w długiej serii walk, a czasem konieczność szybkiej adaptacji między stylem Samuraja i Ninja. To właśnie w tych momentach widać pełnię projektowych ambicji Team Ninja.

A gdy wyciągamy broń, wszelkie narzekania na fabułę czy grafikę przestają mieć znaczenie.

System walki w Nioh 3 to absolutny szczyt możliwości gatunku action RPG. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bez cienia fanbojstwa. Team Ninja wzięło wszystko, co najlepsze z poprzednich odsłon, i dodało nową warstwę głębi poprzez system dynamicznej zmiany „Archetypów” – w tym przypadku głównie dychotomii między Samurajem a Ninja. Wszystko po wciśnięciu jednego przycisku, który zazwyczaj służy tu za kontrę.

Piękno Nioh 3 polega na tym, że gra nie zmusza nas do wyboru jednego stylu na zawsze. Wręcz przeciwnie – wymusza adaptację. Wielokrotnie łapałem się na tym, że zaczynałem walkę jako cichy zabójca, eliminując łuczników na dachach, by w momencie wykrycia błyskawicznie przełączyć się na ciężki pancerz i styl Samuraja, gotowy na bezpośrednie starcie z elitarnym demonem. Ta płynność przejść sprawia, że walka jest niezwykle elastyczna i naturalna, a nie udaje sekwencji wciskania przycisków.

Do tego dochodzi warstwa RPG, która w Nioh 3 przypomina rozbudowany arkusz kalkulacyjny. Ilość statystyk, modyfikatorów, pasywnych umiejętności, Duchów Opiekuńczych i Rdzeni Duszy może przytłoczyć nowicjusza. Mamy tu do czynienia z lootem niczym jak w Diablo i dziesiątkami statystyk.

Mi bardzo podobało się spędzanie godzin w menu, dobieranie setów pancerza pod konkretny bonus do obrażeń, kalibrowanie statystyk broni, by skalowały się z naszą Zręcznością – to po prostu działa. Co więcej, w Nioh 3 nigdy nie karze nas za całkowitą przebudowę umiejętności oraz zdolności naszego bohatera. Tu w mgnieniu oka można kompletnie odmienić mocne i silne strony, przypisać zdobyte punkty doświadczenia pod zupełnie inne cechy i dzięki temu skorzystać z potencjału zupełnie odmiennych broni.

Najlepiej widać to podczas walk z bossami, gdzie cały ten system przestaje być teorią, a zaczyna brutalnym sprawdzianem umiejętności. Dobrym przykładem jest powracający Yamagata Masakage. Wjeżdża na arenę konno, przez co jest dużo szybszy i praktycznie cały czas skraca dystans. Trzymanie go „na zasięgu” nie działa, bo naginata ma ogromny reach i dosięga nawet kilka metrów przed nim. Pierwsza faza to głównie frontalne serie cięć i szarże – czytelne, ale karzące za paniczne uniki. Prawdziwe okna na obrażenia pojawiają się dopiero przy jego Burst Breaku, gdy staje dęba i wali bronią w ziemię – wtedy można przerwać atak i wcisnąć kilka mocnych ciosów.

Z czasem zaczyna dorzucać ogień: strzały, chwyt włócznią i ataki podpalające. Gdy aktywuje Dark Realm, robi się nerwowo – wypuszcza pierścień ognia na pół areny (tego nie da się zablokować, trzeba przeskoczyć), koń zostawia płonące ślady, a każda pomyłka topi pasek zdrowia w sekundę. W tym momencie defensywa przestaje mieć sens, trzeba grać agresywnie i jak najszybciej zbić mu fazę, najlepiej z Living Artifact. I właśnie tak działają bossowie w Nioh 3 – nie wystarczy mieć lepszy miecz. Trzeba znać wzory ataków, wiedzieć kiedy zmienić styl i pod to dopasować build. Bez tego gra zwyczajnie cię mieli.

Kolejne starcie z archaicznym silnikiem graficznym

Nie będę owijał w bawełnę.

Gra wygląda słabo nawet na maksymalnych ustawieniach. Tekstury potrafią być rozmyte jak z początków ery PS4, modele postaci wyglądają co najwyżej przeciętnie, a oświetlenie jest totalnie płaskie i nienaturalne.

Najgorsze jest to, że to wszystko idzie w parze z absurdalnymi wymaganiami. Masz sprzęt, który odpala Cyberpunka 2077 z ray tracingiem? Gratulacje – może tutaj zobaczysz w miarę stabilne 60 FPS. Spadki pojawiają się losowo: podczas eksploracji, w trakcie walk z większą liczbą efektów cząsteczkowych, czasem po prostu bez powodu. Dodatkowo warto wspomnieć, że sam silnik nie lubi adaptacyjnej synchronizacji (VRR/G-Sync, FreeSync) i działa w miarę poprawnie jedynie przy betonowych 30/60 lub 120FPS.

Na handheldach to już czysta komedia. Sprawdzałem Nioh 3 na Steam Decku i MSI CLAW AI8+: zbiłem detale do minimum, gra zaczęła wyglądała jak Gothic sprzed dwóch dekad, a licznik klatek nadal potrafił spaść poniżej 30 FPS. W grze, gdzie timing parowania liczy się co do klatki, to jest zwyczajnie nieakceptowalne, więc posiadanie mocnego PC lub PlayStation 5 to minium.

Diament w popiele

Tak więc Nioh 3 to gra, w której nie brakuje kontrastów. To też produkcja skierowana do bardzo konkretnego odbiorcy.

Jeśli tak jak ja cenisz sobie nade wszystko gameplay: czystą, nieskrępowaną, dopracowaną do granic absurdu mechanikę walki to jest to absolutny top. „Hegemon” to słowo, które najlepiej oddaje pozycję Nioh 3 w gatunku. Mimo technicznych grzechów i archaicznej oprawy, nie potrafiłem się oderwać. Nawet podchodząc po raz pięćdziesiąty ósmy do tego samego bossa, by przegrać z powodu własnej głupoty i za dużej pychy kilka sekund przed końcem walki.

Team Ninja dostarczyło nam najlepszy system walki tej generacji, opakowany w najgorszą technologię dostępną na rynku. I wiecie co? Warto się pomęczyć.

Recenzja Nioh 3
Podsumowując
Nioh 3 to mechaniczny majstersztyk i jedna z najlepszych gier akcji ostatnich lat, ale jednocześnie produkcja technicznie odstająca od współczesnych standardów. Jeśli liczy się dla Ciebie czysty, wymagający gameplay – będziesz zachwycony; jeśli oczekujesz filmowej oprawy i narracji, możesz się odbić.
Zalety
Fenomenalny, głęboki system walki – szybki, agresywny i wymagający precyzji
Płynne przełączanie stylów Samuraj/Ninja realnie zmienia taktykę starć
Gęste, półotwarte mapy bez „Ubisoftowej” pustki i sztucznych znaczników
Świetne Crucibles – wymagające strefy testujące build i umiejętności
Ogromna swoboda rozwoju postaci, loot i sensowny respec
Wysoka satysfakcja z bossów i uczciwy, skillowy poziom trudności
Klimat Bakumatsu i mroczna atmosfera świata
Wady
Przestarzała oprawa graficzna
Absurdalne wymagania sprzętowe
Fabuła bywa chaotyczna i traci na mocy przez otwartą strukturę zabawy
Część zadań pobocznych bywa schematyczna
Liczba systemów i statystyk może przytłoczyć
8.5