Assassin’s Creed Shadows nie miał lekko – od zapowiedzi do premiery musiał toczyć walkę z licznymi kontrowersjami, co skutecznie odciągało uwagę od samej rozgrywki. W tej recenzji podejmę próbę podejścia do tematu na chłodno i podzielę się swoimi wrażeniami po ukończeniu misji fabularnych.

Gra przenosi nas do Japonii z okresu Sengoku, kiedy kraj pogrążony był w chaosie wojen domowych. Historia koncentruje się na dwóch bohaterach: Yasuke, czarnoskórym samuraju na usługach Ody Nobunagi, oraz Naoe – shinobi, która pragnie pomścić swój klan. Ich losy splatają się w wyniku brutalnych wydarzeń, prowadząc do utworzenia nowego bractwa, które stawia czoła tajemniczej organizacji Shinbakufu. Tytuł od początku wita nas świetnie zrealizowanymi scenkami przerywnikowymi – to zupełnie nowa jakość w porównaniu do pozostałych tytułów od Ubisoftu. Nie wszystko jest idealne, bo synchronizacja ust z dialogami pozostawia nieco do życzenia, a angielskie głosy bywają rozczarowujące, ale świetna praca kamery i bardzo dynamiczne ujęcia znakomicie budują atmosferę produkcji. Niestety standardowe dialogi to nadal zazwyczaj rozmowy kukiełek pozbawionych emocji.

Wracając jednak do samej opowieści – motyw zemsty jest tu podstawą napędzającą kolejne wydarzenia i raczej nie wybiega on poza utarte schematy. Mimo to fabuła jest dość angażująca i ma wiele ciekawych momentów, zwłaszcza przedstawionych w formie grywalnych retrospekcji. Twórcy też zrobili sporo, aby głównych bohaterów i poboczne postacie tym razem dało się po prostu polubić. Naoe ma w sobie mnóstwo ducha walki, ale też wrażliwości, natomiast Yasuke próbuje być najbardziej sympatyczną postacią w historii gier od Ubisoftu. Nie zawsze mu to wychodzi, ale ostatecznie się do niego przekonałem i chętnie śledziłem jego losy. Nieźle wypadają też interakcje między naszym duo, jak i pozostałymi postaciami, którą pomogą nam w drodze do celu.
Sama narracja jest prowadzona dość spokojnie i skupia się przede wszystkim na eliminacji kolejnych celów z listy, a fabuła skupia się przede wszystkim na Naoe – w pierwszych kilku godzinach rozgrywki można zupełnie zapomnieć o drugiej grywalnej postaci. Nietrudno odnieść wrażenie, że sam Yasuke został tu dodany trochę na siłę i cała przygoda mogłaby mimo wszystko rozegrać się zupełnie bez niego. Zwłaszcza, że rozgrywka nim wypada nieco blado w porównaniu do możliwości Naoe.

Jako shinobi jesteśmy niemal niepokonani gdy poruszamy się po cichu. Powolna eliminacja wrogów będąca wizytówką Assassin’s Creed została tu zrealizowana świetnie i samo skradanie jest najbardziej rozbudowane w historii tej serii. Możliwość korzystania z linki z hakiem w celu błyskawicznego dostania się w trudno dostępne miejsca, a potężne shirukeny i pułapki pozwalają na bezproblemową eliminację nawet całych hord przeciwników – byle nie na raz.
W bliskich starciach Naoe również nie jest bezbronna, ale jej niski poziom zdrowia i stosunkowo słabe obrażenia bronią białą sprawiają, że bardzo łatwo można tu zginąć, a potyczki ciągną się nieco za długo. Natomiat Yasuke to absolutny czołg – jest niemal nieśmiertelny, a każdy jego cios ma potężną siłę i bez żadnych problemów radzi sobie w potyczkach z wieloma przeciwnikami na raz. Wygląda to efektownie, ale nie stanowi żadnego wyzwania i dość szybko staje się schematyczne.

System dwójki bohaterów ma swoje zalety, bo rozgrywka nimi jest zupełnie inna i odświeża nieco formułę, ale ma też wady. Samuraj sprawdza się fatalnie podczas eksploracji, bo zupełnie nie radzi sobie ze wspinaczką i jest po prostu toporny w obsłudze, przez co – chcąc nie chcąc – ciągle musiałem przełączać się na Naoe. Nie da się też ukryć, że w poprzednich częściach to my decydowaliśmy o stylu gry i nic nie stało na przeszkodzie, aby łączyć skradanie z walką łukiem czy standardowymi starciami bronią białą. W Assassin’s Creed Shadows postawiono na wyraźne bariery, przez co 80% mojej rozgrywki spędziłem jako shinobi.
Będąc jeszcze w temacie walki – na osobny akapit zasługuje tu niestety sztuczna inteligencja wrogów. Przeciwnicy zupełnie nie ogarniają co się dzieje i momentami wydają się być wprost ślepi. W opcjach gry można włączyć tryb zaawansowanego skradania, który teoretycznie powinien sprawiać, że staną się mądrzejsi, ale w samej rozgrywce nie zaobserwowałem większych zmian poza krótszym czasem potrzebnym do wykrycia. Zgubienie pościgu jest absolutnie banalne, a zazwyczaj samo udanie się na dach wystarczy, aby stracili nami zainteresowanie.

Szkoda, że w grze nastawionej na skradanie tak bardzo odpuszczono ten temat. Pochwalić muszę za to fakt, że w ustawieniach znajdziemy możliwość błyskawicznego zabójstwa z ukrycia niezależnie od stopnia opancerzenia wroga i jego poziomu doświadczenia – jeśli tak jak ja preferujecie podejście „po cichu” to zdecydowanie zalecam z tego skorzystać. Biorąc pod uwagę rozgrywkę jako całość to nie sposób mi ocenić jej inaczej niż pozytywnie – system ma swoje wady i brakuje mu większej głębi, ale daje satysfakcję przez wiele godzin. Połączenie skradania i walki opartej na unikach i kontrach (oczywiście odpowiednio oznaczonych świecidełkami) chyba nigdy mi się nie znudzi.

Najbardziej żałuję, że twórcy nie podeszli do tematu misji z większą pomysłowością. Pal licho zadania poboczne, ale tu w głównej linii fabularnej rzadko kiedy jesteśmy odrywani od totalnego schematu. Absolutna większość celów to po przedarcie się przez ochronę i ostatecznie ubicie głównego wroga. W kilku miejscach widać pewne przebłyski pomysłowości, ale to wyjątki i cała zabawa nie wygląda dużo inaczej niż poprzednich (pseudo RPG-owych) częściach – po takim czasie oczekiwania liczyłem po prostu na więcej. Assassin’s Creed Shadows nie jest aż tak rozciągnięty jak Valhalla i do ukończenia głównej historii wystarczy mniej więcej 25-30 godzin, ale to nadal sporo jak na tak małą różnorodność.
Sprawę ratują nieco ciekawsze misje związane ze wspomnianymi wcześniej retrospekcjami i przyjemne opcjonalne zadania parkurowe. Cała reszta to typowe zapychacze – zamki (pełniące tu rolę obozów) są fajnie zaprojektowane, ale ich „czyszczenie” błyskawicznie popada w schemat, natomiast znajdowanie porozrzucanych w świątyniach kartek czy odbębnienie modlitwy przy kilku chramach to po prostu masochizm.

Cała gra jest bardzo prosta i nie daje większej motywacji do zaliczania pobocznych treści. Świat podzielono na regiony ze sztywnym poziomem doświadczenia wrogów, ale skupiając się tylko na ważniejszych celach bez większych problemów stopniowo przejmiemy kontrolę nad całą mapą. Co więcej, sens przesadnego podnoszenia poziomu dodatkowo ogranicza fakt, że słabsze regiony dostosowują się do nas, przez co nie ma opcji na przykładowo szybkie nadrobienie odpuszczonych wcześniej zadań. Dzięki takiemu rozwiązaniu większy sens tracą nasze bronie, pancerz czy kryjówka, którą możemy ulepszać i czerpać z niej liczne korzyści. Mając dostęp do samego kowala z pomocą jednego kliknięcia ulepszymy nasze wyposażenie do odpowiedniego poziomu i nie czując żadnego postępu przejdziemy do kolejnych zadań.

Dla mnie motywacją do rozgrywki była chyba przede wszystkim po prostu Japonia, która prezentuje się tu absolutnie obłędnie. Klimatyczne świątynie, wioski, zamki oraz zmieniające się pory roku sprawiają, że eksploracja sama w sobie była dla mnie bardzo satysfakcjonująca. Shadows to pierwsza odsłona serii wydana wyłącznie na konsole nowej generacji i PC. Największą różnicę stanowi tu dodanie pełnego raytracingu, który niesamowicie ożywia scenerie. Dodatkowo mamy piękną roślinność, znakomite oświetlenie i efekty wolumeryczne, rewelacyjny zasięg rysowana i bardzo wysokiej jakości tekstury.
Dodatkowo gra jest bardzo dobrze zoptymalizowana. Oczywiście wykorzystanie wszystkich efektów wiąże się ze sporymi wymaganiami sprzętowymi, jednak mnogość opcji pozwala na dostosowanie jakości oprawy graficznej do sprzętu i nawet na niższych detalach prezentuje się dobrze. Twórcy zadbali również o dodanie różnych opcji skalowania rozdzielczości – mamy tu DLSS, FSR 3 oraz Intel XeSS wraz z opcją włączenia generatora klatek od AMD i Nvdiia. Co więcej, tak Assassin’s Creed Shadows działa nawet na Steam Decku i oferuje bardzo stabilne natywne 30 klatek na sekundę, co dodatkowo potwierdza możliwości skalowania silnika.

Nie wszystko jest idealne, bo modele postaci, efekty pogodowe i oświetlenie są na bardzo wysokim wysokim poziomie, ale problemem pozostają nadal animacje. Mimika postaci i ruchy podczas dialogów są sztywne i sztuczne, a i podczas walki nie wszystkie przejścia są płynne.
Assassin’s Creed Shadows to solidna odsłona serii, ale żałuję, że tak bezpieczna. Świetnie wykreowany świat, przyjemne mechaniki skradania oraz walki dają dużo satysfakcji i to mimo niezwykle słabej sztucznej inteligencji i kiepsko przemyślanych elementów pseudo RPG. Sama opowieść o Naoe i Yasuke okazała się jedną z lepiej napisanych historii Ubisoftu ostatnich lat, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Najbardziej żałuję, że nikt nie próbował tu zaszaleć z mechanikami misji i całość ciągle oparta jest na prostym schemacie.
Assassin's Creed Shadows: mogło być przełomową odsłoną tej wieloletniej serii, jednak zbyt bezpieczne podejście do rozgrywki sprawiło, że potencjał tkwiący w Japonii nie został wykorzystany. Fani bardziej RPGowych odsłon powinni jednak znaleźć tu dziesiątki godzin dobrej zabawy. – Gaming Mode




