Wydanie gry, której początki sięgają początku lat 2000, zawsze budzi ciekawość – szczególnie, gdy towarzyszy temu ponad dwudziestoletni cykl deweloperski przerwany problemami prawnymi i porzuceniem projektu to przypadek nietypowy. Choć w przypadku Captain Blood trudno mówić o klasycznym „powrocie”, bo gra ostatecznie trafia do odbiorców w formie, która zatrzymała się technologicznie i projektowo w zupełnie innej epoce.

Gra sprawia wrażenie tytułu z końcówki ery PS2 i początków Xboxa 360. Modele postaci, otoczenie oraz animacje mają charakterystyczną dla tamtego okresu „ciężkość” i uproszczenia. Oprawa graficzna to archaiczne tekstury i otoczenie, ograniczone efekty świetne przedstawione w wysokiej rozdzielczości.
Niektóre elementy, jak projekty lokacji czy statków, prezentują się jeszcze w miarę solidnie – wyczuwalna jest w nich konsekwencja stylistyczna. Widać też próbę odtworzenia klimatu Karaibów z XVII wieku w sposób w mocno przygodowej konwencji, jednak całości brakuje szczegółowości, do jakiej przyzwyczajone są dzisiejsze produkcje.
Ścieżka dźwiękowa buduje odpowiedni klimat – pojawiają się melodie stylizowane na kino przygodowe, przypominające kompozycje z filmów pirackich, choć nie są one szczególnie rozbudowane czy oryginalne. Sprawdzają się jednak jako tło dla wydarzeń na ekranie.

Z kolei jakość dźwięku i jego miksowanie stanowią bardzo duży problem. Głosy postaci bywają zagłuszane przez efekty środowiskowe lub muzykę, co utrudnia śledzenie dialogów bez włączonych napisów. Dostosowanie ustawień w menu nie przynosi znaczącej poprawy.
Sama rozgrywka w Captain Blood opiera się na klasycznej formule trzecioosobowego slashera i czerpie bardzo wiele z oryginalnej trylogii God of War, choć systemy są dużo bardziej uproszczone i mniej efektowne. Głównym elementem jest tu walka wręcz z dużą liczbą przeciwników, która odbywają się przy użyciu podstawowych kombinacji ciosów. System nie oferuje zbyt wielu możliwości taktycznych – dominują proste sekwencje i schematyczne powtarzanie tych samych ataków przeciwko mało zróżnicowanym wrogom.
Broń palna, w tym pistolet z ograniczoną amunicją oraz pojedyncze egzemplarze broni cięższej, służą głównie jako dodatki, ale ich użycie nie zmienia znacząco tempa ani dynamiki starć. Pojawiają się także możliwości ulepszania ataków i odblokowywania nowych kombinacji, choć część z nich okazuje się zbędna – gra rzadko premiuje różnorodność w podejściu do przeciwników i przez to błyskawicznie staje się montonna.

Sterowanie jest responsywne, lecz nie zawsze precyzyjne. Problematyczne bywa przypisanie uników do prawej gałki analogowej – rozwiązanie, które obecnie jest rzadkością. Dodatkowo, w tłocznych scenach łatwo stracić kontrolę nad kierunkiem ataku, a brak systemu autolokowania przeciwnika bywał dla mnie często dezorientujący.
Gra podzielona jest na sekwencje lądowe i morskie. Większość czasu spędza się na pieszych starciach, ale pojawiają się też fragmenty z użyciem dział okrętowych oraz mechanika obrony statku. Teoretycznie powinno to urozmaicić nieco zabawę, ale jest to najbardziej frustrujący i jednocześnie nijaki element całej gry – celowanie jest nieprecyzyjne, a strzały nie dają żadnej satysfakcji. W Captain Blood nie brakuje również klasycznych QTE, o których istnieniu na szczęście większość producentów gier już zapomniało.
Sama rozgrywka jest bardzo liniowa i nieco zbyt chętnie korzysta z backtrackingu. Do tego wkurza system checkpointów, który bywa nierówny – zdarzają się momenty, w których konieczne jest powtarzanie długich fragmentów po niepowodzeniu.

Na koniec zostawiłem kwestię fabuły gry, bo służy ona jedynie jako tło dla całej rozgrywki. Historia gry jest osadzona w historycznym kontekście konfliktów kolonialnych, lecz podana w formie lekkiej przygodowej opowieści bez elementów fantastycznych. Główna postać – kapitan Peter Blood – to bohater typowy dla konwencji: buntownik, żeglarz, najemnik działający na rzecz korony brytyjskiej, ale kierujący się przede wszystkim zyskiem.
Opowiedziana historia nie jest szczególnie rozbudowana, ale zachowuje spójność i stanowi odpowiedni kontekst dla kolejnych misji. Brakuje tu większego pogłębienia postaci drugoplanowych, a ich rola ogranicza się zwykle do typowych funkcji fabularnych (wsparcie, zagrożenie, motywacja).
Captain Blood to gra, która stanowi świadectwo swojego burzliwego procesu produkcji. Jako tytuł wydany wiele lat po pierwotnych planach, prezentuje mechaniki, estetykę i rozwiązania charakterystyczne dla innego momentu w historii gier. Co gorsze, jest to gra zdecydowanie gorsza od produkcji, na których się wzoruje. Można tu spędzić kilka miłych chwil, ale dla szerszego grona odbiorców Captain Blood zapewne będzie doświadczeniem co najwyżej przeciętnym.
Captain Blood: to gra, która rozczarowuje nijakim systemem walki, a poza nim i lekką dozą nostalgii nie ma specjalnie wiele do zaoferowania. – Gaming Mode




