Recenzja DLC Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes. Pandora w ogniu, a Ubisoft w najlepszej formie od lat

Szczegółowa recenzja DLC Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes na PC. Lepsza fabuła, TPP, ciekawsze misje i poprawki technologiczne.

Podstawowe Avatar: Frontiers of Pandora było dla mnie tytułem solidnym, momentami wręcz imponującym technologicznie, ale też boleśnie przewidywalnym w strukturze i czasem wręcz nudnym. Przepiękny świat, loty na ikranie, świetna skala – to wszystko działało, jednak pod spodem krył się klasyczny „szablon Ubisoftu”: rozciągnięta kampania, powtarzalne aktywności i fabuła, która rzadko wychodziła poza poprawność.

Zapowiedź dodatku From the Ashes, skorelowanego z kinowym Fire and Ash, nie wzbudziła więc we mnie szczególnego entuzjazmu. Spodziewałem się raczej marketingowego spin-offu niż pełnoprawnego rozwinięcia. Tymczasem dostałem rozszerzenie, które nie tylko poprawia tempo i narrację, ale miejscami wręcz zawstydza podstawkę rozmachem reżyserii i jakością projektowania misji.

Recenzja Avatar: Frontiers of Pandora From the Ashes DLC

Pandora po traumie

Nowa historia osadzona jest w tym samym czasie co film, ale celowo trzyma się z dala od jego bohaterów. Zamiast tego skupiamy się na So’leku – wojowniku, który wcześniej pełnił rolę mentora i handlarza, a teraz staje się centralną postacią dramatycznej opowieści o stracie, gniewie i lojalności.

Kinglor Forest powraca, lecz w zupełnie innym stanie. Pożary, wypalone połacie dżungli, zwęglone szczątki drzew i ciągłe zagrożenie ze strony RDA oraz Klanu Popiołów nadają temu miejscu ciężaru, którego w podstawowej grze zwyczajnie brakowało. To już nie jest tylko „najładniejsza planeta w grach”, ale przestrzeń, która wizualnie opowiada o wojnie i ekologicznej katastrofie.

Recenzja Avatar: Frontiers of Pandora From the Ashes DLC

Konflikt z Na’vi sprzymierzonymi z ludźmi działa zaskakująco dobrze. Starcia z przeciwnikami, którzy poruszają się, walczą i myślą podobnie do nas, są znacznie bardziej napięte niż typowe potyczki z żołnierzami RDA. Narracyjnie to też ciekawy zabieg – wreszcie mamy do czynienia z wojną domową, a nie tylko klasycznym schematem „rdzenni kontra korporacja”.

Bardziej zwarte misje, więcej agresji

Największą zaletą From the Ashes jest tempo. Gra niemal od razu wrzuca w wir wydarzeń, rezygnując z rozwlekłych wprowadzeń. Ikran dostępny jest praktycznie od początku, system rozwoju postaci szybko otwiera kluczowe zdolności, a misje prowadzone są tak, by co kilkanaście minut zmieniać rytm rozgrywki.

Recenzja Avatar: Frontiers of Pandora From the Ashes DLC

Nowy tryb trzecioosobowy, dostępny również w podstawce, wreszcie pokazuje pełnię swojego potencjału. Walka stała się czytelniejsza, a animacje wykończeń brutalne i satysfakcjonujące. Dużo lepiej wypada też poruszanie się po skomplikowanej topografii mapy i jest zdecydowanie mniej chaotyczne. Jeśli chcemy wrócić do klasycznego widoku FPP to wystarczy przytrzymać jeden przycisk, tak więc bez najmniejszych problemów możemy zmieniać perspektywę w zależności od akcji.

Sam So’lek to wojownik z krwi i kości – cięższy, bardziej bezpośredni, z wyraźnie ofensywnym drzewkiem umiejętności, które zachęca do śmiałych ataków, także z powietrza. Całość rozgrywki została tu dużo bardziej skondensowana i bardziej brutalna, co idealnie pasuje do nowego bohatera.

Recenzja Avatar: Frontiers of Pandora From the Ashes DLC

Projekt misji zasługuje na szczególne wyróżnienie. Wiele zadań ma strukturę wieloetapową: infiltracja, nagłe kontruderzenie wroga, ucieczka, a potem finałowa konfrontacja z minibossem lub pełnoprawnym bossem. Walki z nimi są znacznie lepiej wyreżyserowane niż w podstawce – dynamiczne areny, zmieniające się warunki (ogień, dym, zawalające się konstrukcje), a do tego agresywne AI, które potrafi czasem realnie nas przycisnąć.

Uproszczony system rozwoju ekwipunku to kolejna dobra decyzja. Zamiast zbierać dziesiątki niemal identycznych przedmiotów, skupiamy się na ulepszaniu konkretnego zestawu broni i pancerza. Mniej mikrozarządzania, więcej realnego wpływu na styl walki.

Nie obyło się bez drobnych potknięć: czasami układ baz bywa nieczytelny, a sztuczna inteligencja potrafi na moment zgubić trop. Na szczęście są to sytuacje sporadyczne i nie psują ogólnego obrazu bardzo dopracowanej całości.

Recenzja Avatar: Frontiers of Pandora From the Ashes DLC

Wizualnie zachwyca jeszcze bardziej niż w dniu premiery

Na PC From the Ashes prezentuje się znakomicie, zwłaszcza jeśli korzystasz z karty Nvidia RTX. Ogień, gęstsza roślinność, lepsze cieniowanie i oświetlenie sprawiają, że Pandora w ruinie ma więcej charakteru niż kiedykolwiek wcześniej. Efekty cząsteczkowe, dym unoszący się nad spalonymi terenami i dynamiczna pogoda potrafią stworzyć niesamowicie sugestywną atmosferę.

Wraz z premierą dodatku tytuł został wzbogacony o nowe technologie od Nvidii, w tym rekonstrukcję promieni i generator klatek DLSS 4, które znacząco poprawiają wrażenia z rozgrywki. Teraz bez problemów mogłem ustawić maksymalne detale, pełny RT, a cała rozgrywka pozostawała bardzo płynna – nawet „oszukane” 120 FPS robi tu znakomitą robotę, a nowe ulepszenia pozwoliły pozbyć się największej bolączki oryginału, czyli paskudnie wyglądającej wody.

Recenzja Avatar: Frontiers of Pandora From the Ashes DLC

Pod względem wydajności jest bardzo stabilnie, a mikroskopijne przycinki pojawiały się u mnie jedynie w okolicach głównej bazy. Tytuł skaluje się całkiem dobrze i na współczesnych kartach graficznych można liczyć na płynną rozgrywkę w wysokich ustawieniach, z okazjonalnymi spadkami w najbardziej intensywnych sekwencjach powietrznych. Brak poważnych błędów technicznych i krótki czas wczytywania pozytywnie zaskakują, zwłaszcza jak na tytuł oparty na tak rozbudowanym świecie.

Warstwa dźwiękowa utrzymuje wysoki poziom znany z podstawki. Muzyka subtelnie podkreśla emocjonalne momenty, a odgłosy walki i środowiska budują poczucie ciągłego zagrożenia. To wszystko składa się na bardzo spójne, dopracowane doświadczenie.

Recenzja Avatar: Frontiers of Pandora From the Ashes DLC

To najlepsza wersja Pandory

Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes to przykład dodatku, który wyciąga wnioski z krytyki podstawowej gry i konsekwentnie je przekuwa w lepszy projekt. Fabuła jest bardziej osobista i mroczniejsza, a misje w niej są zdecydowanie bogatsze i lepiej wyreżyserowane. Sama rozgrywka również wydaje się być dużo lepiej zbalansowana: jest szybsza, bardziej zdecydowana i zwyczajnie przyjemniejsza. Co ważne, całość wypada ciekawiej niż filmowe widowiska, na których bazuje. Mniej tu patosu, więcej napięcia i poczucia realnej stawki.

Jeśli ktoś szuka najlepszego argumentu za powrotem do świata Na’vi, From the Ashes jest nim bez dwóch zdań. To dodatek, który nie tylko przewyższa podstawową wersję gry, ale pokazuje, że w ramach formuły Ubisoftu wciąż da się stworzyć coś świeżego, dynamicznego i autentycznie angażującego. Osobiście temat Avatara mnie zupełnie nie grzeje, a spędziłem tu około 15 godzin bardzo przyjemnej rozgrywki. From the Ashes to najlepsza „gra akcji” Ubisoftu od wielu lat.

Avatar: Frontiers of Pandora: From the Ashes
Podsumowując
From the Ashes to znacznie intensywniejsza i dojrzalsza odsłona Pandory, która dzięki lepszemu projektowi misji, mocniejszej narracji i dynamiczniejszej rozgrywce wypada wyraźnie ciekawiej niż podstawowa wersja gry oraz filmowe odpowiedniki.
Zalety
Znacznie lepszy projekt misji, z większą dynamiką, napięciem i wyraźną reżyserią kluczowych sekwencji
Bardziej osobista i mroczniejsza fabuła skupiona na So’leku, która angażuje mocniej niż historia z podstawki
Świetnie działający tryb trzecioosobowy poprawiający czytelność walki i eksploracji
Brutalniejszy, bardziej agresywny model rozgrywki z satysfakcjonującymi wykończeniami
Uproszczony i sensowniejszy system rozwoju postaci oraz ulepszania ekwipunku
Fantastyczna oprawa wizualna i bardzo solidna optymalizacja na PC
Lepsze walki z bossami i większa różnorodność starć, także z wrogimi Na’vi
Wady
Nierówna sztuczna inteligencja przeciwników w niektórych starciach
Momentami nieczytelne układy baz i obiektów RDA
Wciąż wyczuwalna, choć znacznie lepiej dopracowana, schematyczność formuły Ubisoftu
Brak wyraźnych innowacji systemowych – to ewolucja, nie rewolucja
8.5