Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Po ponad 30 godzinach spędzonych na licznych polach bitew mogę śmiało powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych tytułów w stylu Musou od wielu, wielu lat.

Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem gatunku Musou, a po rozczarowującym Dynasty Warriors 9 byłem zarówno pełen nadziei na powrót serii na dobre tory, ale nie brakowało także obaw. Recenzowane Dynasty Warriors: Origins nareszcie wprowadza trochę świeżości, ale czy twórcom udało się połączyć sprawdzone mechaniki z nowymi elementami, które przyciągną zarówno weteranów, jak i osoby dopiero rozpoczynające swoją przygodę z gatunkiem? Po ponad 30 godzinach spędzonych na licznych polach bitew mogę śmiało powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych tytułów w stylu Musou od wielu, wielu lat.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Fabuła w Dynasty Warriors: Origins

Dynasty Warriors: Origins opowiada historię osadzoną w świecie znanym z epickiej powieści Romance of the Three Kingdoms. Tym razem wcielamy się tu w anonimowego bohatera o pseudonimie „Ziluan”, który cierpi na amnezję. W pierwszej chwili poczułem dość spory zawód, bo to motyw absolutnie oklepany na wszystkie możliwe sposoby, jednak został on tu naprawdę solidnie wkomponowany w narrację i pokazał, że nadal można w tym temacie trochę zaskoczyć. Historia rozwija w grze się stopniowo, ujawniając kolejne fragmenty przeszłości protagonisty oraz jego związki z mistyczną organizacją Guardians of Peace.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Od samego początku można odczuć, że fabuła w Dynasty Warriors: Origins jest zdecydowanie ważniejszym filarem niż w poprzednich częściach serii i potrafi być zaskakująco intrygująca. Twórcom udało się sprawić wrażenie, że wiele z naszych decyzji ma znaczenie, a późniejszy wybór jednej z trzech frakcji – Wei, Wu lub Shu – pozwala doświadczyć konfliktu z różnych perspektyw. Każda z tych ścieżek oferuje unikalne wątki, które pozwalają lepiej zrozumieć motywacje i cele poszczególnych bohaterów.

Myślę, że postawienie na jednego bohatera okazało się tym razem strzałem w dziesiątkę, co połączeniu z bardzo ładnie wyreżyserowanymi scenkami przerywnikowymi, ciekawym konfliktem i interesującymi postaciami pobocznymi. Dialogi są napisane z wyczuciem, a relacje między bohaterami grają tu bardzo ważną rolę – w grze pojawia się całkiem rozbudowany system więzi – może nie na poziomie produkcji od Atlusa, ale przypomina udane rozwiązania z Fire Emblem i spełnia swoje zadanie.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Nieskończona sieczka

Tak więc cała oprawa fabularna jest tu wyjątkowo udana, ale nie oszukujmy się – w Dynasty Warriors od zawsze najważniejsze były starcia na masową skalę z tysiącami przeciwników jednocześnie. To właśnie tutaj czerpałem najwięcej przyjemności z zabawy, a ciekawie zaprojektowane mechanizmy sprawiły, że nie odczuwałem żadnego znużenia nawet przy długich sesjach.

Dynasty Warriors: Origins to naprawdę spory krok naprzód dla serii, który zauważalnie podnosi jakość starć na niespotykany wcześniej poziom. Zasługę tego upatruję przede wszystkim w świetnie zaprojektowanym uzbrojeniu – swoją historię zaczynamy z potężnym mieczem, a już po chwili dostajemy do wyboru lancę, halabardę czy ciężki topór. Wybór jest spory, ale najważniejsze jest to jak się tu walczy. Nie dość, że każda z broni wymaga zupełnie innego podejścia to dodatkowo posiadają one swoje własne drzewka rozwoju i indywidualne zestawy umiejętności. Ulepszenia zdobywamy po prostu nimi walcząc – gra stara się nic nie narzucać, a i nie czuć tu wyższości jednego zestawu nad drugim, tak więc każdy może po prostu bawić się tu jak chce.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Niszczenie tysięcy przeciwników na ogromnych polach bitewnych sprawia mnóstwo satysfakcji swoją lekkością. Tytuł od samego początku pozwala na wybór poziomu trudności, więc nie musi to być wcale zupełnie bezmyślna sieczka. Nawet na „normalu” trzeba się całkiem nieźle pilnować i odpowiednio zaplanować dalsze ruchy. Naszym głównym celem są tu oficerowie – potężne postacie, które cechują się specjalnymi umiejętnościami i sporą wytrzymałością. Starcia z nimi przypominają potyczki z bossami, a ciekawie zaprojektowane ruchy wymagają zastosowania do nich odpowiedniego podejścia. Często też trzeba decydować, czy najpierw oczyścić teren z innych jednostek, czy bezpieczniej jest jak najszybciej stanąć twarzą w twarz z oficerem ryzykując otrzymanie sporych obrażeń od pozostałych wrogów.

Nowym aspektem jest tu system „fortitude”, czyli specjalne poziomy wytrzymałości oficerów. Dzięki temu rozgrywka nie polega jedynie na zadawaniu masowych obrażenia, a dodatkowo trzeba przebić się przez ich obronę poprzez wykorzystując uniki, parowania i odpowiednie wyczucie momentu, by wyprowadzić potężne finishery. Walka jest tu bardzo płynna, a umiejętności defensywne sprawiały mi mnóstwo frajdy.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Rozbudowany świat

Eksploracja świata również została znacząco rozwinięta. Poza głównymi bitwami dostajemy do dyspozycji otwarty świat pełen różnorodnych aktywności. Co ciekawe, postawiono tu na niestandardową perspektywę, bo eksploracja przedstawiona została tu przy widoku z góry, gdzie cała mapa jest zminiaturyzowana. Znajdują się surowce do zbierania, postacie z którymi przeprowadzimy liczne rozmowy i opcjonalne potyczki pozwalające na zdobycie dodatkowych nagród. Jednym z ciekawszych aspektów eksploracji jest możliwość podnoszenia poziomu pokoju w poszczególnych prowincjach poprzez eliminowanie bandytów i innych zagrożeń.

Projekt misji również doczekał się tu wielu ulepszeń. Nie jestem ekspertem w gatunku Musou, ale nie pamiętam, aby w innych grach stawiano na podobną różnorodność. W Dynasty Warriors: Origins do wygranej bardzo często nie wystarczy jedynie wyeliminowanie wszystkich wrogów. W trakcie misji musimy dbać o obronę poszczególnych dzielnic mapy w stylu trybów dominacji rodem z popularnych sieciowych gier FPS, a nawet także ściągać zaklęcia ochronne gwarantujące nieśmiertelność wrogom. Akurat ten motyw nie jest niczym wybitnym, bo polega na odnalezieniu z pomocą „wiedźmińskich zmysłów” specjalnych przedmiotów, a następnie ich zniszczenie. Tu główna trudność polega na samym przedarciu się przez hordy nieśmiertelnych cieni, a samo wykonanie zadnia nie jest specjalnie satysfakcjonujące i wydawało mi się nadmiernie eksploatowane.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Zadania poboczne są różnorodne i często wymagają użycia konkretnego rodzaju broni lub wykonania określonych wyzwań. Tego typu misje nie tylko rozwijają biegłość postaci, ale również wprowadzają ciekawe konteksty fabularne, pozwalając na bliższe poznanie świata i jego mieszkańców. Dodatkowo, na mapie dostępne są mini-bitwy, które można powtarzać w celu zdobycia doświadczenia i zasobów. Osobiście wykorzystywałem je bardziej treningowo i na nich uczyłem się nowych broni i ciosów przed przejściem do fabularnych zadań. Zawartość poboczna jest tu zupełnie opcjonalne, więc jeśli nie macie na nią ochoty to spokojnie można skupić się jedynie na podstawowych misjach – odniosłem nawet wrażenie, że robiąc od czasu do czasu dodatkowe bitwy stałem się aż nadto potężny i momentami wygrana przychodziła mi z przesadną łatwością.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Dobra optymalizacja i ładna oprawa graficzna

Dynasty Warriors: Origins to też zupełnie nowy silnik graficzny, który może pochwalić się bardzo bogatymi plenerami i nowoczesnym oświetleniem znacząco wpływającym na atmosferę świata. Nieco rozczarowały mnie animacje twarzy postaci oraz jakość niektórych tekstur, ale biorąc pod uwagę całość tytuł ma się czym pochwalić. Dodatkowo optymalizacja jest tu zaskakująco dobra – na komputerze opartym o procesor AMD Ryzen 7800 X3D i kartę graficzną RTX 4080 spokojnie mogłem grać na maksymalnych detalach w rozdzielczości 4K z wykorzystaniem DLSS w trybie zbalansowanym, a przy ograniczeniu płynności do 60FPS nic nie stało na przeszkodzie, aby włączyć znakomite DLAA.

Posiadacze kart graficznych innych producentów mogą liczyć tu na pomoc w postaci AMD FSR 3 oraz Intel XeSS. Pozytywnie zaskoczyłem się również odpalając grę na Steam Decku, gdzie bez większych problemów działała na podstawowych ustawieniach w natywnej rozdzielczości utrzymując płynność na poziomie 30 FPS, co biorąc pod uwagę skalę bitew wydaje się być naprawdę dobrym wynikiem.

Recenzja Dynasty Warriors: Origins

Świetna jest też muzyka – dynamiczna i budująca klimat, a i głosy postaci zostały podłożone naprawdę solidnie. Do wyboru mamy angielski i japoński dubbing, więc możecie sami zdecydować który Wam się bardziej spodoba.

Biorąc pod uwagę moje wszystkie zachwyty to finalny werdykt musi być jeden. W Dynasty Warriors: Origins zagrać warto zarówno dla fabuły, jak i dopracowanych niemal do perfekcji walk na masową skalę. Niski próg wejścia pozwoli cieszyć się grą nawet początkującym, a na trudniejszych poziomach będzie stanowić niemałe wyzwanie nawet dla miłośników gatunku Musou. Produkcja oferuje lekką ręką 30 godzin intensywnej i zróżnicowanej zabawy, pełnej ciekawych i zachęcających do eksperymentowania mechanizmów. Bawiłem się naprawdę świetnie, czego i Wam życzę!

Dynasty Warriors: Origins: to niezwykle udany powrót serii i idealny punkt startowy dla osób, które wcześniej nie próbowały gatunku Musou. Zagrać zdecydowanie warto – zarówno dla fabuły, jak i spektakularnych starć. Gaming Mode

8.5
von 10
2025-01-28T20:41:47+0100