F1 25 to tytuł, który nie wprowadza większych rewolucji, ale dostarcza wystarczająco wiele usprawnień i przemyślanych decyzji, by uznać go za krok we właściwym kierunku, zwłaszcza w porównaniu do mocno rozczarowującej edycji z ubiegłego roku. Po kilkunastu godzinach spędzonych na torze mogę powiedzieć, że to najdojrzalsza i najbardziej zbalansowana odsłona cyklu od kilku lat. Choć nie pozbawiona wad, to oferuje solidne doświadczenie zarówno dla fanów symulacji, jak i tych szukających nieco bardziej zręcznościowego podejścia do tego sportu.

Kontynuacja przygody w trybie Braking Point 3
Tryb fabularny Braking Point 3 powraca po rocznej przerwie i kontynuuje historię zespołu Konnersport. To kontynuacja, która stawia bardziej na intensywność i emocje niż subtelność czy wiarygodność wydarzeń. Strukturalnie przypomina popularny format „Drive to Survive”, ale z wyraźnym przesunięciem w stronę dramatyzmu, momentami wręcz przesadnego. Niektóre sceny balansują na granicy pastiszu, przez co ciężko tu o emocjonalne zaangażowanie. To przyjemna i ładnie odegrana historyjka, dużo bardziej strawna niż choćby GRID Legends, którego po prostu nie dało się zdzierżyć bez zgrzytania zębami.
Bardzo podobało mi się to, jak dynamicznie potrafi zmieniać się sytuacja na torze – gra wielokrotnie wprowadza ciekawe elementy, których próżno szukać w innych tytułach.

Nowością w Braking Point 3 jest możliwość wyboru bohatera w poszczególnych rozdziałach: Callie Mayer lub Aidena Jacksona. Nie wpływa to specjalnie na rozwój fabuły, ale daje minimalne poczucie kontroli nad narracją. Ulepszono też poziom trudności: nowy wariant „immersive” zmusza nas do dokładniejszego planowania, precyzyjniejszego prowadzenia bolidu i lepszej znajomości strategii. Dobrze zbalansowane tempo wydarzeń i większe wyzwanie sprawiają, że tym razem trudno się od tego trybu oderwać. Z drugiej stronie nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybrać zdecydowanie łatwiejszy poziom wyzwania, w tym liczne asysty prowadzenia bolidu – F1 25 to jedna z nielicznych gier, które mogą zadowolić niemal każdego.

My Team 2.0 to zupełnie nowe podejście
Największą zmianą strukturalną w całej grze jest kompletne przeprojektowanie trybu My Team, który wyraźnie skręca w stronę symulacyjnego zarządzania. Po raz pierwszy nie można już być jednocześnie właścicielem zespołu i jednym z kierowców – trzeba wybrać fotel menedżerski i oddać kierownicę wybranym zawodnikom. To decyzja odważna, ale nie do końca zadowalająca. Brak możliwości stworzenia własnej kariery kierowcy w tym trybie pozostawia niedosyt. Poczucie utożsamienia z zespołem, choć wciąż obecne, nie jest już tak silne.
Rekompensatą jest większa głębia w zarządzaniu zasobami. Trzeba podejmować decyzje o tym, który kierowca otrzyma nowe części, planować rozwój technologiczny i monitorować morale zespołu. Ograniczony wybór kierowców (głównie F2, bez możliwości zatrudnienia takich nazwisk jak Perez, Ricciardo czy Bottas) zmniejsza elastyczność, chyba że posiadamy Edycję Premium z legendami. Z jednej strony, zmusza to do pracy z mniej znanymi nazwiskami, co może dodać realizmu. Z drugiej – odbiera trochę radości z personalizacji.
Nowy system przypomina uproszczone mechaniki z F1 Manager, zwłaszcza w kwestii rozwoju części i planowania weekendów wyścigowych. Osobiście nie jestem fanem, ale jestem pewny, że wiele osób znajdzie tu zabawę na wiele, wiele godzin.

Multiplayer – stare fundamenty, lekkie porządki
Tryb wieloosobowy w F1 25 nie został zrewolucjonizowany, ale wprowadzono kilka usprawnień, które czynią rywalizację online bardziej przejrzystą i mniej frustrującą – szczególnie dla tych, którzy nie chcą od razu trafiać na agresywnych kierowców grających według własnych zasad.
Pierwszą zauważalną zmianą jest lepszy system klasyfikacji graczy – teraz matchmaking bierze pod uwagę nie tylko umiejętności, ale także styl jazdy i poziom bezpieczeństwa. To rozwiązanie wzorowane na innych grach wyścigowych, jak iRacing, i trzeba przyznać, że działa zaskakująco dobrze. W efekcie, jazda online rzadziej kończy się karambolem na pierwszym zakręcie – oczywiście pod warunkiem, że nie wpadnie się do pokoju pełnego nowicjuszy.

Powraca również tryb F1 World, czyli hub skupiający różne aktywności online i offline, od cotygodniowych wyzwań po wydarzenia społecznościowe. Znajdują się tu m.in. seria zadań, system postępu, możliwość ulepszania bolidu (co przypomina nieco mechanikę „live service”) oraz komponenty kosmetyczne. To rozwiązanie dość kontrowersyjne – RPG-owe elementy nie każdemu podpasują do symulacji wyścigowej, ale trzeba uczciwie przyznać, że F1 World wciąga i oferuje dużo treści.
Gra umożliwia także klasyczne wyścigi rankingowe i nierankingowe, jak również lokalny split-screen, co dziś wcale nie jest takie oczywiste. Sam kod sieciowy stoi na stabilnym poziomie – nie odnotowałem poważniejszych opóźnień czy wyrzucania z sesji. Jedynie sporadyczne błędy wizualne mogą wybić z immersji, np. samochody teleportujące się przy wysokim pingu przeciwników.
Multiplayer pozostaje więc solidnym dodatkiem, choć nie wnosi żadnej rewolucji. Nadal jest to przestrzeń, w której najlepiej bawią się osoby zorganizowane – w ligach czy ze znajomymi. Tryb swobodny to loteria, choć w F1 25 wyraźnie mniej frustrująca niż w poprzednich częściach.

Model jazdy – duży krok naprzód
Przechodząc do serca gry, czyli jazdy – widać, że Codemasters wyciągnęło wnioski z zeszłorocznych błędów. Bolidy prowadzą się zauważalnie lżej niż w poprzednich odsłonach, co daje wrażenie większej płynności, szczególnie w szybkich sekcjach toru. Zmiany te są pozytywne, ale nie oznaczają utraty realizmu – wręcz przeciwnie. W wolnych zakrętach bolid wciąż zachowuje się ociężale, co zmusza do dokładnego planowania linii i punktów hamowania. Odniosłem trochę wrażenie, że moment utraty przyczepności nadal jest trudny do wyczucia, co może prowadzić do nieplanowanych uślizgów i spinów – zwłaszcza podczas rozgrywki na padzie i przy mokrej nawierzchni.
Pojawiły się też bardziej odczuwalne efekty „dirty air” – jadąc blisko innego auta, trudniej jest utrzymać przyczepność, co dodaje realizmu i taktycznego wymiaru podczas wyścigów. Zużycie opon zostało wyraźnie zintensyfikowane – przy dłuższych przejazdach degradacja jest bardziej wyczuwalna i ważne staje się odpowiednie korzystanie z pit stopów. Niestety, wciąż czuć brak naturalnej reakcji auta na krawężnikach – monoplasy wydają się zbyt „przyklejone” do toru, a niektóre detale fizyczne nie oddają do końca prawdziwej dynamiki F1.
Biorąc pod uwagę powyższe, oczywiste jest, że nadal nie mamy tu pełnej symulacji rodem, ale jestem przy tym pewny, że model jazdy zadowoli większość graczy. To wciąż „simcade”, ale w najlepszym możliwym tego słowa znaczeniu.

Ładna oprawa wizualna i dobra optymalizacja
Warta pochwały jest cała kwestia techniczna F1 25 – od oprawy audiowizualnej przez samą wydajność i stabilność. Gra działa na moim kilkuletnim komputerze bez żadnej zadyszki, a wygląda przy tym po prostu świetnie. Trasy są pełne detali i roślinności, a oświetlenie prezentuje się wprost ślicznie. Jeśli posiadacie bardzo potężną kartę graficzną to warto włączyć opcjonalny ray tracing – niestety na Radeonie RX 7900 musiałem z niego zrezygnować, ale chciałbym zaznaczyć, że ustawienia graficzne skalują się tu bardzo dobrze. Bezproblemowe 60FPS w rozdzielczości 1440p na bez upscalingu to nieczęsto spotykana sytuacja – w grze znajdziemy oczywiście DLSS i AMD FSR 3. Jako, że redakcyjnie chyba wszyscy ciągle gramy na Steam Decku to i ja sprawdziłem jak sobie urządzenie poradzi z grą, ale ze względu na blokadę anti-cheat nie da się włączyć tu nawet rozgrywki dla pojedynczego gracza bez instalacji Windowsa.
Aspekt audio jest również warty pochwały. Silniki bolidów brzmią lepiej niż w poprzednich częściach – mają bardziej zróżnicowaną charakterystykę w zależności od zespołu, a zmiany biegów, dźwięk overtake’u czy turbo brzmią dużo bardziej agresywnie i realistycznie. Podczas jazdy z kokpitu można niemal poczuć wibracje przenoszone przez kierownicę, szczególnie z dobrze dobranymi słuchawkami lub systemem dźwięku przestrzennego. Otoczenie toru, tłum, efekty pogodowe – wszystko to buduje autentyczne poczucie obecności na padoku lub w alei serwisowej.

Dialogi inżynierów, choć niekiedy niezręczne pod względem treści (np. błędne komunikaty o odstępach lub awariach), brzmią bardziej naturalnie niż w poprzednich latach – mniej syntetycznie, z lepszym nagraniem głosu. Szkoda tylko, że komentarz telewizyjny wciąż nie dorównuje poziomem temu, co znamy z rzeczywistych transmisji – brakuje emocji, a wypowiedzi bywają powtarzalne już po kilku wyścigach.
Podsumowując
F1 25 to najbardziej kompletna odsłona serii od lat. Brakuje jej rewolucji, ale w wielu aspektach wykonano solidną, rzetelną robotę. Fabularny tryb Braking Point zyskał godne zakończenie, a My Team 2.0 zaskakuje swoją głębią. Co najważniejsze, model jazdy jest bardziej przemyślany i świetnie sprawdzi się dla osób, które szukają dość realistycznego wyzwania, jak i nowicjuszy. Bawiłem się z F1 2025 zaskakująco dobrze i chętnie spędzę w grze kolejne kilkanaście godzin w zmaganiach przeciwko innym graczom. Oby kolejne odsłony były przynajmniej tak udane!
F1 2025: to zrównoważona, dopracowana i pełna potencjału produkcja dla miłośników wyścigów bolidów – oby za rok nie zabrakło odwagi, by pójść jeszcze dalej. – Jazu – GamingMode.pl




