Recenzja gry Hell is Us

Recenzja Hell is Us – mroczna gra akcji z elementami soulslike, wymagającą eksploracją i zagadkami logicznymi

Hell is Us zapowiadało się na jedną z ciekawszych i bardziej unikatowych gier akcji w tym roku. Wersja demonstracyjna pokazała nam jedynie zalążek mechanik rozgrywki, które nabierają prawdziwych skrzydeł dopiero w kolejnych godzinach zabawy. Mamy tu bowiem do czynienia z produkcją, gdzie pokonywanie kolejnych hord przeciwników jest jedynie składową większego dzieła – równie ważna jest uważna eksploracja i rozwiązywanie zagadek. Hell is Us nigdy nie prowadzi za rękę, a odkrywanie jego świata potrafi być tak fascynujące, jak i momentami frustrujące.

Ciekawa hybryda wielu gatunków ze sporą dozą indywidualności

Jeśli miałbym określić, z czym mamy tu do czynienia, wskazałbym na produkcję akcji z naleciałościami soulslike i marginalnymi elementami RPG. Jesteśmy wrzuceni do sporych, otwartych lokacji – bez dostępu do map czy wskaźników – przepełnionych skomplikowanymi zagadkami i rozbudowanymi zadaniami, wszystko to pod kopułą niezwykle gęstej atmosfery. Świat nie należy do przyjaznych miejsc, a niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem – trwa tu wojna domowa, a dodatkowo zagrażają nam dziwne, nienaturalne wynaturzenia, które w kilka chwil potrafią zrównać nas z ziemią.

W Hell is Us wcielamy się w z góry ustalonego bohatera – Remiego, który w odizolowanym kraju szuka prawdy o swoim pochodzeniu. Fabuła jest tajemnicza i opowiadana w formie retrospekcji podczas niezbyt przyjemnego przesłuchania. Podróż błyskawicznie nabiera mrocznego tonu, a szybko okazuje się, że to jedynie zalążek większych problemów i dramatów. Choć sama forma opowiadania historii jest minimalistyczna, to rozmowy z napotkanymi postaciami i odnajdywanie poukrywanych dzienników dają ogromne pole do popisu wyobraźni. Dialogi są wyraźnie podzielone na „ważne” i „dodatkowe”, co ułatwia oddzielenie informacji potrzebnych do przejścia gry od tych budujących klimat i głębię świata.

Zamiast bezmyślnie przeskakiwać dialogi i podążać za znacznikami, tutaj trzeba uważnie słuchać, obserwować otoczenie i wyciągać wnioski z podanych wskazówek. Nawet warstwa audio pełni ważną rolę – subtelne dźwięki otoczenia potrafią ostrzec przed zagrożeniami, a czasem stanowią wskazówki przy rozwiązywaniu zagadek. Największym wsparciem jest nasz tablet – interaktywny dziennik, który porządkuje kluczowe informacje, postacie i cele. Nigdy jednak nie prowadzi nas za rękę – wskazuje kierunek, ale to od gracza zależy, czy znajdzie rozwiązanie.

Takie podejście do rozgrywki jest świeże i niestandardowe, zwłaszcza dziś. Początkowo czułem się zagubiony, jednak lokacje, mimo dużych rozmiarów, są na tyle charakterystyczne, że szybko nauczyłem się ich na pamięć. Główna fabuła nie jest przesadnie trudna, ale rozwiązywanie sekretów i pobocznych „dobrych uczynków” to prawdziwa jazda bez trzymanki. Często wymagają przemieszczania się między lokacjami, a dostępne wskazówki są szczątkowe. Niektóre trzeba rozwiązać przed określonymi momentami fabularnymi – w pierwszym podejściu kilka mi przepadło.

Jako wyjadacz gier przygodowych typu point & click przyznaję, że momentami było naprawdę trudno. W połowie historii dosłownie utknąłem i musiałem sięgnąć po pomoc. To oczywiście kwestia indywidualna, ale przewiduję, że fraza „Hell is Us poradnik” będzie często wyszukiwana. Mimo to takie podejście sprawiło mi sporo frajdy – odkrywanie świata bez wskaźników to dziś rzadkość.

Na uwagę zasługują też świetnie zaprojektowane podziemia, przypominające stare części serii The Legend of Zelda. To rozbudowane labirynty z łamigłówkami środowiskowymi i logicznymi. Ich przejście wymaga uwagi, ale nagradza satysfakcją. Nie ma ich wiele, ale każdy jest dopracowany i unikatowy, co cieszy na tle produkcji, które nagminnie powielają oklepane schematy. Zamknięta struktura podziemi eliminuje problem błądzenia po otwartym świecie w poszukiwaniu jednego rozwiązania.

Walka i rozwój bohatera

Drugą warstwą rozgrywki jest system walki inspirowany soulslike’ami, choć łatwiejszy i mniej wymagający. Standardowe poziomy trudności sprawiają, że większość graczy poradzi sobie bez większych problemów. Starcia opierają się na zarządzaniu staminą, unikach, kontratakach oraz umiejętnościach specjalnych, które potrafią odwrócić losy bitwy. Nie ma tu klasycznego rozwoju postaci, a śmierć karana jest cofnięciem do punktu kontrolnego – zabici wrogowie pozostają martwi (chyba że wyłączymy tę opcję), przynajmniej do ponownego odwiedzenia lokacji.

Nieco rozczarował mnie fakt, że trwałe oczyszczenie lokacji wymaga nie tylko eliminacji wyznaczonych przeciwników, ale i zamknięcia anomalii. To możliwe dopiero po zdobyciu odpowiednich przedmiotów, co utrudnia swobodną eksplorację.

Dokładna eksploracja i rozwiązywanie zadań pobocznych są kluczem do rozwoju – ulepszenia broni i nowe umiejętności znacząco wpływają na przebieg walk. Wsparciem jest dron KAPI, nasz futurystyczny kompan. Może odciągać uwagę przeciwników, tłumaczyć starożytne inskrypcje czy pomóc w eksploracji. Jego moduły można swobodnie modyfikować, co dodaje głębi rozgrywce.

Dokładna eksploracja i robienie dobrych uczynków to nałatwiejsza droga, aby stać się w grze silniejszym – znalezione umiejętności i ulepszenia broni mają ogromny wpływ na trudność starć. Podobnie wielką rolę odgrywa tu nasz towarzysz – dron KAPI. To futurystyczne urządzenie, które szybko staje się naszym nieocenionym kompanem i wspiera nas zarówno w eksploracji, jak i walce, oferując wachlarz praktycznych umiejętności. Może odciągnąć uwagę przeciwników, pomóc Remiemu wzbić się w powietrze, przetłumaczyć starożytne inskrypcje czy rozświetlić mroczne korytarze. Jego moduły można swobodnie modyfikować i dostosować do aktualnych potrzeb, co całkiem fajnie urozmaica rozgrywkę.

Walka jest tu całkiem płynna i przyjemna, choć początkowe starcia momentami dawały mi lekki vibe survival horroru – niski poziom wytrzymałości, ograniczone zdrowie i bardzo limitowana ilość apteczek sprawiały, że na każdym kroku trzeba było uważać. Dodatkowo twórcy potrafią solidnie zbudować atmosferę zaszczucia, co znacząco potęgowało efekt grozy. Sami przeciwinicy również przypominają maszkary rodem z Silent Hill, z tym że to humanoidalne nagrobki i monumenty. Dalej czar ten nieco pryska, bo dość szybko zdobywamy umiejętność standardowego leczenia, a wrogowie coraz częściej mają w sobie anamalie rodem z Control, które trzeba w zniszczyć w pierwszej kolejności.

Projekt przeciwników jest bardzo ciekawy, ale brakuje tu zdecydowanie różnorodności. Po kilku godzinach zabawy poznamy dosłownie wszystkie typy wrogów. Oczywiście w dalszej rozgrywce zdobywają i oni nowe zdolności, a walka z kilkoma jednocześnie potrafi podnieść tętno, jednak nie sposób przejść obojętnie ich powtarzalnemu wyglądowi. Co więcej, nawet te kilka typów nie odbiega od siebie znacząco wizualnie – szkoda, bo całość absolutnie zyskałaby na nieco większym szaleństwie w ich projektowaniu. Brakowało mi też pełnokrwistych walk z bossami.

Tak więc starcia to całkiem przyjemny, momentami nieco chaotyczny i powtarzalny dodatek, któremu zabrakło trochę finezji. Nieco rozczarowuje też sam ekwipunek – na swojej drodze trafimy na 4 typy broni, które wyraźnie się od siebie różnią i przy można je dość mocno można modyfikować. Ukończenie Hell is Us zajęło mi jakieś 20 godzin (przy zaliczeniu ok 65% zadań pobocznych) i w pewnym momencie czułem już dość sporą monotnię. Sytację ratowały świetnie zaprojektowane lokacje i ciekawe zagadki, ale kolejne potyczki niestety zaczynały coraz bardziej męczyć.

Pochwalić chciałbym za to kwestie techniczne, choć nie jest pod tym względem idealnie. Tytuł napędza niesławny Unreal Engine 5, co automatycznie wiąże się z dość sporymi wymaganiami sprzętowymi, jednak jeśli macie odpowiednie komputery to wydajność nie powinna stanowić tu większych problemów. Charakterystyczne przycinki występują tu bardzo sporadycznie, a ustawienia graficzne pozwalają całkiem dobrze zbalansować wydajność. Na PC wyposażonym w Nvidia RTX 4080 Super, AMD Ryzen 7 7800X3D i 32 GB RAM bezproblemowo osiągnąłem 60 FPS+ na bardzo wysokich detalach, a DLSS w trybie zbalanowanym pozwolił mi na komfortową rozgrywkę w 4K bez większej utraty ostrości obrazu. Niestey rozgrywka na Steam Decku była bardzo problematyczna, bo nawet po całkowitym zejściu z detali graficznych problemem było utrzymanie choćby 30 FPS – cóż, urządzenie ma już swoje lata, ale na mocniejszych handheldach powinno być już zdecydowanie lepiej.

Hell is Us nie jest żadnym benchmarkiem, ale wygląda po prostu solidnie. Wrażenie robią tu przede wszystkim efekty cząsteczkowe i niezywkle klimatyczne oświetlenie, które dodatkowo podbija atmosferę jeśli rozgrywkę prowadzimy na porządnym ekranie wyposażonym w prawdziwy HDR. Zasięg rysowania jest również bardzo solidny, podobnie jak dopracowane tekstury – jest tu na czym oko zawiesić, zwłaszcza po opuszczeniu pierwszych lokacji. Z kwestii technicznych chciałbym dodać, że aktualnie problememem mogą być scenki przerywnikowe, które są zablokowane na 30 FPS, co niepowinno mieć miejsca na PC.

Na osobny akapit zasługuje natomiast cała oprawa dźwiękowa, która ma ogromną rolę w budowaniu całego klimatu. Ścieżka muzyczna jest bardzo nastrojowa, a niektóre efekty (nie chcę spoilować) powodowały u mnie wprost gęsią skórkę. Równie dobrze Hell is Us wypada pod względem aktorskim – w głównej roli znajdziemy tu Eliasa Toufexisa, którego charakterystyczny głos wiele osób od razu skojarzy z Adamem Jensenem i Deus Exem. Pozostała ekipa wypada równie dobrze i wiarygodnie, co znacząco podnosi wagę przedstawionej tu historii.

Podsumowując

Biorąc pod uwagę powyższe wrażenia miałem pewien problem z wystawieniem finalnej oceny dla Hell is Us. To projekt niezwykle charakterny, indywidualny i pełny ciekawych rozwiązań. Gra broni się świetnie zrealizowaną eksploracją, ciekawym światem i interesującym konfliktem, a niektóre zagadki dają solidnie popalić. To miła odmiana na tle dzisiejszych produkcji, która nie do końca dowiozła pod względem systemu potyczek i projektu przeciwników. Na pewno będzie to gra, którą albo się pokocha, albo od niej odbije – mi zdecydowanie bliżej do pierwszej opcji.

Hell is Us: mimo pewnych braków to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Wciągające, wymagające i momentami wprost przytłaczające. Choć potrafi czasem frustrować i bywa montonne to potrafi wynagradzać jak mało która produkcja. Gaming Mode

7.5
von 10
2025-09-02T18:36:21+0200