Recenzja gry Kona II: Brume – historia, o której nie słyszałeś

Jeśli miałbym wskazać w tym roku jedną produkcję, która zupełnie niezasłużenie przeszła całkowicie bez echa w świecie gier to byłaby to KONA II: Brume. Jest to kontynuacja niezwykle ciepło przyjęto tytułu, który cechował się bardzo przyjemnym połączeniem eksploracji, prostych elementów survivalowych i intrygującej historii. Sequel robi to wszystko zdecydowanie lepiej, ulepszając praktycznie każdy element składowy i mimo tego, praktycznie nikt w niego nie zagrał. 

[steam item = 1229020]

Recenzja gry Kona II: Brume

W KONA II: Brume ponownie wcielamy się w skórę detektywa Carl Faubert, który stara się uciec z wiejskiej wioski górniczej w północnym Quebecu po odkryciu ciała swojego klienta, Williama Hamiltona, zamordowanego przez miejscowego lekarza. Ponownie na swojej drodze trafimy na zamarznięte w ruchu ciała i liczne elementy paranormalne, które mieszają się z otaczającą nas rzeczywistością. Podczas ucieczki Carl odkrywa więcej tajemnic dotyczących wioski i jej powiązań z Hamiltonem, a także przyczyny śnieżycy, znaną jako “Brume”, która ogarnia ten region Kanady. 

Historia kontynuowana jest dosłownie w momencie, w którym zakończyła się pierwsza Kona i od razu wrzuca nas w wir akcji. Zamiast ratunku nasza łódź zostaje ostrzelana, a my ostatkami sił wychodzimy z zamarzniętego jeziora i trafiamy do chatki, w której możemy się ogrzać. Tutaj poznamy podstawy rozgrywki, a następnie otwiera się przed nami spora zimowa kraina.

Niespotykany nastrój

Immersyjna, mroźna i duszna atmosfera to wizytówka tej serii, podobnie jak wyśmienita stylistyka, która z dumą oddaje nastrój lat 70 ubiegłego wieku. Bardzo szybko trafiamy na ogromną, wielopoziomową posiadłość, w której twórcy pokazują prawdziwy kunszt w kreowaniu lokacji. Meble, ozdoby, znalezione gazety to prawdziwa podróż do przeszłości. Bardziej otwarte miejscówki również prezentują się świetnie i mimo sporych plenerów, idealnie wprowadzają nieco klaustrofobiczny i przede wszystkim niepokojący nastrój.

Fabuła jest całkiem interesująca i budzi zaciekawienie do samego finału, ale nie jest to historia wybitna. Nie przepadam też za podawaniem ogromnej ilości smaczków w dziesiątkach notatek znajdowanych niemal na każdym kroku. Zamiast tego zdecydowanie wolałbym rozbudowane dialogi i większe interakcje z innymi postaciami, bo te choć występują w grze, tak trafiamy na nie bardzo rzadko. W produkcji nie znajdziemy też rozbudowanych scenek przerywnikowych. 

Na szczęście najważniejsze momenty komentuje to klimatyczny narrator. Możemy zdecydować czy ma on się skupić na konkretnych wydarzeniach, czy też dodatkowo opowiadać o obserwacjach głównego bohatera. Wybór należy do was, mi lepiej grało się na podstawowym ustawieniu.

Mechanizmy rozgrywki w Kona II: Brume

Przed rozpoczęciem rozgrywki mamy do wyboru trzy poziomy trudności i możemy zdecydować czy wolimy przygodę bardziej detektywistyczną, czy chcemy wyciągnąć więcej z elementów survivalowych. Żałuję, że zdecydowałem się na pośredni stopień skomplikowania, bo KONA II: Brume okazała się być bardzo łatwa i przy dokładnej eksploracji nie mogłem narzekać na jakiekolwiek trudności związane ze stanem zdrowia i wyczerpania postaci, a większość przeciwników padała błyskawicznie. Po zakończeniu rozgrywki przetestowałem też chwilę tryb oznaczony jako survival i nawet na nim nie napotkałem na większe problemy.

Walka i przetrwanie są tu bardzo proste, ale przyjemnie urozmaicają rozgrywkę. Zwiedzając liczne budynki i pokoje znajdujemy apteczki, baterie, amunicję czy kolejne bronie – zarówno do ataku wręcz, jak i na dystans. Jeśli odniesiemy za duże obrażenia to oczywiście trzeba się podleczyć, podobnie jak zadbać o to, aby postać nam przesadnie nie odmarzła. Służą do tego dość liczne kominki, które dodatkowo pełnią funkcję miejsc, w których zapiszemy postępy rozgrywki.

Najważniejszym elementem w KONA II: Brume jest eksploracja i znajdowanie kolejnych kluczy, notatek i rozwiązywanie prostych zagadek. Choć gra jest raczej liniowa, etapy są spore i często wielopoziomowe, a posiadłość odwiedzana na początku to prawdziwy labirynt pomieszczeń. Przeczesując ja warto otwierać wszystkie napotkane drzwi, aby ograniczyć backtracking, który i tak jest nieco przegięty. Da się tu trochę pogubić, ale korzystając z mapy i dziennika dość łatwo odnaleźć nasz cel. 

Dynamizm rozgrywki jest zdecydowanie przyjemniejszy niż w pierwszej części i ogólnie zdecydowanie łatwiej się tu odnaleźć. Momenty, w których nie wiedziałem co dalej robić występowały bardzo nieczęsto, co też ograniczało bezsensowne błądzenie. Na piechotę zrobimy też dużo mniej kilometrów niż we wcześniejszej produkcji, a dodatkowo mamy tu możliwość skorzystania z psiego zaprzęgu, który pozwala nam się szybciej przemieszczać. 

KONA II: Brume jest ciekawsza, lepiej zbalansowana i bardziej rozbudowana. Choć nie obraziłbym się na nieco więcej akcji, tak sama rozgrywka wypada jednak dużo ciekawiej niż podobnych tytułach. Ostatnio recenzowałem polskie The Invincible, które dużo bardziej porwało mnie klimatem, historią, występującymi tam postaciami czy poziomem immersji, ale brakowało mu właśnie choćby tak podstawowych rozwiązań, które tu występują. Jak wspomniałem wcześniej walka jest bardzo prosta, ale w połączeniu z występowaniem tu paranormalnych zjawisk przyjemnie buduje nastrój zaszczucia i niepewności. Dzięki niej i prostym zagadkom nie potrafiłem się tu nudzić nawet przez chwilę. Zwłaszcza, że grę ukończyłem w jakieś 5-6 godzin. Wspomę jeszcze, że Kona II nie posiada polskiej lokalizacji, a jest tu naprawdę sporo do czytania.

Problemy techniczne

Niestety moje wrażenia obniżają nieco problemy techniczne. KONA II: Brume na maksymalnych detalach wygląda bardzo ładnie, jednak wydajność pozostawia sporo do życzenia. Nie znajdziemy tu opcji wygładzania krawędzi, przez co cała roślinność, a także brzegi wszystkich napotkanych mebli są bardzo postrzępione nawet w natywnym 4K. Przez to też nie znajdziemy tu żadnych nowoczesnych opcji skalowania rozdzielczości, a ustawienie manualnie niższej powoduje dużo większą degradację szczegółowości gry. 

Co więcej, jakość tekstur powiązana jest z “Globalnymi ustawieniami grafiki”, a te na wysokim poziomie dosłownie obniżają płynność o 30-40% i to bez znaczących wizualnie zmian. Poza wspomnianymi teksturami, których jakość spada znacząco.

Jeśli pogodzicie się z gorszą oprawą to optymalizacja jest jak najbardziej akceptowalna – po prostu moim zdaniem wypada zupełnie nieproporcjonalnie do poziomu oprawy wizualnej. Miałem opcję sprawdzenia gry tylko w na PC i Steam Decku, ale z tego co widziałem na aktualnych konsolach sprawa wygląda podobnie i oferują bardzo stabilne 60 klatek na sekundę, ale kosztem rozmytej grafiki.

Na Steam Decku możemy pozwolić sobie na średnie ustawienia przy 30 klatkach, lub najniższe celując w 40. Po zejściu do minimum poziom grafiki spada drastycznie, więc oczywiście nie zalecam tej opcji.

Podsumowując…

Kona II: Brume to bardzo udana przygoda, która łączy w sobie ciekawą eksplorację, akcję i łamigłówki, a wszystko to zostało ubrane w bardzo nastrojowy klimat. Fabularnie potrafi zaciekawić i sprawia, że ciężko się od niej oderwać, ale ogólne wrażenia psują nieco kwestie techniczne. To bardzo solidna produkcja i moim zdaniem zasługuje na zdecydowanie większą uwagę graczy. Jeśli was zaciekawiła to zalecam chociaż dodać ją do listy życzeń, bo zapewne zaraz wyląduje na pierwszych promocjach. Mam nadzieję, że twórcy dostaną jeszcze szansę stworzenia kolejnej gry, bo mają ogromny potencjał i szkoda byłoby, aby przez słabą sprzedaż Kona II Brume po prostu przepadli.

Kona II: Brume: polecam miłośnikom gier eksploracyjnych, dla których najważniejszy jest klimat. Bardzo przyjemnie rozładowuje monotonię wprowadzając liczne elementy akcji. To dość krótka przygoda, ale wyróżniająca się na tle podobnych produkcji. Warto zagrać, zwłaszcza jeśli grę kupicie na przecenie. Paweł Mikulski

8
von 10
2023-11-18T14:20:46+0100

Recenzja gry KONA II: BRUME – sprawdź inne ciekawe tytuły.

Paweł Mikulski
Paweł Mikulski

Zapalony gracz i miłośnik technologii. Lubię grać zarówno na PC, jak i konsolach, ale moje największe odkrycie to Steam Deck.

Artykuły: 270