Recenzja gry The Drifter

The Drifter to klimatyczna gra point-and-click od Powerhoof, łącząca pixel art, pulp-noir i dynamiczną narrację. Odkryj historię Micka Cartera, który po powrocie do rodzinnego miasta zostaje wplątany w intrygę pełną śmierci, zagadek i mrocznych tajemnic.

Spoglądając na mainstreamowe gry, nietrudno zauważyć, że przygodówki typu point-and-click to archaiczny relikt minionej epoki. Miłośnicy gatunku jednak zdecydowanie nie mają powodów do narzekać, a recenzowany The Drifter to kolejna perełka, obok której ciężko przejść obojętnie. Australijskie studio Powerhoof, znane z mistrzowskiego operowania pixel artem, stworzyło tytuł, który łączy klasyczne zasady gatunku z nowoczesnym tempem narracji, kilkoma niespodziankami i bardzo ciekawą historią.

Powrót w rodzinne strony, który szybko wymyka się spod kontroli

Historia The Drifter zaczyna się w wagonie towarowym, wiozącym głównego bohatera, Micka Cartera, do rodzinnego miasta. Powód powrotu jest smutny, bo wybieramy się na pogrzeb matki, ale już w pierwszych chwilach pojawia się przeczucie, że rodzinne spotkanie nie będzie spokojne. Bohater nie widział siostry od pięciu lat, a kontakt z żoną urwał się jeszcze wcześniej. Niewyjaśnione konflikty rodzinne szybko ustępują miejsca znacznie mroczniejszym wątkom: porwaniom, morderstwom i tajemniczemu mordercy grasującemu wśród bezdomnych.

Twórcy nie pozwalają jednak, by fabuła rozkręcała się powoli i od samego początku nas nie oszczędzają. W ciągu pierwszych 20 minut Mick staje się celem uzbrojonych żołnierzy, odkrywa, że potrafi wracać do życia po śmierci (nie jest to spoiler, a podstawowa informacja podawana przez twórców gry) i zostaje wplątany w rozbudowaną i pełną absurdów intrygę, która z pulp-noir przechodzi w obszary psychologicznego horroru i science fiction. A wszystko to z domieszką dość mocnego humoru i sporej dozy ironii.

Gra podzielona jest na dziewięć rozdziałów, z których każdy stanowi zamknięty fragment historii – zarówno pod względem fabularnym, jak i przestrzennym. To ważne, bo unika się dzięki temu typowej dla gatunku frustracji związanej z błądzeniem po pustych lokacjach w poszukiwaniu zagubionego przedmiotu na 10 mapkach – oczywiście można się tu pogubić, ale rozwiązanie prawie zawsze jest na wyciągnięcie ręki.

Siłą The Drifter jest umiejętne łączenie osobistej historii bohatera z mroczną i coraz bardziej absurdalną intrygą. Pierwsze akty, skupione na relacjach rodzinnych i śledztwie, spodobały mi się najbardziej. Jednak im bliżej finału, tym bardziej fabuła skręca w stronę dziwacznych zwrotów akcji i do przesady próbuje zaskakiwać nierealnymi sytuacjami. Ogólnie całość prezentuje bardzo dobry poziom, jednak nie trudno nie odnieść wrażenia, że czasem mniej znaczy więcej. Warto też dodać, że centralny motyw „życia po śmierci” nie został tu w pełni wykorzystany, a zazwyczaj pełni po prostu funkcję mechanicznego pretekstu do kolejnych sekwencji.

Klasyczne rozwiązania

Rdzeń rozgrywki to klasyczny point-and-click: eksploracja, zbieranie przedmiotów, łączenie ich i używanie we właściwych miejscach. Jednak Powerhoof wprowadziło szereg ulepszeń, które sprawiają, że tempo gry jest wyraźnie bardziej dynamiczne niż w starszych tytułach. Możemy na przykład sterować naszym bohaterem poprzez standardowe kliknięcie i wskazanie mu drogi, a także przejąć nad nim pełną kontrolę – w The Drifter gra się dzięki temu bardzo wygodnie zarówno na padzie, jak i myszce. Co więcej, zawsze mamy oznaczony na ekranie kierunek interaktywnych obiektów, dzięki czemu nie trzeba przeczesywać pikseli w celu odnalezienia interaktywnego punktu.

Największą nowością jest jednak sposób, w jaki gra traktuje śmierć. Mick ginie często – i brutalnie – ale każda śmierć cofa go o kilka chwil, pozwalając spróbować innego rozwiązania. W sekwencjach zagrożenia trzeba więc działać szybko i logicznie, bo każdy błędny ruch to utrata kolejnych „tur” na wykonanie zadania. Rozwiązanie nieczęsto spotykane w przygodówkach, ale sprawdza się tu nieźle i nie frustruje.

Ważnym punktem produkcji są oczywiście zagadki – większość jest logiczna, jednak są i momenty, w których trzeba się trochę pogłowić. The Drifter nie ma żadnego systemu podpowiedzi, który mógłby opcjonalnie pomóc nieco osobom, które tu utkną bez szukania rozwiązania w sieci. Zabrakło mi trochę bardziej wymagających wyzwań opartych o wczytywanie się w teksty czy obliczenia matematyczne – większość wymaga użycia odpowiedniego przedmiotu (lub kombinacji kilku) w wymaganym miejscu.

Niesamowita atmosfera

Warstwa wizualna zasługuje tu na osobne wyróżnienie. Pixel art w wykonaniu Powerhoof to prawdziwa uczta dla miłośników tego stylu – deszczowe zaułki, zagracone mieszkania czy mroczne tunele – każda scena jest dopracowana w najmniejszych detalach, a animacje postaci są bardzo charakterystyczne i dopracowane. Atmosferę dopełnia świetna ścieżka dźwiękowa oparta na mrocznych, syntezatorowych brzmieniach, idealnie współgrających z tonem opowieści.

Historia nie wypadłaby tak dobrze bez odpowiedniego aktorstwa głosowego – Mick brzmi na tyle wiarygodnie w swojej szorstkości, że łatwo poczuć jego zmęczenie życiem, a postacie drugoplanowe (jak ekscentryczny detektyw czy sarkastyczna recepcjonistka) wnoszą bardzo wiele do kreacji całego klimatu opowieści.

Dodam też, że produkcję od początku do końca zaliczyłem na Steam Decku, gdzie działa wprost idealnie.

Podsumowanie

The Drifter to przykład, jak można odświeżyć gatunek point-and-click, zachowując jego esencję, a jednocześnie nadając mu nieco współczesnego rytmu. Mistrzowski pixel art, świetne udźwiękowienie, dynamiczne sekwencje i intryga, która – mimo drobnych potknięć – trzyma w napięciu, sprawiają, że jest to jeden z najbardziej udanych tytułów indie ostatnich miesięcy. Ostatnio rozczarowało mnie Kathy Rain 2, na które bardzo liczyłem (do tego stopnia, że nie mogę tej gry zmęczyć), ale The Drifter w pełni zaspokoił mój przygodówkowy głód.

The Drifter: to bardzo dobra propozycja dla osób szukających opowieści, która łączy klasyczną formę z nowoczesnym wykonaniem, a przy tym potrafi zaskoczyć i wciągnąć na kilka intensywnych godzin. Gaming Mode

8
von 10
2025-08-11T20:57:27+0200