Współczesne survival horrory bardzo często grają bezpiecznie. Ułatwiają sterowanie, prowadzą gracza krok po kroku, tłumaczą zagadki jeszcze zanim zdążą sprawić problem. Wszystko po to, żeby frustracja – broń Boże – nie wymknęła się spod kontroli.
Tormented Souls 2 ma na to kompletnie inny pomysł. Ta gra od samego początku daje jasno do zrozumienia, że nie zamierza nikogo rozpieszczać. Jeśli coś jest niewygodne, frustrujące albo nieprzyjemne – to najpewniej celowo.
Dual Effect wraca z kontynuacją tytułu, który już kilka lat temu był wyraźnym listem miłosnym do klasycznych survival horrorów. Dwójka idzie o krok dalej. Jest większa, dłuższa i wyraźnie bardziej uparta w swoich decyzjach. Momentami aż za bardzo. Efekt? Gra nierówna, czasem męcząca, ale na tyle charakterystyczna, że trudno wzruszyć na nią ramionami.

Klasyka bez kompromisów
Tormented Souls 2 zupełnie nie udaje, że próbuje unowocześniać gatunek. Statyczne kamery, ręczny zapis, wieczny niedobór amunicji i bohaterka poruszająca się tak, jakby każdy krok był decyzją na wagę życia – to wszystko znamy z początków survival horroru. Najbliżej jej do połączenia estetyki Silent Hill z rozwiązaniami z pierwszych Residentów.
I to działa… przynajmniej częściowo. Z jednej strony faktycznie czuć klimat dawnych lat, napięcie budowane ograniczeniami i poczucie zagrożenia. Z drugiej – niektóre z tych rozwiązań po prostu się zestarzały. Dziś potrafią bardziej irytować niż straszyć, szczególnie gdy gra bez skrupułów wykorzystuje je przeciwko graczowi.
Historia tylko jako pretekst
Fabuła w Tormented Souls 2 jest raczej punktem wyjścia niż czymś, co miałoby nieść całe doświadczenie. Caroline Walker próbuje pomóc swojej młodszej siostrze Annie, cierpiącej na wizje i stany transowe. Trop prowadzi do klasztoru w chilijskim miasteczku Villa Hess i – jak łatwo się domyślić – szybko robi się bardzo źle.
Historia jest prosta i momentami aż nazbyt schematyczna. Dialogi bywają drewniane, aktorstwo głosowe nierówne, a przerywniki filmowe wyraźnie odstają od reszty gry. Do tego streszczenie wydarzeń z pierwszej części pojawia się zaskakująco późno i brzmi bardziej jak sucha ekspozycja niż naturalny element narracji.
I szczerze? To niekoniecznie problem. Tormented Souls 2 nigdy nie próbuje udawać ambitnego horroru psychologicznego. Tu fabuła ma robić tło. Klimat jest ważniejszy niż opowieść.

Bywa nastrojowo
Atmosfera to najmocniejszy punkt gry. Klasztor, katakumby, opuszczone budynki miasteczka, rzeźnia czy fabryka składają się na spójny, duszny świat, w którym niemal każdy korytarz budzi niepokój. Statyczne kamery są ustawione z wyczuciem i często celowo ograniczają widoczność, zmuszając do wejścia tam, gdzie wzrok nie sięga.
Kluczową rolę odgrywa światło. Caroline nie jest w stanie przebywać w całkowitej ciemności dłużej niż kilka sekund, co wymusza ciągłe planowanie i nerwowe poszukiwanie źródeł oświetlenia. Problem w tym, że trzymanie zapalniczki uniemożliwia korzystanie z broni. Efekt? Stałe napięcie i decyzje, które nigdy nie są do końca komfortowe.
Mechanicznie to świetny pomysł, choć nie zawsze logiczny. Paradoksalnie w absolutnej ciemności bywa… bezpieczniej, bo wrogowie często nie atakują tam, gdzie bohaterka nie ma jak się bronić. To jeden z tych momentów, w których dobra idea zderza się z praktyką.
Nie taka mała szczypta toporności
Caroline porusza się powoli, reaguje z opóźnieniem, a zmiany ujęć kamery potrafią w jednej chwili wywrócić orientację sterowania. Szczególnie podczas ucieczek bywa to irytujące. Uniki wymagają wyczucia, a walka – precyzyjnego ustawienia postaci.
To nie wygląda na przypadek. To świadomy wybór.
Problem w tym, że nie każdy będzie chciał go zaakceptować. Dla fanów klasyki to znajomy, choć surowy powrót do dawnych schematów. Dla reszty – bardzo szybki powód, żeby odłożyć grę na półkę.
W Tormented Souls 2 walka jest ostatecznością. Amunicji brakuje niemal zawsze, przedmiotów leczących jeszcze częściej, a przeciwnicy potrafią być zaskakująco wytrzymali. Arsenał jest szeroki – od pistoletów po kusze i gwoździarki – ale każda broń szybko pożera zapasy.

Broń biała istnieje głównie teoretycznie. Jest niebezpieczna w użyciu i rzadko się opłaca. Ulepszanie uzbrojenia daje chwilową ulgę, ale nie rozwiązuje podstawowego problemu: zasobów jest za mało. Najgorzej wypadają walki z bossami, które często sprowadzają się do biegania w kółko i korzystania z jednego konkretnego przedmiotu. Jeden z późniejszych bossów potrafi wręcz zablokować postęp, jeśli wcześniej źle gospodarowało się amunicją.
Ręczny zapis gry przy użyciu taśm magnetycznych to kolejny ukłon w stronę klasyki. Na normalnym poziomie trudności oznacza to brak checkpointów i powroty nawet kilkadziesiąt minut wstecz. Przy nierównym balansie walk bywa to zwyczajnie męczące.
Z kolei poziom łatwy idzie w drugą skrajność: autosave’y, nadmiar amunicji i znacznie słabsi przeciwnicy skutecznie zabijają napięcie. Brakuje sensownego kompromisu. To jedna z największych bolączek gry i dowód na to, że nie wszystkie decyzje projektowe zostały dobrze przemyślane.

Zagadki – tu gra naprawdę błyszczy
Zagadki wypadają zdecydowanie najlepiej. Wymagają obserwacji, czytania notatek i łączenia faktów, a przedmioty można obracać i łączyć, co często ujawnia kluczowe szczegóły.
Nie wszystko jest idealne – zdarza się pixel hunting i nielogiczne skojarzenia, ale są też bardzo pomysłowe rozwiązania, jak manipulowanie czasem czy wykorzystywanie broni w zagadkach środowiskowych. To stare, dobre łamigłówki, które potrafią zatrzymać na dłużej i dają autentyczną satysfakcję.
Brudna estetyka i audiowizualna nierówność
Graficznie Tormented Souls 2 nie robi dużego kroku naprzód. Modele postaci i animacje w cutscenkach są nierówne, ale projekty lokacji oraz gra światłem i cieniem skutecznie nadrabiają braki. Muzyka często schodzi na drugi plan, a cisza i dźwięki otoczenia robią więcej dla klimatu niż pełnoprawny soundtrack.
Groteska i brutalność są tu dosłowne. Rytuały, okaleczenia i makabra pojawiają się regularnie. Z czasem jednak ten nadmiar przestaje robić wrażenie i zaczyna wyglądać bardziej jak estetyczna obsesja niż narzędzie narracyjne.

Więc warto zagrać?
Tormented Souls 2 to gra, która dokładnie wie, do kogo jest skierowana. Ma świetną atmosferę, bardzo dobre zagadki i wyraźną tożsamość. Jednocześnie męczy nierównym balansem, frustrującymi walkami i archaicznymi rozwiązaniami, które nie zawsze się bronią.
To propozycja dla graczy gotowych zaakceptować dyskomfort jako część doświadczenia. Dla nich będzie to wyczerpująca, momentami irytująca, ale satysfakcjonująca przygoda. Dla pozostałych – interesujący przykład tego, że powrót do korzeni potrafi być równie bolesny, co nostalgiczny.




