Voidwrought to tytuł od szwedzkiego studia Powersnake, który garściami czerpie z klasyki gatunku metroidvania i próbuje wyróżnić się dzięki mrocznej, ręcznie rysowanej oprawie mocno inspirowanej uwielbianym przez graczy Hollow Knightem. Jeśli jesteście miłośnikami takiej rozgrywki to znajdziecie tu sporo dobrej zabawy, choć pozbawionej nuty geniuszu i swoistej niepowtarzalności.
Voidwrought potrafi stworzyć świetną atmosferę
Nie da się odmówić grze, że potrafi urzec swoim tajemniczym światem i klimatem. Wcielajmy się tu w bezimiennego wojownika o zmieniającym kształty ciele, który został wybudzony z wielowiekowego snu przez złowieszczy, krwawoczerwony symbol. Trafiamy do świata ruin Pierwszej Cywilizacji, który jest inspirowany mitologią, horrorem i science fiction, a naszym zadaniem jest zdobycie Ichoru – krwi bogów, gromadzonej przez potwory. Sama narracja w Voidwrought jest nienachalna i stanowi proste tło dla wydarzeń.

Na swojej drodze trafimy na kilka postaci niezależnych czy prostych scenek przerywnikowych, ale sama atmosfera budowana jest przede wszystkim dzięki oprawie graficznej. Kwestia audio również zasługuje tu na sporą pochwałę. Ścieżka dźwiękowa utrzymana jest w ambientowym stylu i doskonale współgra z mrocznym klimatem gry, potęgując wrażenie tajemnicy.
W każdy biom zdaje się żyć własnym rytmem i historią, a lokacje zostały starannie zaprojektowana i ręcznie narysowane. Widać tu ogromne inspiracje kultowym Hollow Knight, a także starszymi komiksami – zwłaszcza Hellboyem. Ciemne, masywne cienie oraz mocne kontrasty dominują w wielu miejscach, a nietypowa perspektywa dodaje kompozycjom głębi. Stylizacja ta skutecznie wzmacnia uczucie niepokoju, szczególnie w nieznanych miejscach pełnych tajemnic.
Przemyślana metroidvania, ale z problemami
Jeśli chodzi o rozgrywkę, Voidwrought oferuje klasyczne mechaniki gatunku, wprowadzając jednocześnie kilka świeżych elementów. Jednym z nich jest system ulepszeń bazy w postaci świątyni, którą można rozbudowywać, odblokowując nowe przejścia i zdobywając kluczowe przedmioty. Mechanika ruchu i walki w grze została dopracowana i zazwyczaj działa intuicyjnie.

Najbardziej wkurzał mnie tu początkowy wymóg ataku z góry na przeciwnika, który pozwalał odbić się od niego i doskoczyć do normalnie niedostępnej platformy. Niepotrzebnie przedłużało to rozgrywkę, bo trzeba było czekać, aż wróg szanownie podejdzie w okolice wymaganego miejsca, a jeśli niechcący pozbędziemy się go podczas naszych prób to nie pozostaje nic innego niż cofnięcie się, opuszczenie lokacji, powrót i ponowna próba. Na szczęście takich momentów nie ma dużo, a wraz z rozwojem postaci sama eksploracja bardzo zyskuje na dynamice.
Podstawowe ciosy są szybkie i precyzyjne, a system walki, choć pozornie prosty, zawiera kilka ciekawych możliwości rozwoju. Zdobywane w trakcie gry relikty oraz dusze dodają nowe zdolności, które nie tylko zwiększają siłę ataku, ale też wprowadzają nowe efekty. Czuć tu ciągłe postępy, a nabyte umiejętności pozwalają otworzyć niedostępne wcześniej rozwiązania. Charakterystyczne cechy dla gatunku metroidvanii zostały tu naprawdę solidnie zaprojektowane.

Niestety, w grze zabrakło wyboru poziomów trudności, a domyślny w Voidwrought jest moim zdaniem dziwnie zbalansowany. Początkowe starcia z bossami są intrygujące i wymagają uwagi oraz strategii, ale w miarę zdobywania kolejnych ulepszeń rozgrywka staje się zbyt łatwa. Wrogowie początkowo sprawiają wrażenie niezwykle odpornych na ataki, a dalej błyskawicznie padają pod naporem podstawowych ciosów. Przeszkody środowiskowe tracą na znaczeniu w obliczu zwiększonej wytrzymałości, jaką zapewniają zdobyte dusze. Choć eksploracja kolejnych poziomów jest przyjemna, początkowe starcia z „gąbkami” psują nieco dynamizm, a brak rosnącego wyzwania sprawia, że rozgrywka staje się trochę monotonna.
Kwestie techiczne i Voidwrought na Steam Decku
W ciągu całej rozgrywki raz zdarzyło mi się cofnąć do punktu kontrolnego przez problemy ze skryptem, co zaowocowało utratą 15 minut na poszukiwanie rozwiązania zanim zorientowałem się, że to nie ze mną jest coś nie tak. To był u mnie jednostkowy przypadek i poza nim ciężko jest mi się do czepiać do kwestii technicznych. Voidwrought działa bardzo płynnie nawet na słabszych urządzeniach i na Steam Decku większość rozgrywki oscyluje w okolicach 80-90 FPS. Zdarzają się czasem minimalne przycinki podczas doczytywania lokacji, ale zupełnie nie przeszkadza to w walce i eksploracji.

Podsumowanie
Voidwrought to interesujący tytuł, który potrafi zarówno oczarować atmosferą, jak i nieco zirytować dziwnym balansem i kilkoma moim zdaniem nietrafionymi rozwiązaniami. Ciekawa oprawa wizualna, pieczołowicie budowany świat oraz klimatyczna ścieżka dźwiękowa tworzą doświadczenie pełne nastroju i tajemnicy, co w połączeniu z mechaniką rozgrywki w stylu metrodivania oferuje solidne doświadczenie. Nie jest to gra, którą będę wspominał po latach, ale cieszę się, że dałem jej szansę i dostałem blisko 8 godzin przyjemniej zabawy. Tytuł jest już dostępny na Steam oraz konsoli Nintendo Switch z premierową zniżką 20% i kosztuje mniej niż 75 zł.
Voidwrought: to tytuł skierowany przede wszystkim dla fanów gatunku metroidvania, który oferuje rozbudowany świat i przyjemną rozgrywkę. Czasem bywa nieco monotonna i ma problemy z balansem, ale całościowo jest warta polecenia. – Gaming Mode




