Killing Floor od początku była serią, która stawiała na czystą, nieskrępowaną zabawę w trybie kooperacji. To chaotyczne strzelanki, którym nie brakuje elementów groteski. Ciągłe starcia z dziesiątkami mutantów zwanych Zedami, które eksplodują w fali krwi pod naszym ogiem przy akompaniamencie agresywnego, metalowego soundtracku, budowały dość niespotykany klimat, nawet jak na oklepany gatunek zombie shooterów. Twórcy z Tripwire Interactive wraz z premierą Killing Floor 3 podjęli próbę odświeżenia formuły, wprowadzając zarówno nowoczesne mechaniki, jak i elementy typowe dla gier jako usługi.
Podstawowy loop gry pozostaje niezmienny: fale Zedów napierają na graczy, którzy w przerwach między nimi mogą uzupełnić zapasy, kupić broń i ulepszenia w Traderze – tajemniczym handlowcu obecnym na mapie. Nowością jest rozbudowana mobilność postaci – skoki, uniki w każdą stronę oraz możliwość wspinaczki po przeszkodach wprowadzają świeżość do klasycznego modelu walki. Fleshpoundy i Scraki, znane z poprzednich odsłon, teraz stają się jeszcze bardziej wymagającymi przeciwnikami dzięki tym mechanikom, a szybka, zręcznościowa walka przy sześciu graczach w pełnej akcji pozostaje wciągająca.
Killing Floor 3 oferuje sześć klas postaci (perków), każda z unikalną umiejętnością i drzewkiem rozwoju. Medycy mogą tworzyć bąble lecznicze dla zespołu, a Firebugi spalić grupy przeciwników. Zmiany w walce wręcz, pozwalające na blokowanie i parowanie ciosów, wprowadziły nieco głębi, choć interfejs nie zawsze ułatwia precyzyjne zarządzanie perkami. Mechanika broni jest satysfakcjonująca, a możliwość tworzenia i modyfikowania wyposażenia daje poczucie kontroli nad arsenałem, choć system craftingowy bywa niejasny i czasochłonny, zwłaszcza przy ograniczonych zasobach zdobywanych w trakcie fal. To jedna z tych gier, w których trzeba spędzić naprawdę sporo godzin na rozwinięcie umiejętności postaci, ale nie jest to proces specjalnie ekscytujący.
Największy problem to zawartość startowa, która jest ograniczona, zwłaszcza w w porównaniu z poprzednią odsłoną: osiem map i sześciu specjalistów (perków) to mniej niż w Killing Floor 2 na późniejszych etapach rozwoju. Brak trybu Versus czy bardziej rozbudowanej kampanii sprawia, że gra w pojedynkę lub w małych grupach staje się bardzo powtarzalna i wymaga sporo cierpliwości przy zdobywaniu materiałów do craftingowych ulepszeń. Powtarzanie tych samych map z podobnymi celami w nieskończoność szybko wprowadza monotonię. Nie wyobrażam sobie dłuższej zabawy bez grupy dobrych znajomych, ale zrobienie pojedynczych misji od czasu do czasu jest całkiem przyjemną rozgrywką.
Historia, jeśli można ją tak nazwać, wciąż pozostaje minimalistyczna. Dziesięć krótkich misji kampanii pełni głównie funkcję przewodnika po mapach – nie zmienia to istotnie sposobu prowadzenia fal Zedów, a wątki fabularne ograniczają się do audiologów i porozrzucanych notatek. Narracja istnieje głównie jako kontekst, a nie jako motor dla rozgrywki, co nie jest przesadnie zaskakujące i ciężko ten fakt jako wadę.
Pod względem wizualnym gra prezentuje solidny poziom. Modele Zedów zyskały na detalach, a mapy, choć niewielkie i czasami klaustrofobiczne, zachęcają do eksploracji i szukania strategicznych punktów. Dźwięk pozostaje jednym z mocnych punktów produkcji– efekty dźwiękowe i dynamiczna muzyka nieźle podkręcają tempo rozgrywki. Rozczarowuje za to stabilność i wydajność wersji PC– częste spadki klatek, zrywanie sesji czy długie czasy ładowania dość mocno mnie irytowały, zwłaszcza, że pod względem jakości grafiki nie ma tu nic co powyższe problemy by usprawiedliwiało. To sieciowy FPS, który powinien działać na jak największej ilości komputerów – wysokie wymagania i słaba optymalizacja mogą być gwoździem do trumny ewentualnego rozwoju i żywotności tytułu. Do tego dochodzi agresywna strategia monetyzacyjna, w tym wiele rodzajów passów i mikrotransakcji, co sprawia, że miałem momentami wrażenie, że gram w produkcję rodem ze smartfonów.
Mimo tych niedociągnięć Killing Floor 3 posiada solidną bazę, która może zostać rozwinięta przez aktualizacje. Gra wciąż oferuje satysfakcjonujące doświadczenie w kooperacji, a adrenalina i dynamika pozostają jej mocnymi stronami. Nowoczesne mechaniki poprawiające mobilność oraz możliwości customizacji broni wprowadzają powiew świeżości. Jeśli planowaliście spędzić kilka wieczorów z przyjaciółmi w brutalnym, intensywnym horda shooterze, to macie okazję poczuć się jak w starych dobrych czasach serii – pod warunkiem, że jesteście gotowi na pewne kompromisy i nieco frustracji związanej z techniczną stroną tytułu. To tytuł z potencjałem, który przy wsparciu deweloperów może stać się bardziej kompletny i satysfakcjonujący w przyszłości – na tym etapie jednak nie jestem w stanie polecić zakupu w pełnej cenie. Na dziś ilość graczy na Steam ledwo przebija 1000 osób jednocześnie, więc to ostatnia chwila dla twórców, aby zająć się odpowiednim rozwojem gry.
Killing Floor 3: to całkiem niezła kooperacyjna strzelanka, która wyszła zdedydowanie za szybko – problemy z wydajnością i niewielka zawartość sprawiają, ze ciężko ją polecić, o ile nie macie naprawdę zgranej ekipy do zabawy. – Gaming Mode




