Recenzja LAMZU Maya X – fantastyczna myszka za niemałe pieniądze

LAMZU Maya X to mysz, która od początku przyciągnęła moją uwagę - wygląda bardzo klasycznie i ma znakomite podzespoły.

LAMZU Maya X to mysz, która od początku przyciągnęła moją uwagę – wygląda bardzo klasycznie i ma znakomite podzespoły. To nie jest moje pierwsze podejście do urządzeń premium, bo wcześniej testowałem choćby Pulsar X2H czy Logitech PRO X SUPERLIGHT 2, jednak to właśnie Maya X zostanie ze mną na najbliższe lata. Nie jestem profesjonalnym e-sportowym graczem, ale ta myszka wprost zachwyca nawet w codziennym użytkowaniu.

Recenzja myszki LAMZU Maya X
Zdecydowałem się na zakup wersji LAMZU x Aimlabs ze względu na niestandardową korystykę

Konstrukcja i ergonomia

Kształt Maya X to jest bardzo klasyczny. Mysz jest symetryczna, ale przeznaczona dla osób praworęcznych – boczne przyciski znajdują się tylko po lewej stronie. Najwyższy punkt obudowy jest ustawiony mniej więcej na środku, a nie cofnięty do tyłu, jak w przypadku modelu Atlantis, którego zakup rozważałem wcześniej. Tył jest dość szeroki i dobrze wypełnia dłoń, natomiast boki są lekko ścięte do środka – pomaga to w lepszym chwycie, szczególnie przy fingertipie lub claw gripie, choć równie doskonale gra się przy standardowym palm gripie.

Mimo wyraźnie większego rozmiaru w porównaniu do zwykłej Maya, waga pozostała niemal taka sama – około 55 gramów. To zasługa zmienionej konstrukcji wewnętrznej – PCB zostało poszerzone i jednocześnie mocno odchudzone przez większe wycięcia. Efekt jest taki, że mysz jest zaskakująco stabilna i wytrzymała, nawet przy bardzo intensywnej pracy. Jedyny otwarty fragment znajduje się na spodzie – można go jednak zasłonić dołączoną do zestawu zaślepką.

Materiał to klasyczny matowy, nieco palcujący się plastik, jednak dobrze spasowany i przyjemny w dotyku. Wykończenie jest dokładnie takie samo jak w innych modelach Lamzu, więc nie ma mowy o kompromisach w jakości.

Recenzja myszki LAMZU Maya X

Przełączniki, rolka i ślizgacze

W Maya X zastosowano optyczne przełączniki Omron D2FP-FN2. To zdecydowanie jedne z najbardziej „mechanicznych” w odczuciu optycznych switchy na rynku. Klik jest wyczuwalny, dość sprężysty, z wyraźnym momentem aktywacji. Sprawiają wrażenie nieco „twardszych” i wymagały ode mnie chwili przyzwyczajenia, ale po trzech tygodniach korzystania z myszki nie zamieniłbym ich na nic innego.

Boczne przyciski są oparte na mniejszych, niskoprofilowych switchach TTC. Mają niski pre-travel, ale faktycznie czuć, że po naciśnięciu zostaje wyraźny post-travel. Nie jest to jakoś przeszkadzające, ale na tle konkurencji zwraca uwagę.

Rolka to autorski enkoder Lamzu produkowany przez F-Switch. W praktyce to bardzo cicha rolka z wyraźnymi, dobrze wyczuwalnymi przeskokami. Najważniejsze jest to, że jest pyłoszczelna – co powinno znacząco wpłynąć na jej żywotność. Wcześniej przez wiele lat korzystałem z myszy Roccata, które bardzo lubiłem, ale awaryjność scrolla to była po prostu absolutna plaga.

Ślizgacze są wykonane z czystego PTFE. Lamzu zdecydowało się na sześć punktów styku – są rozmieszczone z dużą starannością. Sam ślizg jest szybki, bardzo gładki, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że mysz nie oferuje dużej kontroli – to raczej ślizg nastawiony na prędkość. W zestawie znajdziemy dodatkowy zapasowy zestaw ślizgaczy.

Recenzja myszki LAMZU Maya X
W zestawie znajdziemy opcjonalne antypoślizgowe naklejki – są wygodne, ale jeszcze nie wiem na dłuższą metę co o nich sądzić – wyglądają naprawdę paskudnie, ale poprawiają chwyt

Sensor i technologie

Jedną z największych zmian jest zastosowanie nowego sensora – PixArt PAW3950. W codziennym użytkowaniu różnice względem popularnego PAW3395 nie są kolosalne, ale kilka rzeczy faktycznie się zmieniło:

  • Lepsze śledzenie na przezroczystych powierzchniach (np. szkle).
  • Nowy poziom lift-off distance (0,7 mm).
  • Trochę lepsza energooszczędność.
  • MotionSync działa stabilniej – synchronizuje odczyty sensora z odświeżaniem USB.

Mysz działa w dwóch trybach sensora:

  • High-Speed – domyślny, energooszczędny, nazywany też Low Power.
  • Competitive – tryb z wyższą częstotliwością odczytu sensora (tzw. corded mode). Wyraźnie zwiększa zużycie baterii, ale działa tylko przy polling rate do 2000 Hz. Przy 4K i 8K mysz zawsze przechodzi na corded mode.

Jeżeli chodzi o polling rate, to Maya X obsługuje bezprzewodowo aż do 8000 Hz, a sam adapter 8K jest dołączony w zestawie. Co ciekawe, w praktyce 1000 Hz i 2000 Hz wydają się działać najbardziej stabilnie.

Na 4000 Hz widać już pewną niestabilność, którą znowu koryguje 8000 Hz, ale kosztem zwiększonego buforowania, przez co zyski w opóźnieniach nie są aż tak spektakularne, jak można by się spodziewać. Mimo to, nawet przy 1000 Hz w trybie Competitive opóźnienie w porównaniu do konkurencyjnych modeli wypadają świetnie.

Opóźnienie kliku to poziom praktycznie idealny – 0,5 ms niezależnie od trybu pracy.

Recenzja myszki LAMZU Maya X

Bateria i ładowanie

Bateria przy 1000 Hz wytrzymuje około 80 godzin, co jest w pełni zgodne z deklaracją producenta. Przy 8000 Hz czas spada do około 15-20 godzin – nie jest to zaskoczenie, bo wysoki polling rate pożera sporo energii. Trzeba też pamiętać, że w trybie Competitive (nawet przy 1000 Hz) bateria też leci szybciej. Szkoda, że nie można zaprogramować automatycznego przełączania się między profilami po uruchomieniu wybranej aplikacji.

Ładowanie odbywa się przez kabel USB-C, który jest dość sztywny i sprawia wrażenie wykonanego z bardzo dobrej jakości materiałów. Mysz ustawioną w trybie Competitive musiałem doładowywać co około 3-4 dni – czas potrzebny na uzupełnienie akumulatora z ok. 20% do 100% wynosi jakieś 40 minut. Czas pracy na jednym ładowaniu jest dość rozczarowujący, ale usprawiedliwiony topową technologią.

Oprogramowanie

Sterowanie myszą odbywa się z poziomu przeglądarki (WebHID). Dla osób, które nie chcą korzystać z wersji online, dostępna jest też klasyczna aplikacja do pobrania.

Funkcjonalnie jest tu wszystko, czego można od oprogramowania oczekiwać:

  • Polling rate od 125 Hz do 8000 Hz
  • Ustawienia MotionSync, Angle Snapping, Ripple Control
  • Możliwość przełączenia trybu sensora
  • Regulacja LOD (Lift-Off Distance)
  • Programowanie wszystkich przycisków
  • Prosty wskaźnik poziomu baterii (choć nie jest zbyt precyzyjny)

Po pierwszym podpięciu myszy wykonałem z poziomu przeglądarki aktualizację oprogramowania dla urządzenia oraz adaptera, co przebiegło zupełnie bezproblemowo.

Recenzja myszki LAMZU Maya X

Zawartość opakowania

Tutaj Lamzu naprawdę się postarało. Pudełko jest solidne, otwierane z dwóch stron. W środku:

  • Mysz
  • Adapter 8K
  • Zapasowe ślizgacze.
  • Naklejki antypoślizgowe na boki i przyciski.
  • Zaślepka na spód myszki
  • Kabel USB-C w oplocie
  • Woreczek transportowy
Recenzja myszki LAMZU Maya X

Podsumowanie

LAMZU Maya X to mysz, która robi fantastyczne wrażenie od samego momentu otworzenia pudełka, a z czasem tylko zyskuje. Jest lekka, bardzo dobrze wykonana, szybka i technologicznie bez kompromisów. Nie ma tu rewolucji w ergonomii – to klasyczny, sprawdzony kształt z drobnymi modyfikacjami. Natomiast w kwestii technologii – polling rate do 8K, nowy sensor PAW3950, MotionSync i topowe przełączniki – to obecnie jeden z najbardziej zaawansowanych modeli na rynku.

W cenie do 550 zł ciężko znaleźć model, który oferowałby podobne połączenie technologii, jakości wykonania i wagi. Po dość długich poszukiwaniach nareszcie znalazłem mysz, która zadowala mnie w pełni. Szkoda, że bateria w profesjonalnych trybach nie zachwyca, ale to jedyna wada jaką zaobserwowałem przez trzy tygodnie intensywnych testów.