Recenzja gry Revenge of the Savage Planet

Revenge of the Savage Planet nie jest kontynuacją, która próbuje przepisać zasady gatunku, ale zaskakuje skalą ambicji i konsekwencją w realizacji wizji. To sequel, który nie tyle naprawia błędy oryginału, ile z premedytacją przestawia jego akcenty.

Revenge of the Savage Planet nie jest kontynuacją, która próbuje przepisać zasady gatunku, ale zaskakuje skalą ambicji i konsekwencją w realizacji wizji. To sequel, który nie tyle naprawia błędy oryginału, ile z premedytacją przestawia jego akcenty – w efekcie otrzymujemy grę lepiej zaprojektowaną, bardziej spójną, choć nie wszystko wyszło idealnie.

Pierwsze zaskoczenie pojawia się od razu po włączeniu gry – w Revenge of the Savage Planet kamera została przeniesiona z pierwszej osoby do trzeciej, wpłynęło dość mocno na odbiór gry. Z jednej strony odebrało to nieco imersji podczas eksploracji, ale z drugiej otworzyło pole do wygodniejszej nawigacji w przestrzeni – a ta w Revenge of the Savage Planet ma znaczenie jeszcze większe niż wcześniej. Dzięki temu segmenty platformowe zyskały na precyzji, a możliwość obserwowania bohatera w ruchu dodała nieco dynamiki i ułatwiała poruszanie się po często wertykalnych lokacjach. Ostatecznie nowa forma nie tylko działa, ale też pozwala lepiej docenić absurdalny humor animacji i stylizację świata.

Recenzja Revenge of the Savage Planet

W kontynuacji światów jest więcej i są znacznie bardziej zróżnicowane. Cztery planety prezentują różne biomy – od bujnej dżungli, przez pustkowia, aż po zderzenie lodu z lawą. Każda z lokacji oferuje swój własny rytm eksploracji i zestaw wyzwań. Szczególnie udane są fragmenty wymagające kombinowania z nowo zdobywanymi umiejętnościami – zwłaszcza kiedy trzeba rozumieć i modyfikować otoczenie z pomocą narzędzi takich jak przewodzący prąd fioletowy glut czy linka energetyczna. To według mnie najciekawszy element całej gry, który wyróżnia się zdecydowanie na tle nadal nijakich walk.

System progresji oparto tu na klasycznym schemacie “zdobądź nowy gadżet, wróć w stare miejsce i odkryj coś nowego” i działa on bez zarzutu. Gra zachęca do eksploracji, ale często zbyt łaskawie odkrywa kolejne elementy mapy, przez co pod koniec przygody łatwo można wpaść w rutynę zbierania znajdziek, które po pewnym czasie przestają zaskakiwać. Trzeba jednak zaznaczyć, że kiedy wszystkie zdolności zostają odblokowane, gra się w Revenge of the Savage Planet zdecydowanie najprzyjemniej – poczucie swobody ruchu, które trudno uzyskać w innych produkcjach z tej półki budżetowej.

Recenzja Revenge of the Savage Planet

Wątpliwości budzi natomiast sam rdzeń rozgrywki, czyli walka o której chwilę wcześniej wspomniałem. Broń podstawowa nie sprawia wrażenia ani potężnej, ani satysfakcjonującej i odrzuca powtarzalnością i nijakim dźwiękiem. Tempo starć jest zbyt spokojne i zupełnie nie stanowi wyzwania. Wyróżnia się jedynie mechanika chwytania stworzeń – zrealizowana z humorem, dająca poczucie celu, ale również nieco zmarnowana przez zbyt niski poziom trudności.

Z drugiej strony świat Revenge of the Savage Planet potrafi przyciągnąć. Styl graficzny nie dąży do fotorealizmu, ale nadrabia wyobraźnią – od halucynogennych grzybów po absurdalne reklamy z FMV, wszystko tutaj przypomina o tym, że gra chce być czymś więcej niż kolejnym “kolonizatorem kosmosu” i wygląda prześlicznie. Dźwięk również zasługuje na uwagę – różne podłoża mają zróżnicowane odgłosy kroków, a dżungla potrafi naprawdę “brzmieć” jak żywy ekosystem, zwłaszcza jak gra się w słuchawkach. Przez pierwsze pół godziny do szału doprowadzał mnie towarzyszący asystent, który dosłownie gderał na potęgę z niesamowicie wkurzającą manierą, ale szybko pojawiła się możliwość ograniczenia go lub zupełnego wyłączenia.

Recenzja Revenge of the Savage Planet

To jeden z elementów mocno satyrycznej otoczki, która zdecydowanie nie każdemu przypadnie do gustu. Gra czerpie z absurdu, groteski i celnie punktuje mechanizmy współczesnej gospodarki cyfrowej. Momentami bywa prymitywna – dowcipy o fekaliach pojawiają się niepokojąco częstom, ale są też sceny naprawdę trafione, wręcz błyskotliwe w formie i przekazie. Interaktywna reklama mięsa rozpryskującego się po twarzy, absurdalna akademia influencerów czy bezlitosne autoironiczne komentarze dotyczące game designu – wszystko to pokazuje, że twórcy mają świadomość swojej pozycji i nie boją się śmiać również z siebie.

Revenge of the Savage Planet miałem możliwość sprawdzić jedynie w trybie solo, ale kooperacja może znacząco poprawić wrażenia z rozgrywki. Wspólna zabawa dostępna zarówno online, jak i w trybie split-screen –możliwość wspólnej eksploracji planet mimo kilku ograniczeń technicznych (z tego co wiem to brakuje tu swobodnego poruszania się po różnych planetach czy wspólnego progresu) to dla wielu osób będzie naprawdę fajny dodatek.

Recenzja Revenge of the Savage Planet

Revenge of the Savage Planet nie jest produktem perfekcyjnym, ale zdecydowanie wykracza poza definicję “typowego sequela”. To gra, która ma serce, własny charakter i odwagę, by robić rzeczy po swojemu. Wiele rzeczy można było dopracować – zwłaszcza walkę i balans progresji – ale nie sposób nie docenić konsekwencji i pomysłowości, z jaką stworzono ten świat. Po kilkunastu godzinach przygody nie mam wątpliwości: nie wszystko tu działa idealnie, ale zdecydowanie warto dać tej planecie kolejną szansę. Zwłaszcza jeśli korzystacie z abonamentu Xbox Game Pass, w którym produkcja wylądowała od razu w momencie swojej premiery.

Revenge of the Savage Planet : to pełny absurdu survival z piękną oprawą graficzną i bardzo przyjemną rozgrywką. Szkoda, że walka, czyli jeden z głównych elementów zabawy, została zrealizowana tak nijako. Jazu – GamingMode.pl

7.5
von 10
2025-05-11T20:06:30+0200