Recenzja Rise of the Ronin (PC)

Rise of the Ronin to pierwsza próba studia Team Ninja w gatunku otwartego świata, którą do niedawna mogliśmy sprawdzić tylko na konsolach Sony PlayStation 5. W tej recenzji sprawdzę zarówno jakość portu na PC oraz podzielę się swoimi wrażeniami rozgrywki.

Rise of the Ronin to pierwsza próba studia Team Ninja w gatunku otwartego świata, którą do niedawna mogliśmy sprawdzić tylko na konsolach Sony PlayStation 5. W tej recenzji sprawdzę zarówno jakość portu na PC oraz podzielę się swoimi wrażeniami rozgrywki.

Recenzja Rise of the Ronin (PC)

Akcja gry Rise of the Ronin została osadzona w Japonii lat 60. XIX wieku i przenosi nas do okresu Bakumatsu i wojny Boshin. Fabuła skupia się na losach rodzeństwa Blade Twins, które po zamordowaniu ich rodziny przez szogunat dołącza do ruchu oporu Veiled Edge. Jest to czas wielkich przemian społecznych i politycznych, a historia skupia się na konflikcie między zwolennikami i przeciwnikami siogunatu. Opowieść jest całkiem interesująca – nie brakuje tu zwrotów akcji, kilku ważnych wyborów wpływających na dalsze losy świata, a dodatkowo obecność historycznych postaci, takich jak Ryoma Sakamoto, dodaje jej sporo wiarygodności.

Najsłabiej wypada tu nasz bohater, któremu brakuje charakteru i pomimo bardzo czynnego udziału we wszystkich wydarzeniach wydaje się być mało znaczącą postacią. Za jego wygląd odpowiadamy sami, bo mamy do wyboru solidnie rozbudowany kreator, jednak to małe pocieszenie przy braku jego głosu i charyzmy w scenkach przerywnikowych oraz licznych dialogach. Pod tym względem gry takie jak Ghosts of Tsushima czy nawet Assassin’s Creed Shadows są zdecydowanie bardziej intensywne i potrafią stworzyć zdecydowanie lepszą więź.

Recenzja Rise of the Ronin (PC)

Skoro mowa tu o produkcji od Team Ninja to oczywistym jest fakt, że najważniejszy w grze będzie model walki. Tu na szczęście charakteru już nie brakuje, bo akurat pod tym względem to prawdopodobnie najprzyjemniejszy tytuł w historii tego studia.

Starcia są dynamiczne i wymagające, a kluczową rolę odgrywa parowanie ataków przeciwników – dawno nie miałem do czynienia z równie płynnymi pojedynkami. Twórcy korzystają z wielu mechanik znanych z gatunku soulslike, jednak tempo rozgrywki jest niesamowicie szybkie efektowne. Rise of the Ronin mocno celuje w stosowanie różnych stylów walki w zależności od typów wrogów, dzięki czemu podczas starć z kilkoma przeciwnikami jednocześnie trzeba nieustannie dostosowywać się do sytuacji na polu bitwy.

Recenzja Rise of the Ronin (PC)

Co ważne, tytuł nie próbuje śrubować poziomu trudności do granic możliwości i wybierając klasyczny „normal” możemy liczyć się z wyważonym wyzwaniem. Nadal chwila nieuwagi może kosztować nas tu głowę i nie ma mowy o niszczeniu hord wrogów niemal na ślepo, ale całość jest na tyle płynna i wybaczająca, że pewne potknięcia nie przekreślają naszych szans. Osoby celujące wyżej bez problemu mogą w dowolnym momencie wybrać zabawę trudniejszą, a dla tych bardziej nastawionych na luźniejszą rozgrywkę przewidziany został poziom łatwy.

W Rise of the Ronin dość spory nacisk położono również na skradanie, dzięki czemu wiele starć można zrealizować po cichu. System działa całkiem nieźle, ale nie mamy tu tak wielu akrobatycznych zdolności jak choćby w Assassin’s Creed, przez co zdecydowanie trudniej było popsuć tu sztuczną inteligencję przeciwników. Pozbywanie się po kolei kolejnych wrogów pozostając w cieniu sprawia sporo frajdy, jednak w grze znajduje się moim zdaniem nieprzemyślany mechanizm, który nie pozwoli powalić nam każdego jedynym ciosem, przez co ukończenie wielu misji bez wywoływania chaosu jest raczej niemożliwe.

Recenzja Rise of the Ronin (PC)

Do wyboru mamy sporo oręża i posiadamy sporą dowolność w rozwoju bohatera. Poszczególne bronie znacząco się od siebie różnią nie tylko siłą uderzenia czy wagą, ale zupełnie innymi kombinacjami. Dodatkowo możemy wspomagać się łukiem, shurikenami czy bronią palną – przejście między dwoma zestawami odbywa się błyskawicznie i pozwala na bardzo płynne prowadzenie akcji.

Otwarty w Rise of the Ronin ma najlepsze i najgorsze cechy takiego rozwiązania. Japonia prezentuje się ogólnie dość dobrze, ale nie zachwyca. Miasta, takie jak Edo, Yokohama i Kioto nie mają zbyt wielu detali i sprawiają wrażenie nieco monotonnych. Otoczenie jest dość mocno powtarzalne i nie zachwyca, zwłaszcza po kontakcie z grami takimi jak wspomniane już wyżej Ghosts of Tsushima czy wydane oczywiście później Assassin’s Creed Shadows.

Samo poruszanie się po świecie jest przyjemne zarówno na pieszo, jak i z pomocą konia. Dużą rolę w eksploracji odgrywa też linka z hakiem, która pozwala szybko dostać się do normalnie niedostępnych miejsc. Do dyspozycji otrzymujemy również lotnię umożliwiająca łatwe przemieszczanie się z wysoko umieszczonych punktów widokowych.

Największym problemem Rise of the Ronin wydają się bardzo powtarzalne zadania poboczne – poza czyszczeniem obozów nie ma tu wiele ciekawego do roboty i cała rozgrywka została wprost oparta na oklepanym schemacie Ubisoftu. Mimo tego, „czyszczenie mapy” przez długi czas robiłem trochę z przyzwyczajenia, ale i z przyjemnością. Fantastyczny system walki i całkiem solidne (choć wyraźnie słabsze i mniej rozbudowane niż w Nioh czy Wo Long) główne misje ratują tu sytuację, a dodatkowo twórcy nie próbowali rozciągnąć świata i aktywności do granic możliwości, przez co mimo wtórności nie czułem tu raczej znużenia.

Kolejny problem, obok którego nie można przejść obojętnie to kwestie typowo techniczne. Gra nie zachwycała swoją oprawą wizualną i płynnością rozgrywki na PlayStation 5, a na PC niestety nie jest wyraźnie lepiej. Rise of the Ronin ma bardzo wysokie wymagania sprzętowe, a graficznie można zestawić go co najwyżej z tytułami z początku poprzedniej generacji. Osobiście nie miałem tu problemów z płynnością, bo na RTX 4080, AMD 7800X3D i 32 GB RAM bezproblemowo osiągnąłem stabilne 60 FPS na maksymalnych ustawieniach graficznych w 4K z DLSS w trybie zbalansowanym.

Niestety, Rise of The Ronin nawet na PC potrafi czasem wyglądać paskudnie

Jeśli jednak posiadacie mniej wydajne sprzęty to sytuacja wypada zdecydowanie gorzej, a dodatkowo gra bardzo nie lubi się z dynamicznym odświeżaniem ekranu (VRR), przez co włączenie funkcji takiej jak GSync czy FreeSync powoduje zauważalne rwania obrazu. Po sztywnym zablokowaniu płynności na 30, 60 lub 120 FPS problem znika, jednak nadal każdy spadek klatek jest tu bardzo odczuwalny. Dodatkowo występował u mnie powszechny problem z wolnym wczytywaniem tekstur.

Wcześniej z Rise of the Ronin miałem jedynie do czynienia z wersją demo na standardowym PS5 i największe różnice jakie zaobserwowałem na PC to większy zasięg rysowania cieni i roślinności oraz dużo ostrzejszy obraz w ruchu. Sama rozgrywka była też zdecydowanie bardziej płynna w porównaniu do konsolowego trybu wydajności. Nie zmienia to faktu, że przy takim poziomie oprawy tytuł powinien działać idealnie na każdej platformie.

Pomimo pewnych problemów, Rise of the Ronin całościowo mi się spodobał i spędziłem tu ponad 30 intensywnych godzin. Nie da się jednak przejść obojętnie obok kiepskiej optymalizacji połączonej z mocno archiwalną oprawą graficzną i przede wszystkim totalnie schematycznej rozgrywki. Jest to jednak pierwszy tytuł w otwartym świecie od Team Ninja, więc jestem w stanie im trochę wybaczyć pewne niedoskonałości, zwłaszcza że system walki jest tu po prostu świetny. Dodatkowo ciekawa fabuła przepełniona politycznymi sporami i przyjemna eksploracja wynagrodziły u mnie dość mocno wspomniane wyżej mankamenty.

Rise of the Ronin: to solidna gra akcji z wymagającym systemem walki i interesującym tłem historycznym. Niestety, niewykorzystany potencjał otwartego świata i techniczne niedociągnięcia odbierają jej nieco uroku. Mimo to warto dać jej szansę, zwłaszcza jeśli cenisz dynamiczne starcia i alternatywne spojrzenie na epokę Bakumatsu. Gaming Mode

7.5
von 10
2025-03-24T19:06:08+0100