Skelethrone: The Chronicles of Ericona to produkcja niezależnego studia 70’Strike, które postanowiło połączyć elementy gatunku soulslike z metroidvanią. W teorii mogłoby to przynieść interesujący efekt, jednak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Produkcja cierpi na liczne niedociągnięcia techniczne i projektowe, co sprawia, że trudno jest mi ją polecić nawet miłośnikom wymagających gier akcji.

Historia Skelethrone przedstawia losy Dereka Ericony – arystokraty skazanego na śmierć za zdradę. Po egzekucji powraca on do życia jako nieumarły, by dokonać zemsty na królowej Aurorze, która doprowadziła do wyniszczenia świata K’ar Kaaros, zastępując jego mieszkańców niebezpiecznymi istotami zwanymi Mourners. Pomysł na fabułę wydaje się interesujący, jednak sposób jej przedstawienia sprawił, że była dla mnie zupełnie obojętna. Brakuje tu głębszej narracji oraz postaci, które wzbudzałyby jakiekolwiek emocje. Historia stanowi jedynie pretekst do rozgrywki, co nie byłoby problemem, gdyby sama mechanika gry była lepiej dopracowana.
Skelethrone stara się łączyć eksplorację charakterystyczną dla metroidvanii z trudnością rozgrywki rodem z gatunku Soulslike. Świat gry jest całkiem otwarty, a eksplorację ograniczają różne przeszkody, które można pokonać dopiero po zdobyciu odpowiednich umiejętności. Niestety sterowanie jest mało responsywne, a sama gra karze nas za drobne upadki z wysokości, co w połączeniu z wysokim poziomem trudności dodatkowo frustruje. A same mapy są po prostu nieciekawe.

System walki również pozostawia wiele do życzenia, co w takim gatunku jest grzechem niewybaczalnym. Niby dostępnych jest kilka rodzajów broni, takich jak miecze, topory, buławy czy łuki. Niestety, żadna z nich nie oferuje satysfakcjonującego systemu trafień – ataki wydają się mało responsywne, brakuje im tzw. pieprzenięcia, przez co walka nie sprawia żadnej przyjemności. Uniki oraz parowanie są mało intuicyjne, co dodatkowo nie ułatwia sprawy. Skelethrone oferuje kilkanaście godzin rozgrywki, ale trudno mówić tu o satysfakcjonującej powtarzalności. Brak odpowiedniego balansu sprawia, że rozgrywka staje się bardziej frustrująca niż wymagająca.
Walki z bossami mogą być interesujące pod względem wizualnym, ale mechanicznie są niezbyt angażujące. System progresji postaci jest schematyczny, a poziom trudności bywa sztucznie zawyżany przez niedopracowane mechaniki.

Nawet oprawa graficzna w Skelethrone: The Chronicles of Ericona mnie rozczarowała, choć jestem fanem gier indie i pixel artu. Niektóre elementy otoczenia wyglądają jak niedokończone, a tła różnią się stylistycznie od postaci i przeciwników. Problemem jest również dobór kolorów, który sprawia, że niektóre pułapki i ścieżki są trudne do zauważenia. W porównaniu do Blasphemous, które świetnie operuje mrocznym stylem pixel art, Skelethrone wypada zupełnie bez wyrazu.
Oprawa dźwiękowa również nie pomaga w budowaniu klimatu. Ścieżka dźwiękowa jest mało charakterystyczna i nie podkreśla gotyckiej atmosfery gry. Efekty dźwiękowe broni i uderzeń są niesynchronizowane z animacjami, co jeszcze bardziej pogłębia wrażenie braku dopracowania.
Skelethrone: The Chronicles of Ericona to gra, która miała potencjał, ale ewidentnie przerosła twórców. Problemy z walką, eksploracją, a także słaba oprawa audiowizualna sprawiają, że grałem w to jak za karę. Choć cena może wydawać się atrakcyjna, na rynku istnieją znacznie lepsze alternatywy, a mój czas jest bezcenny. Jeśli ktoś szuka mrocznej metroidvanii z solidnym systemem walki, Blasphemous będzie o wiele lepszym wyborem. Podobnie jak dziesiątki innych gier.
Skelethrone: The Chronicles of Ericona: to po prostu rozczarowanie. Spodziewałem się kolejnej perełki indie, a dostałem miszmasz bez wyrazu, dopracowania i satysfakcjonujących mechanizmów rozgrywki. – Gaming Mode




