O South of Midnight nie było niestety przesadnie głośno, a szkoda, bo to jedna z najbardziej charyzmatycznych gier ostatnich miesięcy. Za produkcję wydaną przez Xbox Game Studios odpowiada Compulsion Games, które wcześniej przygotowało dla nas udane, ale nieco niedopracowane We Happy Few. Tym razem przenoszą nas na amerykańskie Głębokie Południe, gdzie poznamy przygodę przepełnioną magią i lokalnym folklorem.

Wcielamy się tu w rolę Hazel – nastoletniej dziewczyny, która musi zmierzyć się z wynikiem klęski huraganu. Jego fala sztormowa dosłownie zmiotła z powierzchni ziemi cały jej dom wraz z zawartością w postaci jej najbliższej osoby – matki. South of Midnight przepełnione jest elementami fantastyki, a płynący przez całe miasteczko budynek, za którym musimy biec to dopiero początek. Dalej jest tylko dziwniej i z każdą chwilą coraz ciekawiej.
Główna postać w pierwszym kontakcie uderza dziecinna infantylnością, ale nie brakuje jej charyzmy i odwagi. Tu nie wszystko kręci się wokół niej, a na pierwszy plan szybko wychodzą pozornie poboczne historie, których morały mają spore odbicie w dalszym rozwoju Hazel. Twórcy bardzo próbowali, aby stworzyć opowieść skłaniającą do przemyśleń i wywołującą skrajne emocje, co całkiem nieźle im się udało. Mimo dość luźnej i często nawet absurdalnej atmosfery, nie brakuje tu mocnych scen i ciętego języka.

Fabuła jest prowadzona jest na tyle ciekawie, że każdy kolejny rozdział chłonąłem ze sporym zainteresowaniem. Tu co chwilę zmienia się sceneria, a piękne plenery mają w sobie również sporo brzydoty i schowanego okrucieństwa, z którym będziemy się mierzyć. W South of Midnight bohaterkę wyróżnia umiejętność tkania z nici, które są fragmentami wspomnień, a te często skrywają w sobie bardzo mroczne sekrety. Na nas spoczywa tu zadanie oczyszczenia napotkanych duchów z traum, co powoli popycha historię w kierunku osobistego celu. W grze bardzo ważny jest efekt zaskoczenia, więc wdawanie się w detale mocno obniżyłoby odbiór całości.

Gigantyczna ryba, którą widzicie na poniższym zrzucie to tylko mały fragment wyobraźni twórców, który został wcześniej udostępniony na oficjalnych materiałach promocyjnych. W produkcji jest tego dużo więcej, a połączenie abstrakcyjnych motywów i umieszczenie ich w baśniowym, mocno surrealistycznym świecie ze sporą domieszką trupizmu i poważną tematyką jest bardzo odważne i zdecydowanie nie każdemu się udaje – tu całościowo zagrało fantastycznie.
Wokół tkania oparto też cały system rozgrywki, który jest dość standardowym podejściem do gatunku platformowych gier akcji. W South of Midnight zwiedzamy zamknięte, choć całkiem rozbudowane lokacje, w których nie brakuje licznych sekretów. Najczęściej są to kłębki nici, które następnie wykorzystujemy do rozwoju umiejętności walki Hazel i notatki uzupełniające przedstawione wydarzenia. Mechanika poruszania się została zrealizowana wzorowo i jest bardzo responsywna, dzięki czemu dynamiczne sekwencje sprawiają sporo frajdy. Dodatkowo produkcja została stworzona w taki sposób, aby (zwłaszcza w pierwszej połowie gry) co chwilę oferować kolejną mechanikę urozmaicającą rozgrywkę.

I tak, szybko podstawowy wachlarz ruchów uzupełnimy o podwójny skok, bieg po ścianach czy powolne opadanie, ale proporcjonalnie do możliwości bohaterki rośnie również poziom wyzwania. Rozgrywka nie stanowi większego wyzwania, jednak odpowiednia koordynacja ruchów, wykorzystywania zdolności w odpowiednim czasie i unikania pułapek sprawia sporo frajdy. South of Midnight ma taki przyjemny vibe produkcji z ery PlayStation 2 i momentami przypomina kultowe serie takie jak Prince of Persia czy Rayman.

Rozczarowała mnie za to walka, która dość szybko staje się monotonna i schematyczna. Tu również próbowano podejść do tematu ze stopniowym odblokowywaniem coraz ciekawszych umiejętności, ale w praktyce przez większość czasu potyczki są po prostu wtórne. Starcia są niestety podzielone na areny, za czym od zawsze nie przepadam – w standardowej eksploracji nie trafimy tu na pojedynczych przeciwników.
Na papierze system wygląda dość ciekawie, bo mamy na przykład możliwość obijania nadlatujących pocisków, a Hazel część swoich ruchów poznała chyba w obozie Jedi – przeciwników możemy odpychać, przyciągać do siebie czy niedosłownie zamrażać. W praktyce areny są nieco za małe i nastawienie na ciągłe uniki, a dość spory czas potrzebny do odnowienia zdolności mocno ogranicza dynamizm rozgrywki. Do tego różnorodność wrogów jest nieco rozczarowująca, a wymuszenie ich dobicia (tu nazwane „spruciem”, bo walczymy z pomocą narzędzia do szycia) dodatkowo wprowadza przestoje. Myślę, że rozłożenie tego aspektu w bardziej klasyczny sposób poprawiłoby wrażenia z rozgrywki, a tak szybko stawało się dla mnie nieco wymuszonym obowiązkiem. Nieco lepiej wypadają okazjonalne walki z bossami, które zaskakują wyraźnie wyższym poziomem trudności i swoją wieloetapowością.

Ostatni element to zagadki środowiskowe, które występują sporadycznie i są absolutnie banalne. Najłatwiej zobrazować je porównując do tych występujących w Dragon Age: The Veilguard – rozwiązanie jest zawsze za rogiem, nie przynosi żadnej satysfakcji i nie wnosi nic do przygody oprócz jej dodatkowego przedłużenia. A jej długość moim zdaniem jest optymalna – ukończenie fabuły zajęło mi lekko ponad 10 godzin, co wydaje się rozsądne w przypadku przygodowej gry akcji nastawionej na fabułę i zamknięte lokacje.
Największe wrażenie w South of Midnight robi jednak oprawa audiowizualna, która jest po prostu wyjątkowa. Compulsion Games postawiło na niespotykaną w grach stylistykę poklatkową, co fantastycznie współgra z przedstawionym światem. Efekt robi niesamowite wrażenie w scenkach przerywnikowych, a w czasie standardowej rozgrywce jest bardziej subtelny i służy przede wszystkim dodatkowemu budowaniu baśniowej atmosfery. Jeśli z jakiegoś powodu chcielibyście z niego zrezygnować to menu opcji można go wyłączyć w czasie standardowej gry – ustawienie nie wpływa na filmiki.

Same lokacje są prześliczne, pełne detali oraz bogate w efekty wolumetryczne, a dodatkowo cechują się bardzo dużą różnorodnością. Muzyka znakomicie współgra z przedstawionymi wydarzeniami i jest przepełniona autorskimi utworami nawiązującymi do danych sytuacji. To prawdziwa uczta audiowizualna i choćby dla niej warto poznać tę grę.
Dodatkowo South of Midnight jest bardzo dobrze zoptymalizowane i ma wiele ustawień graficznych, co pozwoli dostosować wydajność do większości aktualnych komputerów. Tytuł bezproblemowo działa nawet na Steam Decku, gdzie w natywnej rozdzielczości przy średnich detalach pozwala osiągnąć stabilne 30 klatek na sekundę.

South of Midnight to jedna z najbardziej charyzmatycznych gier ostatnich miesięcy. Compulsion Games stworzyło tytuł, który wyróżnia się oryginalnym stylem wizualnym, baśniowym klimatem i intrygującą fabułą czerpiącą z lokalnego folkloru amerykańskiego Południa. Dostarcza sporo zabawy w segmentach platformowych i potrafi nieco wymęczyć gdy stawia na czystą akcję. Całościowo to wyjątkowe doświadczenie, które polecam poznać na własnej skórze – zwłaszcza jeśli korzystacie z abonamentu Xbox Game Pass na PC lub konsoli, gdzie tytuł trafi już 8 kwietnia. Dla posiadaczy edycji Premium wrota do tego magicznego świata zostały właśnie otwarte.
South of Midnight: zachwyca unikalnym stylem, klimatyczną historią i świetną oprawą audiowizualną, ale rozczarowuje monotonną walką i banalnymi zagadkami. Mimo niedociągnięć to wciągająca przygoda, która wyróżnia się na tle innych gier akcji. – Gaming Mode




