Tails of Iron 2: Whiskers of Winter to kontynuacja cenionej gry akcji z elementami RPG, która zdobyła wiele uznania wśród graczy i recenzentów. Czy przygody nowego szczurzego bohatera powtórzą ten sukces? Na ostateczną odpowiedź będziemy musieli jeszcze trochę poczekać, ale ja po zakończeniu tej historii jestem pewien, że miłośnicy pierwowzoru na pewno nie będą zawiedzeni.
Podobnie jak wcześniej, tak i tu fabuła jest ponura i pełna nieprzyjemnych sytuacji. W Tails of Iron 2: Whiskers of Winter wcielamy się w szczura Arlo – młodego dziedzica tytułu Strażnika Pustkowi, który wyrusza w podróż przez złowrogie krainy Północy. Sam początek historii jest dość dramatyczny, a wraz z postępami stawiamy czoła coraz większemu zagrożeniu. Naszym głównym wrogiem są Czarne Skrzydła, które terroryzując osady i niszczą harmonię w świecie gryzoni.

Opowieść prowadzona jest całkiem przyjemnie, głównie ze względu na fenomenalnego narratora – w jego rolę wciela się ponownie Doug Cockle, którego możemy usłyszeć również jako Wiedźmina w angielskiej wersji, a także dziesiątkach innych tytułów. Podobnie jak w pierwowzorze, tak i tutaj dialogi między postaciami są nieme i przedstawiono je w formie animowanych ikonek, jednak gość swoim lekko chrypowatym głosem tworzy świetny nastrój i w pełni wystarcza jako główne ogniwo przekazywania fabuły.
Mój podstawowy zarzut przeciwko Tails of Iron 2: Whiskers of Winter to przede wszystkim pewna wtórność. Tytuł nie tylko wygląda bliźniaczo podobnie do pierwszej części, ale dodatkowo często niemal powiela schematy fabularne, przez co nie budzi przesadnych emocji i niespecjalnie zaskakuje. Na szczęście sama rozgrywka doczekała się kilku urozmaiceń.

To nadal dość wymagająca i powolna gra akcji z drobnymi elementami RPG, która wykorzystuje mechaniki walki z gatunku soulslike. Przemyślane ataki, idealne bloki i uniki są tutaj wynagradzane, a do każdego silniejszego przeciwnika trzeba podejść w sposób indywidualny, aby zwiększyć swoje szanse na zwycięstwo. Niezwykle ważny jest też dobór odpowiedniego ekwipunku – w zależności od starcia trzeba zadbać o odpowiednie odporności na magię, elektryczność, truciznę czy zamrożenie. Na szczęście nasze kieszenie nie są tu ograniczane, a ilość dostępnego wyposażenia pozwala na bardzo dużą elastyczność, dzięki czemu samo eksperymentowanie sprawia sporo przyjemności.
Na pewno warto zadbać o odpowiednią wagę naszego ekwipunku, bo im jesteśmy ciężsi, tym może i mamy więcej odporności, ale trudniej jest się poruszać, a nasze uniki są mniej skuteczne. Nie ma tu poziomu wytrzymałości, więc teoretycznie możemy atakować ile dusza zapragnie, jednak nawet utrzymując najniższy stopień lekkości wyposażenia nasze ruchy są nieco powolne.

Rodzajów broni jest tu sporo i każdą gra się wyraźnie inaczej – obok standardowych jednoręcznych, takich jak miecze, włócznie, topory czy lance, mamy też potężne, ale niezwykle wolne młoty, jak i dystansowe łuki czy pistolety. W Tails of Iron 2: Whiskers of Winter dochodzi do tego dodatkowo magia, którą odblokowujemy na przełomie pierwszych dwóch godzin zabawy. To niezwykle potężne zaklęcia, które nakładają statusy na wrogów i potrafią znacząco wpłynąć na przebieg starć. Ich regeneracja jest powolna, więc przed użyciem czarowania warto upewnić się, że trafimy w przeciwnika. Najbardziej mi się podoba to, że nie jesteśmy tu ograniczani sztywnym rozwojem postaci, a ze wszystkich dobroci można korzystać w dowolnej chwili – każdy typ ataku jest przypisany do odpowiedniego przycisku, dzięki czemu walki są dynamiczne i wynagradzające.
Twórcy zadbali o to, aby produkcją mógł się cieszyć każdy – od samego początku mamy do wyboru trzy poziomy trudności, gdzie najłatwiejszy wybacza mnóstwo błędów, a najtrudniejszy daje niesamowicie popalić. Normalny, nazwany tu trybem żelaznego ogona, jest najlepiej zbalansowany i oferuje konkretne wyzwanie, które powinno być odpowiednie dla większości graczy. Sam wybór nie jest sztywny i gra pozwala na zmianę stopnia trudności w dowolnym momencie. Projekt rozgrywki też nie jest sztucznie wydłużany – ławki, które służą tu za punkty zapisu, rozstawione są praktycznie w co drugiej lokacji, a niemal równie często trafimy na materiały potrzebne do stworzenia napoju leczniczego.

Będąc jeszcze w temacie walki chciałbym jeszcze pochwalić projekt bossów. Na swojej drodze trafimy na wiele dużych maszkar, a każda z nich robi wrażenie i ma indywidualną paletę ataków. Walki mają często różne fazy i potrafią zaskakiwać pomysłowością. Twórcy byli z nich chyba tak dumni, że w Tails of Iron 2: Whiskers of Winter postawili dodatkowo na opcjonalne polowania rodem z Monster Huntera, jednak bez żmudnego szukania śladów. To dodatkowe zadnia, które dają dostęp wyjątkowych materiałów wykorzystywanych do tworzenia przedmiotów, które tu również pełni bardzo ważną rolę.
Dość szybko naszym celem okazuje się odbudowa wioski, więc warto podnosić każdy znaleziony przedmiot. W osadzie zbudujemy chatkę z pożywieniem, które zwiększy naszą żywotność czy też zatrudnimy kowala umożliwiającego stworzenie kolejnych setów uzbrojenia. Każdy z budynków można dodatkowo ulepszać, a ilość dostępnego do stworzenia wyposażenia robi wrażenie. Samo zbieractwo nie jest przesadnie męczące, choć trwa trochę za długo, a podniesienie lootu z każdego zabitego wroga może nieco irytować. Szkoda, ze zabrakło opcji błyskawicznego zbierania napotkanych fantów.

Eksploracja jest podobnie wykonana jak w poprzedniej części – do naszej dyspozycji dostajemy zróżnicowane i bardzo klimatyczne miejscówki, do których będziemy wracać przynajmniej kilkukrotnie. Wraz z rozwojem fabuły otwierają się przed nami miejsca, do których wcześniej nie mieliśmy wstępu, ale twórcy zadbali o to, by powroty nie były monotonne – na znanych ścieżkach trafimy często na zupełnie nowych przeciwników. Dodatkowo dość szybko można odblokować tu szybką podróż do kluczowych miejsc, dzięki czemu bezsensowne chodzenie jest dodatkowo zredukowane. W Tails of Iron 2: Whiskers of Winter pojawiła się nowość w postaci linki z hakiem, jednak nie wnosi ona nic specjalnego do rozgrywki – po prostu wymagana jest do wspięcia się w konkretne miejsca. Elementów platformowych tu praktycznie nie ma, ale ciągłe obrażenia od upadków potrafiły mnie zirytować.
W grze wkurzały mnie też napisy, które zasłaniały znaczącą część ekranu – w kilku przypadkach dosłownie nie było widać z kim walczyłem. Nie wyobrażam sobie, aby poprawka tego problemu nie znalazła się w premierowej łatce. Poza tym Tails of Iron 2: Whiskers of Winter jest bardzo stabilne, dobrze zoptymalizowane, a brzmi i wygląda znakomicie. Zimowe pejzaże czy niepokojące bagna ukazane za pomocą charakterystycznej kreski tworzą niesamowitą atmosferę, a całość uzupełniają śliczne dynamiczne oświetlenie i bardzo nastrojowa ścieżka dźwiękowa. Większość czasu grę przechodziłem na Steam Decku, gdzie bezproblemowo działała w 60 klatkach na sekundę w natywnej rozdzielczości.

Cała kampania Tails of Iron 2: Whiskers of Winter wraz z wykonaniem najważniejszych zadań pobocznych zajęła mi jakieś 14 godzin na średnim poziomie trudności, co uważam za wynik w pełni satysfakcjonujący. Przez absolutną większość czasu bawiłem się tu bardzo dobrze, a solidnie zaprojektowane mechanizmy rozgrywki i spora dowolność wyborze wyposażenia sprawiły, że nawet liczne podobieństwa do poprzedniej części nie miały dla mnie większego znaczenia. To bardzo udana kontynuacja, którą mogę polecić miłośnikom takiego typu zabawy.
Tails of Iron 2: Whiskers of Winter: to mroczna gra akcji z system walki inspirowanym gatunkiem soulslike, która potrafi zachwycić atmosferą, systemem walki i projektem bossów. Fabuła, choć nieco oklepana, opowiedziana głosem fantastycznego Dough'a Cockle budziła moje zainteresowanie do samego finału. – Gaming Mode




