Dwadzieścia lat temu studio Relic Entertainment dostarczyło jedną z najważniejszych strategii czasu rzeczywistego. Warhammer 40,000: Dawn of War nie tylko udanie przeniosło mroczne uniwersum Games Workshop na ekrany, ale też stało się wzorem, jak połączyć dynamiczne bitwy z przystępnym, a jednocześnie głębokim systemem rozgrywki. Dziś wraca do nas w postaci Definitive Edition – odświeżonej wersji, która nie próbuje niczego rewolucjonizować, ale zamiast tego dba o techniczne zaplecze i umożliwia bezproblemową rozgrywkę na nowoczesnych sprzętach.

Zawartość Warhammer 40,000: Dawn of War – Definitive Edition
W pakiecie znajdziemy nie tylko podstawową kampanię o Krwawych Krukach na Tartarusie, ale też wszystkie trzy dodatki:
- Winter Assault – pierwsze spotkanie z Gwardią Imperialną,
- Dark Crusade – słynna, nieliniowa kampania na Kronusie z udziałem Necronów i Tau,
- Soulstorm – rozwinięcie strategicznej mapy na cały system Kaurava, z udziałem Mrocznych Eldarów i Sióstr Bitwy.
To kilkadziesiąt godzin zabawy w trybie jednoosobowym, a do tego rozbudowany multiplayer oraz wciąż obecny Army Painter, pozwalający spersonalizować własne oddziały. Już sam zestaw zawartości sprawia, że Definitive Edition to najwygodniejszy sposób, by poznać całą serię od początku.

Co poprawiono w Definitive Edition?
Definitive Edition nie jest pełnym remakiem – to raczej staranny lifting. Zmiany widać głównie w obszarze kompatybilności i wygodzie użytkownia. Gra teraz bez problemów obsługuje wysokie rozdzielczości i niestandardowe proporcje ekranu, dzięki czemu rozgrywka w 4K czy na monitorach ultrapanoramicznych oferuje odpowiednio dostosowany interfejs. Ulepszeniom uległy również tekstury (choć te nadal wyglądają słabo i prawdopodobnie przepuszczono je po prostu przez jakiś program AI) i oświetlenie – wszystkie zostały podbite czterokrotnie, a przy tym dodano ostrzejsze cienie i nieco lepsze efekty świetlne. Niesteyty występujące tu modele wciąż mocno zdradzają wiek gry, ale w ujęciu z oddali – czyli w praktyce podczas normalnej rozgrywki – poprawki ułatwiają czytelność i nadają starciom nieco więcej iskry.
Drobne ulepszenia spotkały również pracę kamery i interfejs Zwiększono dystans widzenia, co pozwala wreszcie ogarnąć większą część pola bitwy. Jednocześnie pasek zadań nie zajmuje już jednej piątej ekranu, jak w oryginale. Przy okazji poprawiono ogólnąą stabilność i pojedyncze błędy – usunięto wiele drobnych problemów z wcześniejszych wersji, w tym te obecne jeszcze w edycjach rocznicowych. Ostateczny efekt? To wciąż gra z 2004 roku, ale przyjemniej się w nią patrzy i łatwiej w niej odnaleźć. Szkoda, że nie postawiono tu na pełne odświeżenie, brakuje mi choćby opcjonalnego wsparcia dla gamepada – na Steam Decku gra się w Warhammer 40,000: Dawn of War – Definitive Edition bardzo przyjemnie, ale to głównie zasługa wbudowanych touchpadów.

Największą nowością pozostaje przejście na 64-bitową architekturę. Dla przeciętnego gracza oznacza to po prostu stabilniejsze działanie, ale dla społeczności modderskiej – brak wcześniejszych ograniczeń pamięci RAM i więcej przestrzeni do tworzenia. Relic dorzuciło też oficjalny menedżer modów, co znacząco ułatwia instalację fanowskich dodatków i kampanii.
Bardzo lubioany tryb wieloosobowy wraca w znanej formie, wzbogacony o automatyczne dobieranie przeciwników. Choć trudno przewidzieć, jak długo społeczność utrzyma aktywność, dziś można znaleźć aktywne lobby i błyskawicznie rozegrać starcia – bez konieczności obchodzenia archaicznych serwerów, jak jeszcze kilka lat temu.
Ścieżka dźwiękowa i efekty audio pozostały praktycznie nietknięte. Z jednej strony może rozczarować brak nowych nagrań czy poprawionych miksów, z drugiej – oryginalne kwestie bohaterów wciąż należą do najlepiej zrealizowanych w całym gatunku RTS. Zgrzytem mogą być jedynie drobne błędy napisów czy przycięcia w scenkach przerywnikowych, ale na szczęście nie wpływają one na odbiór całości.

Tak więc, czy warto?
Nie da się ukryć, że Dawn of War nie odmłodniał cudownie przez dwie dekady. Jednak to, co najważniejsze – tempo rozgrywki, balans frakcji i satysfakcja z bitew nadal oferuje mnóstwo zabawy. Zmian jest jednak stosunkowo mało i bez problemu mogły one trafić do wcześniejszej edycji rocznicowej. Dla nowych graczy to ciekawa okazja, ale zestaw wyceniono na około 90 zł, więc nie mało jak na tak starą produkcję. Posiadacze poprzedniego wydania mają dodatkowo 30% upustu – czy warto? To już zależy od Was.
Warhammer 40,000: Dawn of War – Definitive Edition nie jest rewolucją. To pakiet, który ma przede wszystkim utrzymać klasyka przy życiu – z obsługą nowoczesnych systemów, poprawioną wygodą obsługi i narzędziami dla społeczności. Jeśli oczekiwaliście remake’u na miarę współczesnych standardów graficznych, możecie czuć się zawiedzeni. Ale jeśli chcecie wrócić do jednego z najważniejszych RTS-ów w historii – lub poznać go po raz pierwszy w najpełniejszej i najstabilniejszej formie – to właśnie ta edycja jest najlepszym sposobem.
Warhammer 40,000: Dawn of War – Definitive Edition: to najlepsze wydanie kultowej gry, jednak ilość wprowadzonych zmian wydaje się nieco rozczarowująca. Produkcja zasługiwała na coś więcej niż prosty lifting. – Gaming Mode




