Yasha: Legends of the Demon Blade to kolejny roguelite na rynku gier, który próbuje wyróżnić się ładną stylistyką anime. Produkcja stawia przede wszystkim na intensywne walki i powolny rozwój umiejętności postaci. Tylko czy to wystarczy?
Zaskoczyło mnie, że przed rozpoczęciem zabawy mamy do wyboru trójkę postaci – Shigure, Oni Sara i Taketora. Jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, że każdą walczy się zupełnie inaczej. Shigure specjalizuje się w dwóch katanach, którymi można dynamicznie przełączać styl walki. Oni Sara to postać bardziej agresywna, wykorzystująca podwójne ostrza oraz wysoką mobilność. Z kolei Taketora oferuje odmienne podejście – jego walka opiera się na łączeniu ataków dystansowych z kontrolą pola przy użyciu łuku. Sama mechanika walki jest solidna: czuć wagę ciosów, ruchy są szybkie i precyzyjne, a płynne przełączanie się między atakami lekkimi, ciężkimi i umiejętnościami specjalnymi tworzy przyjemnie dynamiczny rytm.

Pomimo całkiem udanego systemu walki, Yasha: Legends of the Demon Blade cierpi na brak głębi w projektowaniu poziomów. Każda kolejna sesja wygląda niemal identycznie – schematyczna struktura etapów (pokój z przeciwnikami, pokój z przeciwnikami, boss, odpoczynek) zaczyna nużyć już po kilku godzinach. Nie ma tutaj bogato rozgałęzionych ścieżek, losowości w układzie plansz ani nieprzewidywalnych wydarzeń.
Wszystko to powoduje, że każda rozgrywka przebiega według tego samego, przewidywalnego schematu. Niestety to kolejny tytuł, który pod płaszczem roguelite chowa bardzo umiarkowaną zawartość – gdyby nie nastawienie na ponowne przechodzenie tych samych map to całość można byłoby ukończyć pewnie w godzinę. Szkoda, że w czasie kampanii nie można żonglować postaciami, bo mogłoby to nieco załagodzić szybko wkradającą się monotonię.

System rozwoju postaci również pozostawia trochę do życzenia. Podobało mi się to, że po każdej rundzie możneny inwestować zdobyte punkty w ulepszenia, ale sam progres bardzo szybko staje się za wolny, a różnice między kolejnymi poziomami rozwoju odczuwalne dopiero po wielu godzinach. Co więcej, postępy nie przenoszą się między postaciami – każda z trzech kampanii wymaga budowania progresji od zera, co przy mało elastycznym systemie rozwoju okazuje się frustrujące. Wybory, jakie podejmuję przy zakupie ulepszeń czy umiejętności, mają zbyt mały wpływ na przebieg gry. Większość kombinacji orbów i amuletów różni się jedynie nieznacznie – ich wpływ na taktykę jest zazwyczaj marginalny.
Fabularnie gra próbuje wprowadzić coś świeżego poprzez opowiedzenie trzech niezależnych ścieżki kampanii, gdzie te same postacie pełnią różne role w innych wariantach tej samej historii. Koncept jest ciekawy, jednak w praktyce fabuła jest tak prosta i nieangażująca, że nie ma to większego znaczenia. Yasha: Legends of the Demon Blade potrafi bawić, ale głównie w krótkich sesjach i przede wszystkim dzięki dynamicznym walkom.

Poziom trudności według mnie jest średnio zbalansowany. Rozgrywkę zbudowano tu na bardzo prostych zasadach – pierwsze starcia są banalne i nie wymagają uwagi, następnie następuje spory skok wyzwania, co sprawia, że bardziej prędzej, niż później kończymy swoją przygodę. Następnie odblokowujemy pierwsze umiejętności i ulepszamy statystyki, by powtórzyć powyższy schemat i przejść kilka kolejnych etapów. Dosłownie tak w kółko. Dopiero ostatnie walki z bossami dają solidnie w kość, ale wizja ponownego zaliczania tych samych poziomów sprawia, że ciężko zebrać chęci na uczenie się ich manewrów.
Od strony audiowizualnej gra prezentuje wysoki poziom. Grafika inspirowana stylistyką anime jest spójna, dobrze przemyślana i ma bardzo ładną kreskę. Szczególnie dobrze wypadają cutscenki oraz projekty postaci – są wyraziste i pełne detali. Efekty wizualne w trakcie walk są czasem aż za bardzo efektowne, bo potrafią niemal zasłonić całą akcję, a o porażkę tu naprawdę nietrudno. Ścieżka dźwiękowa, choć nienachalna, dobrze współgra z nastrojem poszczególnych lokacji. Dźwięki broni, ataków i otoczenia są wyważone i nie męczą podczas dłuższych sesji.

Yasha: Legends of the Demon Blade to gra, która imponuje na początku, ale szybko pokazuje pewne braki. To tytuł o solidnych podstawach, szczególnie w obszarze walki i oprawy wizualnej, lecz brakuje mu głębi i różnorodności. Jako propozycja na lekkie, efektowne i krótkie sesje rozgrywki sprawdza się nieźle, ale brakuje tu złożonych systemów i odpowiedniej różnorodności lokacji.
Yasha: Legends of the Demon Blade : zachęca do rozgrywki przede wszystkim estetyką i dynamiczną walką, ale szybko odsłania ograniczoną głębię, powtarzalne poziomy i niedopracowany system progresji. – Gaming Mode




