Sancticide – wrażenia z wczesnego dostępu. Za jakie grzechy…

Grając w Sancticide zastanawiałem się jakim cudem ktoś zaakceptował wydanie tego do sprzedaży. Oczywiście można próbować zasłaniać się wczesnym dostępem, jednak dla mnie to żadne wytłumaczenie, a aktualny poziom produkcji nie daje żadnych nadziei na pozytywny rozwój sytuacji w przyszłości.

Grając w Sancticide zastanawiałem się jakim cudem ktoś zaakceptował wydanie tego do sprzedaży. Oczywiście można próbować zasłaniać się wczesnym dostępem, jednak dla mnie to żadne wytłumaczenie, a aktualny poziom produkcji nie daje żadnych nadziei na pozytywny rozwój sytuacji w przyszłości. Każdy element tej gry to po prostu jedna wielka katastrofa.

Do sprawdzenia Sancticide zachęcił mnie nieco klimat, który przypominał Elexa od ś.p. Pyranha Bytes. Już tam połączenie technologii ze średniowieczem było odebrane średnio pozytywnie i ostatecznie dosłownie zabiło te studio, a tu prezentowało się jeszcze bardziej pokracznie. Osobiście potrafię dobrze się bawić w grach typowo niszowych, więc pomyślałem, ze może warto dać Sancticide szasnę. I to był po prostu błąd.

Aby stworzyć dobrą grę inspirowaną Soulsami, kluczowe jest dopracowanie systemu walki, który tu dosłownie leży. Nasza postać porusza się całkowicie topornie, a dodatkowo animacje blokują kolejne akcje, co uniemożliwia odpowiednią reakcję dostosowaną do sytuacji. Tu dosłownie nie można zablokować ciosu w trakcie ataku. System namierzania nie daje nawet możliwości szybkiego przełączania między wrogami, a praca kamery potrafi zasłonić całe pole walki. Mechaniki są tak złe, że miałem ochotę wyrzucić grę z dysku już po kwadransie.

Teraz absolutny hit – twórcy wpadli na genialny pomysł, aby wzbogacić rozgrywkę o elementy roguelite. Oznacza to, że po śmierci ryzykujemy utratę zdobytego arsenału i musimy powtarzać spore fragmenty, aby pchnąć fabułę do przodu. Powód tej decyzji jest niezwykle klarowny od samego początku – zawartości jest tyle, co kot napłakał, a w normalnej rozgrywce można byłoby ją ukończyć w jakieś półtorej godziny. Nie ma tu absolutnie nic co zachęcałoby do powtarzania tych samych map, a jest to kluczowy element wymagany przy tym gatunku.

Dodatkowo absolutnie tragiczna jest oprawa wizualna, jak i optymalizacja. Sancticide napędza Unreal Engine 4, ale całość wygląda po prostu paskudnie i ledwo działa, oferując ciągłe spadki klatek i przycinki na sprzęcie, który jest w stanie uciągnąć Cyberpunka z Path Tracingiem. Jakość dźwięku i podłożone głosy zasługują na osobny akapit, ale szkoda mi słów, aby napisać coś więcej niż to, że AI może czasem być pomocne przy tworzeniu gry, jednak wykorzystanie gotowych treści bez żadnej obróbki w sprzedawanym produkcie należy spuścić po prostu w kiblu.

Nie mam absolutnie żadnej nadziei dla sukcesu Sancticide i czuję się wprost obrażony faktem, że ktoś chce za to pieniądze od graczy. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo żałowałem straconego na grę czasu.