Akcja toczy się na planecie Icarus, gdzie nieudana terraformacja zostawiła po sobie nieprzyjazne środowisko. Każde zejście na powierzchnię to wyprawa po surowce zakończona powrotem na orbitę – albo śmiercią po drodze. Flora, fauna i nawet atmosfera działają tu przeciwko graczowi, a pogoda potrafi zabić szybciej niż drapieżniki.
Można grać solo albo w czteroosobowej drużynie. I to robi różnicę, bo część wypraw zwyczajnie trudno ogarnąć w pojedynkę.
Większa mapa i nowe biomy już na start
Wersja konsolowa nie startuje od zera. Od razu zawiera dodatek New Frontiers, który podwaja rozmiar świata do 128 km² i dorzuca sześć nowych biomów.
Najważniejszą nowością jest region Prometheus. To miejsce wyraźnie trudniejsze od bazowej mapy – agresywniejsze zwierzęta, nowe zagrożenia i sześć misji powiązanych z tajemnicą korporacji odpowiedzialnej za terraformację planety. Nie jest to tylko kolejny teren do eksploracji, raczej wyraźny skok poziomu trudności.
W praktyce oznacza to jedno: nawet gracze znający wersję PC będą musieli zmienić podejście do przetrwania.
Dwie edycje i sporo dodatków na dzień dobry
Gra trafia na konsole w dwóch wydaniach:
- Standard Edition (179 zł)
- Ultimate Edition (679 zł – ktoś chyba oszlał)
Droższa wersja dorzuca m.in. rozszerzenie Styx (nowy region, 23 misje i dodatkowe stworzenia), sześć placówek, pakiety kosmetyczne oraz specjalny skafander First Cohort.
Postęp w grze nadal opiera się na stopniowym rozwoju – zaczyna się od prymitywnego sprzętu, a kończy na zaawansowanej technologii i stałych ulepszeniach tworzonych z egzotycznych surowców.
Premiera Icarus: Console Edition to kolejny przykład przenoszenia wymagających gier survivalowych na konsole – jeśli sprzedaż się obroni, więcej takich portów może szybko pojawić się na rynku.