Capcom wraca z produkcją, która ponownie potrafi solidnie przetestować nawet najmocniejsze komputery. Pragmata na maksymalnych ustawieniach graficznych bez większych skrupułów wykorzysta każdy dostępny procent mocy GPU, choć podobnie jak w przypadku Resident Evil Requiem, oferuje całkiem szeroki zakres skalowania dla słabszych konfiguracji.
Największe wrażenie ponownie robi tu pełne śledzenie ścieżek i rekonstrukcja płomieni. Path tracing wyraźnie zmienia odbiór eksploracji futurystycznych lokacji. Zarówno sterylne wnętrza, szklane powierzchnie i metaliczne struktury zyskują naturalne oświetlenie, a Ray Reconstruction naprawia wszystkie bolączki technologii Ray Tracingu.
Zanim jednak przejdziemy do kwestii czysto technicznych, warto na chwilę zatrzymać się przy samej estetyce obrazu i tego, jak silnik radzi sobie z prezentacją świata.

(Nie) sterylna wizja przyszłości i znajome potknięcia
Pragmata od początku stawia na kontrast. Produkcja początkowo chętnie eksponuje jasne, sterylne przestrzenie, które zestawiane są z ciemniejszymi, bardziej nastrojowymi etapami. Im dalej w las, tym bardziej widać pomysłowość Capcomu, który nie pozwala nam się nudzić – trafimy do lokacji inspirowanej Manhattanem czy futurystycznej galerii handlowej. Lokacje nieustannie imponują detalami i spójnością wizualną, a ilość drobnych elementów środowiska robi bardzo dobre wrażenie.
Jednak czasem widać lekkie wahania formy. Niektóre obszary sprawiają wrażenie mniej dopracowanych, bardziej pustych i zwyczajnie mniej interesujących wizualnie. Do tego stopnia, że wypatrzymy w wielu miejscach brzydkie i rozpikselowane bitmapy, które miały imitować pomieszczenia w mieszkaniach. To detal, który nie ma żadnego znaczenia, ale gryzie się z ambitną wizją artystyczną.
Sam RE Engine nadal trzyma niezwykle wysoki poziom. Wczytywania są błyskawiczne, a ogólna płynność rozgrywki pozostaje bardzo stabilna i znakomicie skaluje się do możliwości sprzętu. Podobnie jak w przypadku Resident Evil Requiem zaobserwowałem tu dosłownie mikroskopijne przycinki, które powinna wyeliminować premierowa latka.
Czy Path Tracing znowu zmienia wszystko?
Jeśli chcecie zagrać w Pragmatę w pełnej okazałości to nic się nie zmieniło – nadal najlepszą jakość obrazu uzyskamy na kartach NVIDIA GeForce RTX. Głównym daniem ponownie pozostaje pełna implementacja technologii śledzenia ścieżek. Path tracing nie oferuje aż tak dużych różnić wizualnych jak miało to miejsce we wcześniejszej produkcji Capcomu, ale nadal wpływa praktycznie na każdy element oprawy graficznej i znacząco podkręca jakość oświetlenia, okluzji i odbić.

Co najważniejsze, dzięki rekonstrukcji promieni obraz jest bardzo czysty i szczegółowy, a nieprawidłowości takie jak szumy, ghosting czy artefakty na odbiciach zupełnie wyeliminowane. Spójrzcie choćby poniżej na zrzuty ekranu i porównajcie jak wygląda krata na ziemi – po włączeniu technologii Nvidii obraz jest niemal krystalicznie czysty, a działa w ułamku natywnej rozdzielczości.
Technologia ma swoją cenę w postaci naprawdę mocnego wpływu na wydajność. Pragmatę ogrywałem na Nvidia GeForce RTX 4080, AMD Ryzen 7 7800X3D i 32 GB RAM i znowu czułem, że zaczyna mi trochę brakować do tego wszystkiego mocy. Procesor się raczej nudził, pamięci był spory zapas, ale GPU gotowało się przez całą rozgrywkę.
Gra natywnie wspiera najnowsze DLSS 4.5, a wraz z nim technologię generowania klatek, co okazało się niezbędne do osiągnięcia solidnej płynności po włączeniu śledzenia ścieżek. Nie ukrywajmy jednak, że wszystko było idealne.
Na maksymalnych ustawieniach w 4K po włączeniu DLSS w tryb wydajności w najbardziej wymagających momentach widziałem zawrotne … 40 klatek na sekundę. Wyłączając najbardziej zasobożerną opcję path tracingu licznik trzymał się w okolicach 100-120 klatek na sekundę, więc różnica jest wprost kolosalna. Niestety wizualnie nie ma tu aż takiej przepaści, która uzasadniałaby niebotyczny skok wymagań.
W przypadku Pragmaty największą różnicę robi wspomniany wcześniej Ray Reconstruction, którego nie da się tu włączyć osobno. Szkoda!

Czy tego chcemy czy nie, powyższe technologie powstały do działania równocześnie z generatorem klatek. W kilku momentach czułem, że rozgrywka była już na granicy lubianej przeze mnie płynności, ale przez większość czasu bawiłem się tu świetnie po włączeniu w ustawieniach dwukrotnego upłynniacza. „Sztuczne” 80 FPS było dla mnie zdecydowanie płynniejsze i wydawało się bardziej responsywne niż rozgrywka bez frame generation. Duża tu zasługa kolejnej technologii Nvidia Reflex, która znacząco obniża opóźnienia.
Informacyjnie dodam, że posiadacze nowszych kart z serii NVIDIA GeForce RTX 50XX mogą oczywiście skorzystać z opcji multi frame generation, która zwiększa mnożnik generowanych FPS.

Kilka problemów powraca
Jeśli nie macie możliwości skorzystać z path tracingu to niestety drobne problemy znane z Resident Evil Requiem powracają w Pragmacie. Zarówno DLSS 4.5, jak i AMD FSR 3 w charakterystycznych scenach nadal generują wyraźny ghosting, a jakość odbić pozostaje silnie uzależniona od wybranego trybu skalowania. Przy bardziej agresywnych profilach obraz potrafi się wyraźnie rozmywać, szczególnie w ruchu, gdzie artefakty stają się znacznie bardziej widoczne niż na statycznych zrzutach ekranu. Klasyczny ray tracing nadal pełni rolę kompromisu, który ma liczne wady.
Szkoda, bo mocno niedoskonały Unreal Engine 5 dużo lepiej radzi sobie z redukcją szumów i niepotrzebnych artefaktów. To jedna z tych gier, gdzie RT bez PT to półśrodek, a PT to prawdziwy overkill.

Mimo tych wszystkich uwag byłoby zwyczajnie nieuczciwe nie oddać Pragmacie jednego – to jest kawał świetnie zoptymalizowanej gry i przykład skalowalności, której dziś po prostu brakuje. Capcom znowu zrobił coś, co dla wielu studiów wydaje się czarną magią: przygotował produkcję, która potrafi zajechać topowe GPU do czerwoności, a jednocześnie nie rozsypuje się, gdy zaczniemy schodzić z ustawieniami.
I co najważniejsze – to „schodzenie” nie boli tak, jak w wielu innych tytułach. Wyłączenie path tracingu czy zejście z agresywniejszych ustawień nie zamienia tej gry w rozmytą papkę. Nadal dostajemy bardzo czysty, spójny i po prostu ładny obraz, który w ruchu robi w większości świetne wrażenie.
RE Engine nadal zaskakuje
Tu też dochodzimy do sedna. Większość graczy nigdy nie zobaczy Pragmaty w „pełnej”, technologicznej formie i… kompletnie nic na tym nie straci. Bez wszystkich wodotrysków to nadal jest bardzo atrakcyjna wizualnie produkcja. RE Engine robi tu robotę: śliczne otoczenie, bardzo ładne i naturalne oświetlenie, świetna płynność i praktycznie brak poważniejszych problemów technicznych. Na tle dzisiejszych premier, które potrafią chrupać, ścinać albo gubić klatki bez względu na ustawienia, Pragmata wygląda jak pokaz siły i zdrowego rozsądku. To jedna z tych gier, które po prostu odpalasz i grasz, zamiast walczyć z menu opcji przez pierwszą godzinę.

Do tego dochodzi bardzo sensownie przygotowany HDR, który faktycznie robi różnicę. No i mały, ale bardzo konkretny plus: pełne wsparcie dla DualSense na PC. Adaptacyjne triggery i haptyka to nadal rzadkość poza ekosystemem PlayStation, a tutaj działa to tak, jak powinno – bez kombinowania, bez modów, po prostu włączasz i masz.
W praktyce więc większość problemów, o których pisałem wcześniej, jak ghosting, artefakty przy skalowaniu czy absurdalne wymagania path tracingu to rzeczy, które uderzą głównie w osoby celujące w absolutne maksimum technologiczne. Cała reszta dostaje bardzo dopracowaną, świetnie działającą grę, która na większości konfiguracji będzie wyglądać prześlicznie i działać tak, jak powinna od pierwszego dnia. I właśnie za to Capcomowi należą się konkretne brawa.
Jeśli Wasz komputer nie spełnia wymagań sprzętowych, a chcielibyście sprawdzić grę w pełni okazałości to oficjalnie od dnia premiery Pragmata będzie dostępna również w chmurze dzięki GeForce Now.











