REPLACED robi świetne pierwsze wrażenie i przez długi czas nie pozwala się od siebie oderwać, bo łączy kapitalny klimat z bardzo satysfakcjonującą walką, choć po drodze kilka razy potyka się o własne pomysły i nie zawsze wie, kiedy powiedzieć „stop”.
To gra, która spokojnie mogła skończyć z dziewiątką, gdyby była odrobinę krótsza i bardziej skondensowana, ale nawet w obecnej formie zostawia po sobie coś, czego wielu produkcjom brakuje: wyraźną tożsamość.

Dystopia, która nie próbuje być subtelna
Trafiamy do Phoenix City, które nie udaje, że ma drugie dno. Już po kilkunastu minutach wiadomo, że to świat oparty na wyzysku, kontroli i technologii, która dawno przestała służyć ludziom. Korporacja Phoenix traktuje społeczeństwo jak magazyn części zamiennych, a osoby pozbawione organów i wyrzucone poza system, są żywym dowodem na to, jak daleko wszystko zaszło.
Wystarczy kilka notatek rozsianych po świecie gry. Jedna opisuje kobietę, która wybierała partnerów pod kątem „wartości organów”. Inna pokazuje ludzi kupujących fizyczne „ulepszenia” od zdesperowanych dawców. To delikatne przykłady, które jasno pokazują, że nikt się tu nie patyczkuje, co jest miłą odmianą od cholernie bezpiecznych produkcji.
Najlepiej działa to w momentach, kiedy gra niczego nie tłumaczy wprost. Przechodzisz przez kolejne lokacje, zbierasz fragmenty informacji i powoli zaczynasz rozumieć, jak funkcjonuje ten system. To właśnie wtedy REPLACED pokazuje pazur, bo zostawia pewne miejsce na interpretację.

Historia głównych „bohaterów” – Reach i Warrena Marsh’a – to jeden z tych pomysłów, które same się sprzedają. Sztuczna inteligencja uwięziona w ciele swojego twórcy, zmuszona do konfrontacji z rzeczywistością, którą współtworzyła, daje pole do ciekawych obserwacji i kilka naprawdę udanych momentów. Reach zaczyna jako system przekonany, że Phoenix działa dla dobra ogółu. Dopiero kontakt z rzeczywistością powoli rozbija ten obraz, a kolejne rozmowy i odkrycia przesuwają jego punkt widzenia w stronę czegoś bardziej ludzkiego.
Problem w tym, że gra nie zawsze trzyma się własnych zasad. Zdarzają się sytuacje, w których Reach zastanawia się nad rzeczami, nad którymi nie powinien, skoro to on kontroluje ciało. Rozmowy z Warrenem bywają też czasem przesadnie jednostronne i nie do końca wiadomo, na jakich zasadach ta relacja działa. To drobne rysy na tle naprawdę ciekawie poprowadzonej historii. Najlepsze jest to, że pozostałe elementy REPLACED również się udały!

Jest ślicznie
Oprawa wizualna to najmocniejsza cecha tej gry i trudno znaleźć tu coś, do czego można się realnie przyczepić, bo to jeden z tych przypadków, gdzie styl i technologia spotykają się dokładnie tam, gdzie trzeba. To piksel art, który autentycznie robi niesamowite wrażenie.
Światło nie jest tu tylko dekoracją, a elementem budującym nastrojowość scen. W jednym miejscu przeciska się przez zawalony dach i odbija od mokrych płytek, w innym tworzy kontrast między zimnym, mechanicznym wnętrzem a zamarzniętym lasem. Do tego dochodzą płynne animacje i kamera, która często pracuje jak w filmie, zmieniając perspektywę i podkreślając skalę wydarzeń. Czasami wygląda to wręcz jak zestaw kadrów przygotowanych pod zwiastun, tylko że tu dzieje się to cały czas, podczas normalnej rozgrywki.

Jest tylko jeden problem i wraca on regularnie. Przy całym tym bogactwie detali zdarza się, że interaktywne elementy giną w tle. W jednej z sekwencji ucieczki przez ciemny tunel trzeba przeskakiwać między wąskimi platformami, jednocześnie unikając światła reflektora. Brzmi świetnie i przez chwilę takie jest, dopóki nie okazuje się, że część krawędzi jest praktycznie niewidoczna i zaczynasz zgadywać, gdzie możesz wylądować. To nie jest częsty problem, ale na potrafi nieco zirytować.
Osobiście nie obraziłbym się, gdyby w opcjach znalazła się możliwość wyłączenia czarnych pasów. Na telewizorze czy monitorze mogą nie być bardzo irytujące, ale na małym ekranie handhelda marnują po prostu dostępną powierzchnię.
Na tle świetnej oprawy wizualnej warstwa audio wypada przeciętnie. Brak pełnego udźwiękowienia dialogów sprawia, że w bardziej dynamicznych momentach trzeba dzielić uwagę między akcję a czytanie napisów. Muzyka spełnia swoją rolę, ale rzadko wychodzi na pierwszy plan. Nie zapada w pamięć tak jak obraz.

Tu się też walczy
Cieszę się, że twórcy nie próbowali zrobić kolejnego „samograja” w stylu INSIDE czy Little Nightmares, bo REPLACED to pełnoprawna gra.
System walki jest prosty na papierze, ale bardzo przyjemny w praktyce. Jedno narzędzie łączy funkcję broni dystansowej i broni białej, pozwala odbijać pociski, parować ataki i uruchamiać specjalny tryb, w którym można szybko wyczyścić pole walki. Do tego dochodzą różne typy przeciwników, które wymuszają zmianę podejścia.
W jednej potyczce trafiamy na opancerzonego przeciwnika, którego najpierw trzeba „rozebrać” z ochrony, zanim zacznie przyjmować obrażenia. W kolejnej pojawia się szybki wróg, który unika ataków i zmusza do czekania na odpowiedni moment do kontrataku. Kiedy dorzucić do tego snajperów i przeciwników walczących na dystans, zaczyna się robić naprawdę gęsto.
Najlepsze jest to, że wszystko działa niemal rytmicznie. Nie chodzi o szybkie wciskanie przycisków, tylko o reakcję na to, co dzieje się na ekranie. Wchodzisz w sekwencję uników, kontr i wykończeń, która po chwili zaczyna przypominać choreografię. Kiedy złapiesz tempo, walka daje ogromną satysfakcję i potrafi wynagrodzić nawet kilka wcześniejszych potknięć.

Nie oznacza to jednak, że wszystko jest idealne. System „aktywnych” przeciwników potrafi wprowadzić chaos, szczególnie w bardziej zatłoczonych starciach. Zdarzało się, że próbowałem zaatakować wroga stojącego tuż obok, tylko po to, żeby odkryć, że gra jeszcze nie „wpuściła” go do walki i moje ciosy trafiają w powietrze. Do tego dochodzi fakt, że pod koniec kampanii poziom trudności rośnie wyraźnie i wymaga większej precyzji. Wtedy każde niedociągnięcie systemu jest bardziej odczuwalne, choć nadal nie przekreśla całości.
Poza walką większość czasu spędza się na przemieszczaniu między lokacjami, rozwiązywaniu (zdecydowanie za prostych) zagadek i zbieraniu informacji o świecie. Czasem trzeba znaleźć baterię, żeby uruchomić urządzenie i dostać się dalej. Innym razem wykorzystujesz narzędzie do hakowania, które działa jak szybka mini gra logiczna. Zdarza się też manipulowanie otoczeniem, przesuwanie obiektów czy korzystanie z przejść, które na pierwszy rzut oka nie są widoczne.
To wszystko jest przyjemne i dobrze wpisuje się w tempo gry, ale nie stanowi żadnego wyzwania. Największy zarzut wobec tej gry dotyczy tego, jak często korzysta z tych samych pomysłów.

Sekwencje ze światłem reflektorów są świetne za pierwszym razem. Budują napięcie, zmuszają do obserwacji i planowania ruchów. Problem pojawia się wtedy, kiedy wracają po raz kolejny i kolejny, bez większych zmian. To, co na początku było ciekawe, zaczyna działać jak rutyna.
Podobnie jest z zadaniami pobocznymi. W pewnym momencie dostajemy serię zadań polegających na odnalezieniu kilku postaci, z których każda chce drobnej przysługi. To typowo „ubisoftowe” zagrania, które służą jedynie do przeciągania rozgrywki. Nie do przesady, ale widać wyraźnie, że gra mogłaby być krótsza i tylko by na tym zyskała.
Mimo drobnych potknięćto unikalna przygoda
REPLACED to bardzo dobra gra, która momentami ociera się o coś więcej, ale nie zawsze potrafi dowieźć swoje najlepsze pomysły do końca. Z jednej strony dostajemy świetnie zrealizowaną wizję świata, bardzo satysfakcjonującą walkę i oprawę, która potrafi zachwycić nawet po kilku godzinach. Z drugiej, powtarzalność i problemy z tempem sprawiają, że doświadczenie nie jest tak równe, jak mogłoby być.
Najważniejsze jest jednak to, że mimo tych potknięć chce się w tym świecie zostać do końca.




