Są gry, których nie sposób oceniać wyłącznie przez pryzmat tego, co oferują dzisiaj.Halo: Combat Evolved to jedna z tych gier, które zmieniły całą branżę. Ponad dwadzieścia lat później Microsoft postanowił przygotować jej pełnoprawny remake.
Tym razem nie chodziło jednak o kolejne odświeżenie pokroju Anniversary Edition. Halo: Campaign Evolved powstało od podstaw na Unreal Engine 5, otrzymało dodatkową zawartość i zadebiutowało jednocześnie na PC, Xboxie oraz po raz pierwszy na PlayStation 5.
W tym artykule:
To wciąż jedno z najlepszych Halo w historii
Największą siłą remake'u pozostaje coś, czego twórcy praktycznie nie mogli zepsuć. Kampania Combat Evolved po prostu nadal jest świetna. Mimo upływu ponad dwudziestu lat projekt misji, tempo rozgrywki, rozmieszczenie przeciwników czy balans uzbrojenia pokazują, dlaczego pierwsze Halo do dziś uznawane jest za jedną z najważniejszych strzelanek w historii.
Widać, że Halo Studios nie próbowało na siłę modernizować rozgrywki. To wciąż ten sam model walki, który wymaga od gracza czegoś więcej niż tylko trzymania palca na spuście. Trzeba pilnować poziomu tarczy energetycznej, odpowiednio dobierać broń do przeciwników i wykorzystywać otoczenie. Wszystkie te elementy działają dokładnie tak, jak zapamiętałem je z oryginału. Co ważniejsze, nadal sprawiają satysfakcję.
Największą zmianę widać oczywiście w oprawie graficznej. Przesiadka na Unreal Engine 5 była dobrą decyzją, choć twórcy na szczęście nie próbowali zamienić Halo w fotorealistyczny pokaz technologii. Zachowano charakterystyczną stylistykę i kolorystykę oryginału, dzięki czemu świat nadal wygląda znajomo. To ważne, bo Anniversary Edition momentami zmieniało wygląd niektórych lokacji na tyle mocno, że ich klimat zwyczajnie zanikał.
Niestety nie każda lokacja wygląda równie dobrze. Leśne tereny momentami wyglądają zaskakująco przeciętnie. Oświetleniu brakuje głębi, część scenerii wydaje się wręcz płaska, a potencjał nowego silnika nie został wykorzystany tak dobrze, jak we wnętrzach statków czy późniejszych etapach kampanii.
Przez całą zabawę przeszkadzał mi jednak jeden problem. Nawet przy maksymalnych ustawieniach obraz sprawia wrażenie rozmytego. Winne są agresywne efekty postprocessingu, których nie da się wyłączyć z poziomu menu oraz bardzo przeciętny (momentami wprost migotający) ray tracing. Jeśli ktoś chce uzyskać lepszy obraz, pozostaje ręczna edycja plików .ini.
Największa nowość nie zawsze oznacza najlepszą
Podczas gdy struktura samej kampanii pozostała praktycznie nietknięta, Halo Studios zdecydowało się na ostrożne jej rozszerzenie. Do gry trafiły bronie znane z późniejszych odsłon, takie jak SMG z Halo 2, Karabin Igłowy (Needle Rifle) czy Laser Strażników, z których możemy korzystać obok klasycznego arsenału. Usunięto też dawną blokadę – teraz w końcu można podnosić Miecze Energetyczne i Działa Paliwowe bezpośrednio po pokonanych wrogach. Nie każdemu spodoba się fakt, że zabawa jest teraz dużo łatwiejsza, bo zrezygnowano z systemu apteczek na rzecz automatycznej regeneracji zdrowia, co zaburza dość mocno schemat rozgrywki.
Ponadto dla weteranów przygotowano nowe terminale, 42 ukryte Czaszki modyfikujące zasady gry oraz specjalny tryb Remix, który tasuje rozmieszczenie przeciwników i uzbrojenia w klasycznych lokacjach. To udane urozmaicenie, ale wciąż trudno uznać to za zestaw nowości, który w pełni usprawiedliwia obecną wycenę tego wydania.
Najgłośniejszą nowością odświeżenia są jednak trzy dodatkowe misje rozgrywające się jeszcze przed wydarzeniami z głównej kampanii. To nowe lokacje, dodatkowe fragmenty historii i ponowne spotkanie z sierżantem Johnsonem brzmiały jak coś, co mogło zachęcić nawet największych weteranów serii do ponownego przejścia całej kampanii.
Po ukończeniu gry mam jednak wrażenie, że właśnie ten element najmocniej rozczarowuje.
Same misje trudno nazwać złymi. Problem w tym, że wyraźnie odstają od poziomu podstawowej kampanii. Zamiast charakterystycznego dla Halo rytmu, w którym eksploracja naturalnie przeplata się z intensywnymi starciami, dostajemy długie walki zamknięte na niewielkich arenach. Kolejne fale przeciwników pojawiają się jedna po drugiej i bardzo szybko zaczynają sprawiać wrażenie sztucznie wydłużających rozgrywkę.
Nie lepiej wypada sama historia. Pokazanie wydarzeń poprzedzających główną kampanię miało spory potencjał, ale scenariusz wykorzystuje go tylko częściowo. Dialogi są wyraźnie słabsze od tych z oryginału, a rozmowy sprawiają wrażenie napisanych przez zupełnie inny zespół.
Najbardziej widać to w relacji Master Chiefa z Johnsonem. Obaj bohaterowie wymieniają znacznie więcej kwestii niż wcześniej, ale nie zawsze wychodzi im to na dobre. Część dialogów wpada w lekki, momentami wręcz marvelowy humor, który zupełnie nie pasuje do tonu pierwszego Halo. Obowiązkowo pojawia się też nowa kobieca postać, która robi wszystko, aby nie dało się jej polubić. Oryginalna kampania oczywiście nigdy nie zachwycała fabułą, ale to było kino akcji przepełnione patosem, który działał. Niestety, tu można bardziej poczuć irytację. Ogólnie szkoda, bo pod względem wizualnym nowe lokacje prezentują się naprawdę dobrze. Widać, że właśnie tutaj twórcy chcieli pokazać możliwości Unreal Engine 5 i miejscami rzeczywiście robi to bardzo dobre wrażenie.
Bardzo duży downgrade dostała również kultowa Cortana - o ile wizualnie nadal prezentuje się nieźle, tak nowy głos jest wprost okropny. Nie wiem co twórcy chcieli osiągnąć zmieniając ją w tiktokową Iwonę.
Zamiast PVP rozbudowana kooperacja
Cieszy fakt, że twórcy płynnie wpletli w to doświadczenie tryb kooperacji. Kampanię można teraz ukończyć wspólnie ze znajomymi, korzystając z funkcji crossplay. Co więcej, opcje współpracy zostały zauważalnie rozbudowane – klasyczny limit dwóch graczy zniesiono, pozwalając na zabawę w sieciowych oddziałach liczących maksymalnie cztery osoby. Gra wspiera również lokalny split-screen.
Największą wyrwą w nowym wydaniu pozostaje jednak całkowity brak rywalizacyjnego trybu wieloosobowego PvP oraz kooperacyjnego wariantu PvE Firefight. Biorąc pod uwagę, jak ogromna część dziedzictwa serii opiera się właśnie na zmaganiach wieloosobowych, wydawanie nowej odsłony bez tego modułu wydaje się decyzją co najmniej dziwną.
Wersja PC potrafi zachwycić, ale równie szybko sprowadza na ziemię
Całą recenzję przygotowałem na podstawie wersji PC. Pod względem stabilności trudno mieć większe zastrzeżenia. Gra ani razu nie wyrzuciła mnie do pulpitu, nie natrafiłem też na poważniejsze błędy związane z fizyką czy skryptami, choć respawny wymagają kilku poprawek.
Najbardziej rozczarowało mnie wykorzystanie Unreal Engine 5. Są momenty, w których remake wygląda naprawdę świetnie. Wnętrza statków, instalacje Covenant czy późniejsze etapy kampanii potrafią robić bardzo duże wrażenie. Jednocześnie wystarczy przenieść się do bardziej otwartych, leśnych lokacji, aby entuzjazm szybko opadł. Oświetlenie traci głębię, roślinność wygląda dość przeciętnie, a całość bardziej przypomina dobrze przygotowany remaster niż produkcję stworzoną od podstaw na nowoczesnym silniku. Microsoft ewidentnie boi się kontrastu, co pokazał choćby przy Starfieldzie czy ostatniej Forzy Motorsport.
Jeszcze większym zaskoczeniem okazała się jakość obrazu. Gra od początku wygląda na lekko zamgloną, nawet przy natywnej rozdzielczości 4K i wszystkich ustawieniach ustawionych na maksimum. Początkowo podejrzewałem, że to kwestia skalowania obrazu, ale okazało się, że odpowiada za to kilka agresywnych efektów postprocessingu aktywnych domyślnie. Co gorsza, nie można ich wyłączyć z poziomu menu.
Dopiero ręczna edycja plików .ini pozwoliła uzyskać obraz bliższy temu, którego oczekiwałem od początku. Po wyłączeniu części efektów gra wygląda znacznie ostrzej i po prostu lepiej. Trudno jednak zaakceptować sytuację, w której użytkownik musi grzebać w plikach konfiguracyjnych, żeby pozbyć się problemu, który powinien być rozwiązany jedną opcją w ustawieniach graficznych, zwłaszcza, że na konsolach nie ma przecież takiej możliwości. Warto też zaznaczyć, że wszystkie zrzuty ekranu wykorzystane w tej recenzji zostały wykonane już po wprowadzeniu tych zmian.
Pewne wątpliwości budzi również wydajność. Testowałem grę na komputerze wyposażonym w GeForce RTX 5080 i nie mogę powiedzieć, żeby działała źle. Wręcz przeciwnie – ogólna płynność była dobra. Na maksymalnych ustawieniach w 4K z DLSS w trybie zbalansowanym zawsze widziałem ponad 60 FPS, a po włączeniu generatora klatek x2 rozgrywka wydawała się jeszcze płynniejsza, choć nakładka hełmu miała widoczne artefakty, więc ostatecznie tym razem z tej funkcji zrezygnowałem.
Problemy jeszcze wyraźniej widać na handheldach i słabszych PC. Na ASUS ROG Xbox Ally X dopiero najniższe ustawienia graficzne z FSR3 ustawionym na tryb Wydajność pozwalały utrzymać okolice 30 klatek na sekundę. Taki kompromis trudno jednak nazwać komfortowym. Obraz staje się wyraźnie miękki, pełny artefaktów, detale mocno tracą na jakości, a urządzenie przez cały czas pracuje z maksymalnym limitem mocy. Wentylatory praktycznie nie zwalniają, a bateria znika w tempie, które skutecznie zniechęca do dłuższej gry bez podłączonej ładowarki. Tytuł jest w pełni grywalny również na SteamOS, ale Steam Deck zdecydowanie tu nie wyrabia.
Szkoda, że twórcy całkowicie zrezygnowali z obsługi Steam Cloud. W praktyce oznacza to koniec wygodnego przechodzenia między komputerem a handheldem czy chmurą (gra jest dostępna w GeForce NOW).
Nie mniej irytujące okazało się logowanie do konta Microsoft. Na jednym z urządzeń gra całkowicie odmówiła współpracy i jedynym rozwiązaniem było ręczne wyczyszczenie zapisanych danych logowania w systemie. To nie jest problem, którego oczekuję od współczesnej produkcji AAA. Samo rozwiązanie zajmuje kilka minut, ale większość użytkowników prawdopodobnie nawet nie będzie wiedziała, gdzie szukać przyczyny.
Żaden z tych elementów osobno nie przekreśla wersji PC, ale pokazuje bardziej nie wykorzystany potencjał odświeżenia, które powinno wprost błyszczeć.
Czy ten remake był w ogóle potrzebny?
To pytanie wracało do mnie przez praktycznie całą kampanię. Nie dlatego, że Halo: Campaign Evolved jest słabą grą. Wręcz przeciwnie. Fundamenty pierwszego Halo pozostają niemal nietykalne. Nawet po ponad dwudziestu latach kampania nadal wciąga, tempo rozgrywki jest świetnie wyważone, a kolejne misje pokazują, dlaczego ta seria na tak długo zdominowała konsole Microsoftu.
Jako odświeżenie klasyka remake działa bardzo dobrze. Kiedy jednak zacząłem oceniać go jako nową produkcję, entuzjazm wyraźnie osłabł. Poza nową oprawą graficzną i trzema dodatkowymi misjami trudno znaleźć elementy, które realnie zmieniają doświadczenie. Przez większość czasu grałem dokładnie w tę samą kampanię, którą wielu fanów ukończyło już wielokrotnie.
Najtrudniej zaakceptować cenę. Oczekiwałem, że pełnoprawny remake wniesie znacznie więcej nowej zawartości albo przynajmniej wyraźniej rozbuduje oryginał. Tymczasem największy dodatek w postaci nowych misji okazuje się jednocześnie najsłabszą częścią całego pakietu. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że koszt zakupu nie do końca idzie w parze z tym, co faktycznie otrzymujemy.
Jeżeli ktoś nigdy wcześniej nie grał w Halo: Combat Evolved, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Nadal jest to jedna z najlepszych kampanii FPS w historii i bardzo dobry punkt wejścia do całej serii. W takiej sytuacji zakup można uzasadnić bez większego problemu. Nowoczesna oprawa graficzna sprawia, że łatwiej przymknąć oko na wiek projektu, a sama rozgrywka wciąż broni się znakomicie.
Znacznie trudniej polecić remake osobom, które znają oryginał niemal na pamięć. Poprawiona grafika robi dobre wrażenie, ale nie zawsze wykorzystuje możliwości Unreal Engine 5. Nowe misje nie dorównują poziomem podstawowej kampanii, a większość zmian ma charakter kosmetyczny. Po zakończeniu gry nie miałem poczucia, że właśnie zagrałem w wersję, która całkowicie zastępuje klasyczne Combat Evolved.
Werdykt
Halo: Campaign Evolved zachowuje wszystko, co sprawiło, że Combat Evolved stało się klasykiem. Kampania nadal oferuje świetnie zaprojektowane misje, satysfakcjonującą walkę i charakterystyczny klimat, a nowa oprawa graficzna odświeża całość, nie odbierając jej tożsamości.
Znacznie słabiej wypada nowa zawartość. Trzy dodatkowe misje nie dorównują poziomem podstawowej kampanii, niewiele wnoszą do fabuły i momentami niepotrzebnie spowalniają tempo rozgrywki. Technicznie też nie jest przecież różowo.
Mimo tych wad Halo: Campaign Evolved pozostaje najlepszym sposobem na poznanie pierwszego Halo. Osoby, które nigdy nie grały w oryginał, otrzymają ciągle jedną z najlepszych kampanii FPS w historii w nowoczesnej oprawie. Wiek produkcji jest trochę widoczny, ale to chyba jest jej urok? Ogólnie zagrać warto, ale na duzej promocji lub w Xbox Game Pass.
- Kampania Halo: Combat Evolved nadal broni się znakomicie
- Mimo problemów oprawa graficzna jest zazwyczaj bardzo ładna i całość wygląda nowocześnie
- Nowe misje są przyzwoite
- To bardzo fajna pozycja do katalogu Xbox Game Pass
- Ciekawe modyfikatory rozgrywki
- Fabularne nowości całkowicie odstają od oryginalnych treści
- Rozmyty obraz
- Brak Steam Cloud i problemy z logowaniem
- Zbyt wysoka cena względem zakresu zmian
- Wycięty multiplayer
- Rezygnacja z apteczek na rzecz automatycznej regeneracji zdrowia