Recenzja Blades of Fire 2.0 - brzydszy kuzyn Kratosa?

Blades of Fire 2.0 wyróżnia się na tle współczesnych gier akcji dzięki świetnemu systemowi walki, rozbudowanej kuźni i bardzo wyraźnej tożsamości. Nie zabrało przy okazji sporej ilości "drewna".

Recenzja Blades of Fire 2.0Recenzja Blades of Fire 2.0
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Gaming Mode

Są gry, które po kilku godzinach można opisać jednym zdaniem. Wiesz dokładnie, czym są, jak działają i co próbują zrobić. Blades of Fire przez bardzo długi czas nie chciało mi na to pozwolić. Najpierw frustrowało, potem trochę męczyło, by chwilę później nagle sprawić, że siedzę nad nowym ostrzem w kuźni, kombinuję z rodzajem stali i zastanawiam się, czy kolejny boss będzie bardziej podatny na broń obuchową czy pchającą.

To nie jest kolejny oklepany soulslike próbujący kopiować FromSoftware. To trochę dziwny i znacznie mniej wygodny kuzyn nowych odsłon God of War, tylko zamiast efektownego widowiska stawia na ciężar walki, przygotowanie i ciągłe zarządzanie uzbrojeniem.

Blades of Fire 2.0 Recenzja
Blades of Fire 2.0 Recenzja © Licencjodawca

Każda broń ma znaczenie

Największą siłą Blades of Fire jest to, że praktycznie cały projekt podporządkowano jednej idei. Broń nie jest tutaj zwykłym wyposażeniem, a fundamentem całej rozgrywki.

W większości gier akcji nowy miecz oznacza kilka punktów obrażeń więcej i tyle. Tutaj zmiana uzbrojenia potrafi całkowicie odmienić sposób prowadzenia walki. Długa włócznia pozwala trzymać przeciwników na dystans i kontrolować przestrzeń. Ciężki młot miażdży lżejsze cele, ale gorzej radzi sobie z ogromnymi przeciwnikami. Ostrza nastawione na przebijanie pancerza potrafią rozcinać przeciwników, od których inne bronie zwyczajnie się odbijają.

Gra cały czas zmusza do analizowania przeciwników. Każda część ciała ma osobny poziom ochrony, a kolor obrysu informuje, czy obecna broń poradzi sobie z pancerzem. Zielony oznacza pełną skuteczność, pomarańczowy częściową penetrację, czerwony odporność. Tu nie wystarczy po prostu naciskać przycisków. Trzeba obserwować wroga, dobierać odpowiedni typ obrażeń i świadomie celować w słabsze miejsca. Znana zasada papier/kamień/nożyce, ale dość mocno podkręcona i ciekawa ze względu na możliwości kombinacji oraz fakt, że przeciwnicy w trakcie walki potrafią zmieniać postawy, co dodatkowo komplikuje starcia.

Blades of Fire Recenzja
Blades of Fire Recenzja © Licencjodawca

Najlepsze jest to, jak naturalnie łączy się to z samą walką. Starcia są ciężkie, powolniejsze i znacznie bardziej wymagające niż w większości współczesnych gier akcji. Każdy atak ma wyraźny ciężar, a Aran zostaje zablokowany w animacji ciosu aż do jej zakończenia. Nie ma tutaj panicznego anulowania ataków ani ratowania błędów błyskawicznym unikiem. Jeśli źle ocenisz dystans albo moment uderzenia, przeciwnik natychmiast to wykorzysta.

Walka najlepiej działa podczas starć z bossami. Wtedy wszystkie systemy zaczynają idealnie współpracować, a walki 1 na 1 pozwalają na dużo większą precyzję niż z grupami wrogów. Idealne parowanie daje błyskawiczną regenerację wytrzymałości, dobrze dobrane ostrze przebija pancerz przeciwnika, a odpowiednio wymierzony unik pozwala wejść za plecy wroga i wykorzystać jego słabszy punkt.

Recenzja Blades of Fire 2.0
Recenzja Blades of Fire 2.0 © Licencjodawca

Gorzej wypadają starcia z większymi grupami. Kamera regularnie nie nadąża za sytuacją, blokada celu ogranicza widoczność flank, a bez niej łatwo zgubić orientację w chaosie walki. Nie jest to dyskwalifikujące, a nieco irytujące - właśnie przez to początkowo ciężko było mi się do rozgrywki przyzwyczaić.

Sam pomysł warto docenić - MercurySteam stworzyło grę akcji, która naprawdę próbuje robić coś własnego. Różnice między orężem są ogromne, dzięki czemu walka sprawia mnóstwo satysfakcji.

Kuźnia jest sercem całej gry

Jeszcze ciekawiej robi się poza samą walką, bo Blades of Fire praktycznie zamienia zarządzanie uzbrojeniem w osobną warstwę rozgrywki.

Cała pętla wygląda bardzo prosto. Eksplorujesz świat, zbierasz materiały, wracasz do kuźni, tworzysz nową broń, testujesz ją przeciw konkretnym przeciwnikom, zużywasz podczas walki, naprawiasz albo przetapiasz i cały proces zaczyna się od nowa.

Blades of Fire - kuźnia
Blades of Fire - kuźnia © Licencjodawca

Brzmi jak standardowy crafting, ale w praktyce działa zupełnie inaczej. Tutaj naprawdę czuć, że broń jest czymś wartościowym. Wybieramy rodzaj stali, długość rękojeści, balans, kształt ostrza i właściwości wpływające nie tylko na obrażenia, ale też szybkość ataku, wytrzymałość, parowanie czy zachowanie postaci podczas uników.

Bardzo podoba mi się też to, że gra nie traktuje uzbrojenia jak jednorazowego łupu. Człowiek zaczyna przywiązywać się do konkretnych mieczy czy młotów. Zwłaszcza że broń stale się zużywa. Ostrza tępią się podczas walki, spada skuteczność przebijania pancerza, a cała konstrukcja stopniowo traci wytrzymałość.

Blades of Fire - tworzenie broni
Blades of Fire - tworzenie broni © Licencjodawca

I właśnie tutaj pojawia się najbardziej kontrowersyjny element gry, czyli minigra związana z wykuwaniem broni.

Po dobraniu materiałów trafiamy do kuźni i własnoręcznie kształtujemy rozgrzany metal na kowadle. Każde uderzenie wpływa na jakość wykonania. Im precyzyjniej odwzorujemy projekt, tym lepszy będzie finalny oręż i tym więcej napraw wytrzyma w przyszłości.

Na początku robi to świetne wrażenie, bo wzmacnia poczucie tworzenia własnej broni. Problem w tym, że po kilkunastu godzinach cały proces zaczyna być odczuwalnie powtarzalny. Nadal rozumiem zamysł twórców i uważam, że kuźnia jest integralną częścią tożsamości gry, ale trudno nie odnieść wrażenia, że system mógłby być odrobinę bardziej dynamiczny. Na szczęście produkcja pozwala błyskawicznie wyprodukować najlepszą wersję broni jaką udało nam się stworzyć.

Warto też dodać, że karą za śmierć - poza powrotem do "ogniska", którego rolę pełni tu nic innego jak kuźnia - oznacza utratę broni, po którą trzeba się później wrócić. Na szczęście kolejna śmierć nie sprawia, że ta przepada niczym dusze z soulsów.

Recenzja Blades of Fire 2.0
Recenzja Blades of Fire 2.0 © Licencjodawca

Wielka przygoda z czasów Xboxa 360

Pod względem klimatu Blades of Fire przypomina gry, które praktycznie przestały już powstawać. Monumentalne ruiny, ogromne fortece, przesadnie umięśnieni wojownicy i świat wyglądający jak spełnione marzenie nastolatka z ery Xboxa 360. Jest w tym coś bardzo oldschoolowego, ale jednocześnie szczerego.

Historia opowiada o świecie rządzonym kiedyś przez Forgers, rasę gigantów władających sekretem magicznej stali. Po ich upadku ludzie przejęli wiedzę o kuźnictwie, aż królowa Nerea rzuciła klątwę zamieniającą stal przeciwników w kamień. Dzięki temu cały nacisk na broń i jej znaczenie ma sens nie tylko mechaniczny, ale również fabularny, choć nie ukrywajmy - historia nie jest tu paliwem napędowym. To ciekawa, prosta i raczej kameralna fabuła, która niespecjalnie się narzuca.

Recenzja Blades of Fire 2.0
Recenzja Blades of Fire 2.0 © Licencjodawca

Nasz towarzysz Aran wypada zaskakująco dobrze. Nie jest typowym milczącym brutalem. Wychowywał się razem z królewskim rodzeństwem, a wydarzenia z młodości wyraźnie odcisnęły na nim piętno. Jeszcze ciekawiej prezentuje się Adso. Co ciekawe, bohater nie służy wyłącznie do komentowania wydarzeń. Analizuje przeciwników, prowadzi coś w rodzaju bestiariusza, pomaga tłumaczyć starożytne teksty i pełni funkcję naturalnego przewodnika po świecie.

Niestety właśnie eksploracja pozostaje największym problemem gry. Lokacje są ogromne, pełne skrótów i sekretów, ale jednocześnie bardzo łatwo się w nich zgubić ze względu na małą różnorodność konkretnych "biomów". Mapa nie pomaga wystarczająco, ścieżki często zawijają się wokół siebie, a długie momenty biegania po ruinach potrafią zaburzyć tempo przygody. Szkoda też, że samo sterowanie jest mocno ograniczone, bo nie ma tu nawet opcji skoku czy wspinaczki poza oznaczonymi miejscami. Dróg jest wiele, ale większość jest bardzo prostolinijna i po prostu nieprzesadnie interesująca.

Bardzo żałuję, że nie rozwinięto tu skrzydeł, bo ciekawsza eksploracja w połączeniu z bardzo udanym, zupełnie innym niż w innych grach systemem walki, mogłaby znacząco ożywić rozgrywkę.

Recenzja Blades of Fire 2.0
Recenzja Blades of Fire 2.0 © Licencjodawca

Twórcy odrobili zadanie domowe

Wersja 2.0 bardzo dobrze pokazuje też, że MercurySteam próbuje ożywić Blades of Fire po dość cichym przyjęciu ubiegłym roku - tytuł wcześniej oprócz konsol zadebiutował tylko na Epic Games Store, ale jest już dostępny na Steam.

Dodany tryb Boss Revival pozwala wracać do najważniejszych starć w specjalnych arenach z dodatkowymi zasadami i systemem medali. I ma to sens, bo właśnie podczas walk z bossami cały system pokazuje pełnię możliwości.

Nowością są też Arcana, czyli specjalne zaklęcia wzmacniające broń. Nie działają jak zwykłe premie do statystyk. Bardziej zachęcają do budowania konkretnego stylu walki i dalszego eksperymentowania z uzbrojeniem. Do tego dochodzi transmutacja materiałów, nowe części broni oraz poziom trudności Titanium, który praktycznie zamienia grę w bezlitosny test znajomości przeciwników i zarządzania wyposażeniem.

Najważniejsze jest jednak to, że aktualizacja 2.0 nie próbuje "naprawić" Blades of Fire poprzez uproszczenie systemów. Ta gra nadal wymaga cierpliwości, nadal jest szorstka i nadal momentami męczy. MercurySteam po prostu daje graczowi więcej narzędzi do zabawy swoim bardzo specyficznym systemem walki.

Recenzja Blades of Fire 2.0
Recenzja Blades of Fire 2.0 © Licencjodawca

Pecetowa wersja 2.0 działa bardzo dobrze. Optymalizacja stoi na wysokim poziomie, płynność praktycznie nie sprawia problemów, a wsparcie NVIDIA DLSS i AMD FSR pomaga utrzymać wysoką liczbę klatek nawet podczas większych walk na słabszych urządzeniach - produkcja jest w pełni grywalna również na Steam Decku.

Osobiście grę sprawdzałem głównie na karcie GeForce RTX 4080 i stabilne 60FPS+ osiągnąłem po włączeniu skalowania DLSS na 80%, a reszta detali została ustawiona na maksimum. Sama oprawa graficzna nie zachwyca technologicznie, ale kierunek artystyczny skutecznie nadrabia część braków. Czuć jednak dość dużą sterylność i widać mocno wczorajsze oświetlenie czy słabsze tekstury. Nie będę ukrywał, że produkcja wypada gorzej niż większość tytułów ekskluzywnych z PlayStation 4.

Warto zagrać?

Blades of Fire definitywnie nie jest grą dla każdego. Wymaga cierpliwości, zaakceptowania jej zasad i pogodzenia się z pewną drewnianą otoczką całego projektu. Ale jeśli dacie jej czas, potrafi odwdzięczyć się jednym z najciekawszych i najbardziej charakterystycznych systemów walki ostatnich lat. To zabawa na przynajmniej 15 godzin, a sam przepadłem na ponad 20 starając się odkryć jak najwięcej sekretów. Pierwsze 3 mnie wymęczyły, ale jak już zaskoczyło to zdecydowanie nie żałuję spędzonego u czasu.

Plusy
  • Oryginalny, mięsisty system walki oparty na typach obrażeń.
  • Głęboka, angażująca mechanika wykuwania i dbania o broń.
  • Świetne, wymagające pojedynki z bossami.
  • Klimat i szczery, oldschoolowy charakter produkcji.
  • Udana aktualizacja 2.0 (nowa zawartość, świetne działanie na Steam Decku).
Minusy
  • Słaba eksploracja, monotonne biomy i brak swobody ruchu.
  • Kamera zupełnie gubiąca się przy grupach przeciwników.
  • Minigra w kuźni, która po czasie staje się monotonna.
  • Wczorajsza oprawa graficzna.
Nasza ocena Blades of Fire:
7 / 10
Wybrane dla Ciebie