Recenzja Gear.Club 3 Unlimited - miało być nowe otwarcie, a wyszło spore rozczarowanie
Gear.Club 3 Unlimited miało być pierwszą odsłoną serii, która na dobre odetnie się od mobilnych korzeni. Zamiast tego otrzymaliśmy wyścigówkę z problemami technicznymi, przeciętną zawartością i ceną, której trudno bronić.
Nie miałem wobec tej gry dużych oczekiwań, ale i tak udało jej się mnie rozczarować. Po uruchomieniu wita nas logo studia odpowiedzialnego za serię Test Drive Unlimited, co przez chwilę pozwala wierzyć, że obcujemy przynajmniej z przyzwoitą wyścigówką. Niestety bardzo szybko okazuje się, że Gear.Club 3 Unlimited przypomina raczej o tym, po co istnieje druga połowa skali ocen.
Recenzja Gear Club Unlimited 3 - Nowa wyścigówka od twórców Test Drive Unlimited … zaskakuje
Przed pierwszym wyścigiem byłem nawet umiarkowanym optymistą. To przecież pierwsza odsłona serii, która odcina się od swoich mobilnych korzeni i próbuje funkcjonować jako pełnoprawna produkcja na konsole. Sama decyzja o debiucie najpierw na Nintendo Switch 2 była dość zaskakująca, ale zwiastuny wyglądały całkiem obiecująco. Problem w tym, że praktycznie nic tutaj nie działa tak, jak powinno.
Problemy zaczynają się od pierwszych minut
Zacznijmy od kwestii technicznych, bo te potrafią zepsuć zabawę jeszcze zanim zdążymy na dobre poznać zawartość gry.
Gear.Club 3 Unlimited oferuje dwa tryby graficzne: jakości oraz wydajności. Teoretycznie brzmi to dobrze. W praktyce żaden nie spełnia swojego zadania. Gra nie potrafi utrzymać stabilnych 30 klatek na sekundę, a o 60 fps można właściwie zapomnieć.
Do tego dochodzi wyraźnie rozmyta oprawa graficzna, problemy z doczytywaniem tekstur i wszechobecna "kasza" na ekranie. Mowa o rozgrywce w trybie zadokowanym. W wersji przenośnej sytuacja wygląda jeszcze gorzej.
Oczywiście część tych problemów może zostać ograniczona na mocniejszych platformach, kiedy gra trafi również na PC, PlayStation 5 czy XBOX Series X|S. Kłopot w tym, że kwestie techniczne to dopiero początek listy problemów.
Zmarnowany potencjał
Największym rozczarowaniem okazała się dla mnie sama struktura gry.
Twórcy przygotowali zaledwie garstkę tras osadzonych we Francji i Japonii, około 40 samochodów oraz bardzo agresywny grind wymagany do odblokowywania kolejnych ulepszeń. Są tu pewne pomysły, które mogłyby stanowić fundament czegoś ciekawszego. Możemy rozwijać własny garaż czy budować kolejne stacje tuningowe, ale wszystkie te elementy sprawiają wrażenie dodatków bez większego znaczenia.
Jedynym momentem, kiedy Gear.Club 3 Unlimited pokazuje choćby przebłysk potencjału, są wyścigi autostradowe przypominające Tokyo Xtreme Racer. W takich momentach największym przeciwnikiem staje się ruch uliczny, co samo w sobie potrafi być całkiem emocjonujące.
Niestety nawet tutaj trudno mówić o większej satysfakcji. Sztuczna inteligencja zachowuje się momentami tak bezmyślnie, że potrafi skutecznie zniszczyć resztki immersji.
Poza tym przez większość czasu wykonujemy dokładnie te same aktywności. Zwykłe wyścigi na okrążenia, sprinty oraz próby czasowe. I tu dochodzimy do czegoś, czego naprawdę nie potrafię zrozumieć.
Akcja częściowo rozgrywa się w Japonii, a w grze nie znajdziemy nawet driftu. W produkcji próbującej budować klimat japońskiej kultury motoryzacyjnej wygląda to wręcz absurdalnie.
Mobilne korzenie nadal dają o sobie znać
Uboga zawartość byłaby jeszcze do przełknięcia, gdyby sama jazda sprawiała przyjemność. Nie sprawia.
Model prowadzenia samochodów nadal wygląda tak, jakby projektowano go z myślą o ekranach telefonów komórkowych. Skręcanie jest skokowe, mało precyzyjne i sprawia wrażenie całkowicie mechanicznego. Każdy zakręt przypomina bardziej walkę z cyfrowym przełącznikiem niż prowadzenie samochodu.
A przecież wiecie, że lubię nawet budżetowe wyścigówki. Jeśli liczyliście na rozbudowaną zabawę sieciową, również nie mam dobrych wiadomości. Poza kampanią otrzymujemy jedynie prosty tryb Free Play oraz lokalny podzielony ekran dla dwóch osób. I to właściwie wszystko.
Największy problem polega na tym, że pod warstwą sztucznie wydłużonego progresu kryje się może półtorej godziny faktycznej zawartości. Twórcy rozciągnęli to jednak do około ośmiu godzin za pomocą grindu i ciągłego powtarzania tych samych aktywności.
Gdyby Gear.Club 3 Unlimited kosztowało kilkadziesiąt złotych, pewnie byłbym bardziej wyrozumiały. Mógłbym nawet polecić sprawdzenie gry podczas większej promocji.
Tymczasem za wersję na Nintendo Switch 2 trzeba zapłacić od 160 do nawet 200 zł. To kwota kompletnie oderwana od jakości produktu. Egzemplarz do recenzji otrzymałem od wydawcy, ale gdybym kupił tę grę za własne pieniądze, prawdopodobnie porzuciłbym ją po dwóch lub trzech godzinach.
Morze przeciętności za chorą cenę
Jeśli czytacie mnie regularnie, wiecie, że potrafię znaleźć coś dobrego nawet w mocno przeciętnych wyścigówkach. Broniłem kiedyś Test Drive Unlimited Solar Crown i część z Was do dziś pewnie uważa to za jedną z moich gorszych opinii.
Tym razem nie mam jednak czego bronić.
Potencjał był tutaj widoczny. Widać go w pomyśle na autostradowe pojedynki, rozwój garażu czy próbie odejścia od mobilnego rodowodu serii. Problem w tym, że praktycznie każdy z tych elementów zatrzymano w pół kroku.
Jeżeli Gear.Club 3 Unlimited trafi kiedyś do taniego bundla albo na naprawdę dużą promocję, można rzucić okiem z czystej ciekawości. Przy obecnej cenie trudno jednak znaleźć sensowny argument za zakupem.
- Autostradowe wyścigi inspirowane klimatem Tokyo Xtreme Racer
- Akceptowalna lista około 40 samochodów
- Rozwój garażu i infrastruktury daje namiastkę progresji
- Momentami widać potencjał na większą grę
- Bardzo słaba optymalizacja i niestabilna płynność
- Rozmyta grafika i problemy z doczytywaniem tekstur
- Mało tras i uboga zawartość
- Agresywny, sztucznie wydłużający rozgrywkę grind
- Powtarzalne konkurencje i brak różnorodności
- Brak driftu w Japonii
- Słaby, mało precyzyjny model jazdy
- Ograniczone tryby gry i brak normalnego multiplayera
- Fatalne AI
- Cena zdecydowanie nieadekwatna do jakości