Recenzja Sword Art Online: Echoes of Aincrad. Zmarnowany potencjał przyzwoitej gry

Sword Art Online: Echoes of Aincrad obiecywało powrót do kultowego zamku z perspektywy nowego bohatera. W praktyce produkcja cierpi na wyraźny brak balansu. Choć tytuł oferuje angażujący system starć z bossami, jego potencjał dusi iluzoryczna eksploracja, monotonne zadania i przestarzała oprawa wizualna. Spędziłem w Aincrad blisko 30 godzin, sprawdzając, czy produkcja za cenę pełnoprawnego tytułu AAA jest w stanie obronić się czymś więcej niż tylko znaną licencją.

Recenzja gry Sword Art Online Echoes of AincradRecenzja gry Sword Art Online Echoes of Aincrad
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Gaming Mode

Trudno znaleźć miejsce, które dla fanów Sword Art Online znaczy więcej niż Aincrad. To tutaj wszystko się zaczęło. Dziesięć tysięcy osób zalogowało się do nowego VRMMORPG, by chwilę później usłyszeć od Akihiko Kayaby, że przycisk wylogowania zniknął. Od tej chwili każda śmierć w grze oznaczała śmierć również w rzeczywistości.

To historia, którą większość fanów zna na pamięć. Mimo tego Sword Art Online: Echoes of Aincrad nie próbuje po raz kolejny opowiadać jej dokładnie w ten sam sposób. Zamiast wcielać nas w Kirito, oddaje do dyspozycji własnego bohatera, choć trzeba na to kilka godzin poczekać. Najważniejsze, że mnie jesteśmy tu żadną legendą Aincrad, a trafiamy do świata jako jeden z wielu graczy i obserwujemy wydarzenia z trochę innej perspektywy.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Aincrad bez Kirito, ale i bez swobody

Pierwsze godziny zrobiły na mnie naprawdę całkiem dobre wrażenie. Prolog spokojnie wprowadza do świata, pozwala oswoić się z podstawami walki i daje chwilę, by zwyczajnie nacieszyć się samym faktem, że znowu możemy przemierzać Aincrad. Kiedy później na centralnym placu pojawia się Kayaba, scena nadal działa tak, jak powinna. Nawet jeśli znamy ją z anime niemal na pamięć. Później bywa z tym różnie.

Sama fabuła nie jest zła. Spotykamy znane postacie, poznajemy nowych bohaterów i obserwujemy wydarzenia rozgrywające się równolegle do historii z anime. Problem polega na tym, że napięcie bardzo szybko opada i całość bywa przesadnie rozwodniona. Świat nadal przypomina śmiertelną pułapkę, ale kolejne godziny coraz częściej wypełniają zwykłe zadania, które równie dobrze mogłyby znaleźć się w dowolnym japońskim RPG.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Najbardziej brakowało mi poczucia, że naprawdę walczymy o przetrwanie. W anime niemal każda wyprawa poza bezpieczną strefę wiązała się z ryzykiem. Tutaj nigdy nie trafiłem na podobne emocje. Historia ma swoje lepsze momenty i potrafi przypomnieć, dlaczego ten świat tak dobrze zapadł w pamięć fanom serii, ale równie często po prostu płynie przed siebie. Samo anime dosłownie liznąłem, więc nie jestem weteranem i nie mam mocnego przywiązania do marki, ale nawet ja czułem tu pewne rozczarowanie i bardzo niewykorzystany potencjał. Ten świat miał szansę pokazać dużo mocniejsze sceny, a przez większość czasu okazywał się po prostu gładki i bezpieczny.

Podobne odczucia miałem podczas eksploracji. Na początku schodziłem z głównej ścieżki przy każdej możliwej okazji. W końcu to Aincrad. Naturalnym odruchem było sprawdzanie każdego rozwidlenia, wypatrywanie skrzyń schowanych między skałami i zaglądanie tam, gdzie mapa jeszcze się nie kończyła. Liczyłem na ukryte zadania, wyjątkowy ekwipunek albo miejsca, do których fabuła w ogóle nie prowadzi. Szybko jednak złapałem się na tym, że nie ma to większego sensu. Nie dlatego, że wygasła we mnie nagle chęć dalszej eksploracji. Po prostu wiedziałem już, co najprawdopodobniej znajdę w środku. Kolejne materiały do craftingu. Mikstury. Niewielką ilość złota. Czasami wyposażenie, które po kilku minutach lądowało u handlarza albo jako materiał do ulepszeń. Gra bardzo często zachęca do schodzenia z głównej drogi, ale zdecydowanie za rzadko wynagradza poświęcony na to czas.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Są nawet sytuacje, które zwyczajnie irytują. Widzimy skrzynię kilkanaście metrów od siebie. Między nami a nagrodą nie ma żadnej przepaści ani ściany. Wystarczy zejść z wyznaczonej ścieżki. Gra natychmiast zawraca nas niewidzialną barierą i wyświetla komunikat o opuszczaniu obszaru misji. Innym razem skrzynia okazuje się wymagać przedmiotu, którego używamy tylko po to, żeby... odzyskać identyczny przedmiot ze środka. Takie momenty skutecznie odbierają chęć do dalszego przeszukiwania map i przypomina prosty MMORPG wydany dwie dekady wcześniej.

Szkoda, bo sam Aincrad potrafi wyglądać naprawdę dobrze. Rozległe zielone równiny pierwszego piętra, mniejsze osady i widoczna gdzieś wysoko konstrukcja kolejnych poziomów skutecznie przypominają, dlaczego właśnie ten świat stał się symbolem całej serii. Problem nie leży więc w samych lokacjach. Bardziej w tym, że po pewnym czasie przestają zaskakiwać czymkolwiek poza kolejnym znacznikiem na mapie.

Im dłużej grałem, tym częściej łapałem się na prostym schemacie. Teleport do nowego punktu. Odsłonięcie kolejnego fragmentu mapy. Zebranie kilku skrzyń po drodze. Wykonanie zadania. Powrót do teleportu i następna lokacja.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

System walki pokazuje pazur dopiero przy bossach

Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że podobne odczucia towarzyszyły mi praktycznie przy każdym aspekcie zabawy.

Największy problem z walką w Sword Art Online: Echoes of Aincrad polega na tym, że bardzo długo nie potrafi przekonać, jak wiele ma do zaoferowania. A szkoda, bo fundamenty są naprawdę solidne. Gra opiera się na starciach w czasie rzeczywistym. System wymusza zarządzanie dwoma zasobami: staminą, która odpowiada za uniki i blok, oraz punktami SP (Skill Points) zasilającymi ataki specjalne, czyli Sword Skills. Do jednej broni możemy przypisać maksymalnie trzy takie ataki, co teoretycznie zmusza do optymalizacji buildu.

Recenzja gry Sword Art Online Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Problem w tym, że przez większość czasu... zwyczajnie nie ma takiej potrzeby.

Na średnim poziomie trudności absolutna większość zwykłych przeciwników ginie, zanim zdąży pokazać cokolwiek interesującego. Dziki, wilki czy kolejne odmiany koboldów bardzo często kończą walkę po jednym czy dwóch atakach ze Sword Skills, a i trzeba się naprawdę postarać, aby dać się nawet drasnąć. Z czasem przestałem całkowicie myśleć o parowaniu czy precyzyjnych unikach, bo nie były mi do niczego potrzebne. Wpadałem między grupę przeciwników, odpalałem obszarowy atak, zbierałem przedmioty i biegłem dalej.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Najgorsze jest to, że gra sama pokazuje, iż potrafi znacznie więcej, zwłaszcza przy bossach, gdzie warto polegać na mechanikach Perfect Dodge oraz Perfect Parry. Tylko idealnie wymierzone w czasie odbicie ataku tarczą pozwala wyprowadzić kontratak (Reversal Slash), który wytrąca bossa z równowagi i odnawia naszą wytrzymałość.

Do tego dochodzi zarządzanie przestrzenią, bo pojedynki są wielofazowe. Przeciwnicy nakładają statusy i przywołują poboczne moby. To jedyny moment, gdzie przydaje się system partnerów – przełączenie AI w tryb Free Mode oddelegowuje sojusznika do eliminacji mniejszych celów. My możemy wtedy odpalić Focus Mode, by targetować słabe punkty bossa. Zniszczenie rogu czy opancerzonego ogona odpowiednim atakiem tnącym lub obuchowym permanentnie pozbawia wroga części ataków obszarowych.

W takich chwilach trzeba obserwować ruchy, wyczuć moment uniku, pilnować pozycji i zachować SP na właściwe okno ataku. Niektóre z tych pojedynków potrafią podnieść ciśnienie, a walka w końcu zaczyna przypominać system, który twórcy najwyraźniej chcieli stworzyć od początku.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Po zwycięstwie wracamy jednak do eksploracji i wszystko wraca do normy. Kilka grup zwykłych przeciwników znika z ekranu po kilkunastu sekundach, a większość starć znowu odbywa się praktycznie bez wysiłku. To trochę tak, jakby bossowie pochodzili z innej gry niż cała reszta przeciwników.

Nie pomaga również sposób rozwijania postaci. Nowe poziomy doświadczenia, kolejne bronie i umiejętności dają przyjemne poczucie postępu, ale bardzo rzadko realnie zmieniają sposób prowadzenia walki. Możliwości naszej postaci rosną, jednak gra niemal nigdy nie wymusza korzystania z nich w kreatywny sposób. Nawet gdy odblokowałem nowe kombinacje ataków, często wracałem do tych samych dwóch lub trzech umiejętności, bo zwyczajnie działały równie dobrze jak cała reszta.

Zabawę próbuje nieco urozmaicić crafting. Zbieramy materiały, odwiedzamy rzemieślników i możemy przygotowywać nowy ekwipunek czy przedmioty użytkowe, co nie ma oczywiście przesadnego znaczenia ze względu na proste mechanizmy. Większość potrzebnych rzeczy zdobywałem podczas wykonywania zadań albo kupowałem bez większego problemu u handlarzy.

Nieco rozczarował mnie także główny bohater. Sam pomysł stworzenia własnej postaci uważam za trafiony, ale trudno zbudować więź z kimś, kto przez większość dialogów ogranicza się do kiwania głową albo krótkich odpowiedzi wybieranych z listy. Pozostali bohaterowie prowadzą dłuższe rozmowy, okazują emocje i komentują wydarzenia, a nasza postać najczęściej stoi obok i reaguje gestami. Kilka scen przez to zwyczajnie traci na sile.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Wizualne echa poprzedniej generacji

Choć tytuł działa na niesławnym Unreal Engine 5 to pod względem technicznym mam za wielkich zastrzeżeń. Testowana przeze mnie wersja na PC działała stabilnie i nie sprawiała większych problemów. Szkoda tylko, że sama oprawa graficzna nie robi równie dobrego wrażenia. Niektóre widoki Aincrad potrafią wyglądać bardzo klimatycznie, ale wystarczy podejść bliżej, by zauważyć przeciętne tekstury, dość sztywne animacje i powtarzalność modeli. Po oczach bije też bardzo słaby zasięg rysowania.

Technologicznym niezrozumieniem jest dla mnie również całkowity brak wsparcia dla współczesnych technik skalowania obrazu. Fakt, że w 2026 roku deweloper nie zdecydował się na zaimplementowanie obsługi ani NVIDIA DLSS, ani AMD FSR w grze z w połowie otwartym światem, trudno uznać za drobne przeoczenie. Ten technologiczny dług odbija się czkawką w momencie zmiany sprzętu. Sprawdzając tytuł na Steam Decku, zderzyłem się z murem – w bardziej otwartych, zalesionych lokacjach pierwszego piętra liczba wyświetlanych klatek potrafiła drastycznie spadać do okolic 20 FPS, co momentalnie zabija płynność walki i wyraźnie odbija się na ogólnym komforcie z rozgrywki.

Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad
Recenzja gry Sword Art Online: Echoes of Aincrad © Licencjodawca

Kilka kroków od naprawdę dobrej gry

Sword Art Online: Echoes of Aincrad to specyficzny przypadek produkcji, o której trudno zapomnieć od razu po odinstalowaniu, ale jeszcze trudniej ją chwalić. Twórcy dostarczyli do rąk graczy po prostu solidny, responsywny rdzeń walki i udane starcia z bossami, ale obudowali to monotonnym projektem świata, nieistotnym craftingiem i przestarzałą oprawą, która sztucznie ogranicza eksplorację. Zbyt często czuć tu brak odwagi do pełnego wykorzystania pomysłów i postawienia przed nami jakiegokolwiek wyzwania.

Szkoda, bo ostatecznie dostaliśmy średniaka za cenę produkcji AAA. Zagrać jak najbardziej można, o ile nie dobija was łatwo monotonia. 30 godzin potrzebne na ogranie całości zajęło mi prawie 2 tygodnie i wielokrotnie miałem wrażenie, że spędzam tu czas z obowiązku napisania recenzji, a nie przesadnej przyjemności. Na rynku jest dużo lepszych i tańszych jRPGów akcji, więc ewentualny zakup polecam na grubych przecenach.

Plusy
  • Świetnie zaprojektowane, wielofazowe starcia z bossami.
  • Solidne mechaniki walki (zarządzanie staminą, SP i parowanie).
  • Świeże spojrzenie na historię dzięki kreatorowi własnego bohatera.
  • Stabilne działanie wersji PC.
Minusy
  • Absurdalnie niski poziom trudności standardowych starć.
  • Wymagania sprzętowe mocno odbiegają od tego co oferuje oprawa wizualna.
  • Rozwodniona fabuła pełna generycznych zadań.
  • Niemy i zmarginalizowany narracyjnie protagonista.
  • Iluzoryczna eksploracja, słabe nagrody i niewidzialne ściany.
  • Bezużyteczny system rzemiosła.
Nasza ocena Sword Art Online: Echoes of Aincrad:
6 / 10
Wybrane dla Ciebie