Recenzja Hot Wheels: Infinite Rush - tym razem jest tu nieco świeżości

Hot Wheels: Infinite Rush to trzecie podejście Milestone do kultowych samochodzików. Tym razem jednak rozgrywkę urozmaica nam kilka małych otwartych światów. Co z tego wyszło?

Recenzja Hot Wheels Infinite RushRecenzja Hot Wheels Infinite Rush
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Gaming Mode

Osobiście bardzo polubiłem serię Hot Wheels Unleashed. Były to dla mnie przyjemne zręcznościowe wyścigi, które dawały sporo frajdy dzięki świetnie zaprojektowanym trasom i przyjemnemu modelowi jazdy. Nie da się jednak ukryć, że część druga była już lekkim odcinaniem kuponów. Bliżej jej było do rozbudowanego DLC niż pełnoprawnej kontynuacji, co znalazło odzwierciedlenie w mniejszym zainteresowaniu graczy. Hot Wheels: Infinite Rush odświeża formułę i tym razem stawia na bardziej otwartą rozgrywkę, która nieco przypomina Forza Horizon, ale na mikroskopijną skalę.

Hot Wheels: Infinite Rush to pierwsza w pełni otwarta gra w serii, w której zamiast klasycznych, zamkniętych torów otrzymujemy cztery osobne wyspy, które możemy swobodnie zwiedzać. Wszystko oczywiście utrzymano w skali i oprawie charakterystycznej dla resoraków. Świat zbudowano jak ogromną dioramę z plastikowymi pętlami, rampami i wielkimi elementami otoczenia. Nie brakuje tu takich atrakcji jak ogromny goryl stojący na wieżowcu, gigantyczna ośmiornica czy wielki skorpion. Między wyspami przemieszczamy się za pomocą potężnej rampy, która pozwala wystrzelić samochód na kolejną część świata.

Recenzja Hot Wheels Infinite Rush
Recenzja Hot Wheels Infinite Rush © Licencjodawca

Warto podkreślić, że każda z wysp ma własny charakter. Wheelswood to neonowa metropolia pełna wieżowców i ruchu ulicznego - to właśnie tutaj zaczynamy przygodę. Tentacle Bay przenosi nas na plażę, gdzie pobrudzimy się w piasku i błocie. Gearville stawia na pustynne i industrialne klimaty - kaniony, maszyny, chemiczne wycieki i trasy przeznaczone do jazdy poza utwardzonymi drogami. Drifty Temples wyróżnia się z kolei mroczniejszym klimatem. Znajdziemy tu świątynie, kanały i chyba najbardziej szalone zakręty. Od razu podkreślę, że nie są to gigantyczne lokacje, w których możemy się pogubić, ale jest tu co robić.

Trasy prowadzą nie tylko po ulicach, ale również po budynkach, wzgórzach i zawieszonych wysoko nad ziemią konstrukcjach. Do tego dochodzi edytor tras, który pozwala tworzyć własne odcinki. Ogranicza nas tutaj przede wszystkim wyobraźnia.

Recenzja Hot Wheels Infinite Rush
Recenzja Hot Wheels Infinite Rush © Licencjodawca

Każda mapa została wypełniona aktywnościami - oprócz klasycznych wyścigów znajdziemy próby czasowe, zadania polegające na utrzymaniu odpowiednio wysokiej średniej prędkości, wyzwania driftowe i fotograficzne (te są nudne i nic nie wnoszą) oraz pojedynki 1 na 1 nazwane Daredevil. To jedna z kluczowych mechanik pozwalających zdobywać nowe samochody, bo po pokonaniu rywala przekazuje on nam swoje kluczyki. Oczywiście nie dosłownie - Hot Wheels: Infinite Rush nie ma na szczęście fabuły, więc twórcy oszczędzili nam wysłuchiwania jednych z najgorzej napisanych dialogów w historii gier, co miało miejsce choćby w Forza Horizon 6.

Do tego dochodzą setki kolekcjonerskich monet i innych sekretów poukrywanych po całym świecie. Nic szczególnie pasjonującego, ale miłośnicy kolekcjonowania będą mieli tu co robić.

Recenzja Hot Wheels Infinite Rush
Recenzja Hot Wheels Infinite Rush © Licencjodawca

Kolejne główne aktywności odblokowujemy szybko, a po wykonaniu odpowiedniej liczby zadań możemy ruszyć na następną wyspę. Nie ma tutaj rozbudowanego systemu kariery znanego z klasycznych gier wyścigowych. Zamiast tego mamy ciągłe przeskakiwanie między kolejnymi lokacjami. Mimo otwartego świata miałem nieustanne wrażenie, że tras jest wyraźnie mniej niż wcześniej. Dodatkowo gra zmusza nas do pokonywania tych samych odcinków w różnych trybach. Raz ścigamy się z SI, a innym razem jedziemy na czas. Sam projekt jest również mniej szalony i bardziej przyziemny. Szkoda, bo pod tym względem liczyłem na więcej.

Najważniejsza pozostaje jednak sama jazda. Hot Wheels: Infinite Rush oczywiście nie próbuje zamienić się w realistyczne wyścigi, a sam model jazdy jest bardzo bliski temu, co znamy z Hot Wheels Unleashed. Samochody są lekkie, szybko nabierają prędkości i dobrze znoszą wszelkiego rodzaju zderzenia z otoczeniem i ruchem ulicznym. Całość opiera się przede wszystkim na szybkości - im dłużej utrzymujemy odpowiedni pęd, tym więcej frajdy i o dziwo kontroli nad samochodem daje pokonywanie kolejnych zakrętów i skoków.

Recenzja Hot Wheels Infinite Rush
Recenzja Hot Wheels Infinite Rush © Licencjodawca

Dużą rolę odgrywa tutaj drifting. Hamulec pozwala łatwo wprowadzić samochód w poślizg, a dobrze wykonany drift pomaga utrzymać tempo. Nie jest to szczególnie wymagająca mechanika, ale pasuje do charakteru gry.

Sami twórcy wyraźnie podzielili auta na konkretne kategorie. Najwięcej frajdy miałem właśnie z samochodów typu Drifters, które najlepiej wykorzystują ten system. Speeders są z kolei prostsze w prowadzeniu, a Versatiles stanowią rozsądny kompromis pomiędzy obiema klasami. Są też cięższe Titans, ale z nimi mam już nieco większy problem. Ich masa utrudnia pokonywanie ostrych zakrętów, więc wydawały się najmniej zbalansowane z całej czwórki.

Fizyka jest przy tym bardzo wyrozumiała. Możemy uderzać w elementy otoczenia, przeskakiwać przez rampy czy zaliczyć efektowną kraksę i zazwyczaj nic wielkiego z tego nie wynika. Samochód po dachowaniu szybko wraca na koła, a w razie większego problemu możemy natychmiast zresetować jego pozycję. To rozwiązania, które bardzo dobrze pasują do zabawkowego charakteru Hot Wheels: Infinite Rush. Gra nie próbuje karać za każdy błąd i przede wszystkim chce, żebyśmy cały czas jechali.

Recenzja Hot Wheels Infinite Rush
Recenzja Hot Wheels Infinite Rush © Licencjodawca

Jeśli mieliście do czynienia z wcześniejszymi odsłonami, to zaznaczę, że ogólnie jest tu dużo, dużo łatwiej. Trasy są mniej szalone, a dający niegdyś popalić średni poziom trudności został mocno złagodzony. Polecam zabawę zacząć od razu na wyższym poziomie, bo bez problemu możemy w dowolnym momencie przeskoczyć na inny stopień wyzwania. Dzięki temu w grze odnajdą się zarówno młodsi gracze, jak i osoby wymagające od produkcji dużo więcej stresu.

Samochody zdobywamy na kilka sposobów. Część otrzymujemy za wygrywanie wyścigów, inne za pokonywanie wspomnianych wcześniej Daredevils, a kolejne możemy kupić za zdobywaną podczas jazdy walutę. Rush Coins wpadają przy okazji zwykłej eksploracji. Drifting, wymijanie samochodów czy niszczenie elementów otoczenia pozwalają zarabiać bez konieczności ciągłego powtarzania tych samych zawodów.

Szkoda tylko, że sama ekonomia nie zawsze nadąża za liczbą rzeczy do kupienia. Samochodów i dodatków jest sporo, podobnie jak różnych modyfikatorów. Problem w tym, że ulepszanie aut zostało aż za bardzo uproszczone i przeciągnięte, a większość perków daje tak małe zmiany, że trudno odczuć jakikolwiek wpływ na prowadzenie i szybkość pojazdów. To duży krok wstecz w porównaniu do poprzedników.

Recenzja Hot Wheels Infinite Rush
Recenzja Hot Wheels Infinite Rush © Licencjodawca

Pod względem technicznym Hot Wheels: Infinite Rush nie robi większego wrażenia. Sama oprawa pasuje do charakteru gry: kolorowe lokacje i szczegółowe modele samochodów dobrze oddają wygląd plastikowych resoraków. Nie jest to jednak produkcja, która pokazuje możliwości współczesnego sprzętu, a wymagania ma dość solidne. Na PC zdarzają się również drobne spadki płynności, mimo korzystania ze sprzętu wyraźnie mocniejszego od wymagań gry (RTX 5080!). Do tego dochodzą irytująco długie ekrany ładowania.

Dodam jeszcze, że z niejasnych powodów gra nie wspiera nowoczesnych technik skalowania obrazu poza DLSS - dla pozostałych kart przygotowano jedynie paskudne AMD FSR pierwszej generacji (!) oraz alternatywne i niewiele lepsze rozwiązania wbudowane w silnik Unreal Engine 5. Niestety, ale ze względu na zabezpieczenia anti cheat nie można tu nawet skorzystać z zewnętrznych rozwiązań jak OptiScaler, więc posiadacze mniej wydajnych komputerów i handheldów skazani są na dużo gorszą jakość obrazu niż mogliby osiągnąć.

Recenzja Hot Wheels Infinite Rush
Recenzja Hot Wheels Infinite Rush © Licencjodawca

Czy warto zagrać w Hot Wheels: Infinite Rush?

Największy problem Hot Wheels: Infinite Rush pojawia się jednak poza samą rozgrywką. Gra jest po prostu droga. Przy produkcji nastawionej na tak prostą i przystępną zabawę trudno nie zastanawiać się, czy cena nie stała się jedną z barier wejścia. Szczególnie że już po premierze zainteresowanie wersją PC okazało się delikatnie mówiąc niewielkie, co widać po liczbie osób bawiących się jednocześnie na Steamie.

Ma to oczywiście bezpośrednie przełożenie na multiplayer. Infinite Rush oferuje lokalną zabawę dla maksymalnie czterech osób, ale sieciowa część gry praktycznie nie istnieje - znalezienie lobby od dnia premiery graniczy z absolutnym cudem.

Trudno też przejść obojętnie obok modelu DLC. Za opcjonalne paczki samochodów DLC trzeba zapłacić kolejne, dość chore pieniądze. Pakiet sezonowy zapowiada również dodatkową wyspę, ale według mnie kompletnie nie uzasadnia to ceny.

Mam przez to bardzo podobne odczucia jak w przypadku Screamera - bardzo solidnej samochodówki, którą pogrzebano ceną. Hot Wheels: Infinite Rush to przyjemna gra na 6-8 godzin, a dla kolekcjonerów wirtualnych znajdziek spokojnie na kilkanaście. Nie da się jednak ukryć, że potencjał nie został tu w pełni wykorzystany. Jeśli lubicie taką rozgrywkę to zdecydowanie warto dać grze szansę na promocji - za pełną cenę możecie się jednak rozczarować.

Plusy
  • przyjemny, zręcznościowy model jazdy z mocno wyakcentowanym driftem
  • różnorodne klasy samochodów i bogaty garaż
  • ciekawe i zróżnicowane wyspy, solidnie zaprojektowane aktywności
  • przyjemna oprawa graficzna
  • poziom trudności, który można dostosować dla każdego gracza
Minusy
  • mniej szaleństwa niż kiedyś
  • zawartość rozczarowuje, zwłaszcza w zestawieniu z ceną
  • chora polityka DLC
  • martwy multiplayer
  • słabe perki i marne możliwości ulepszania pojazdów
Nasza ocena Hot Wheels: Infinite Rush:
7 / 10
Wybrane dla Ciebie