Recenzja Onimusha: Way of the Sword. Kolejna świetna gra Capcomu?

Co by nie mówić - Capcom leci jak szalony i wyrzuca nam hit za hitem. Czułem w kościach, że i Onimusha: Way of the Sword będzie kolejną udaną produkcją. Nie wszystko oczywiście jest idealne, ale tytuł błyszczy tam gdzie powinien najbardziej.

Onimusha: Way of the SwordRecenzja Onimusha: Way of the Sword
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Gaming Mode

Onimusha: Way of the Sword to pierwsza główna odsłona serii od dwudziestu lat, o której wielu dzisiejszych graczy raczej już nie pamięta. Na szczęście fabularnie nie jest bezpośrednio powiązana z poprzednimi produkcjami, a korzysta jedynie z charakterystycznych dla serii motywów: rękawicy Oni, dusz Genma i klasycznego Issen, dzięki czemu odnajdzie się w niej każdy.

Kampanię ukończyłem w nieco ponad 24 godziny na poziomie trudności skupionym na akcji.

Platforma testowa: komputer PC wyposażony w kartę graficzną NVIDIA GeForce RTX 5080 16GB VRAM, 32GB RAM oraz AMD Ryzen 7 7800 X3D z systemem Windows 11 oraz ASUS ROG Xbox Ally X.

Musashi wraca do świata żywych

Historia rozpoczyna się od wydarzenia, które dość szybko ustawia główny kierunek fabuły. Gówny bohater Musashi zostaje zabity przez demony, a jego dusza trafia w zaświaty, gdzie otrzymuje on drugą szansę od tajemniczej postaci w bieli, która zakłada mu na rękę Rękawicę Oni.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Musashi nie traktuje tego jako prezentu, wręcz przeciwnie. Nie chce wracać do świata żywych i nie jest zainteresowany rolą bohatera. Najchętniej pozbyłby się rękawicy i wrócił do normalnego życia, co jest całkiem zrozumiałe: rękawica "gada" do nas niemal nieustannie i szybko i ja miałem jej dość. Niestety, sytuacja zmusza nas jednak do zbierania dusz Genma, ponieważ tylko w ten sposób może zbliżyć się do celu.

Od początku bardzo spodobała mi się epicka reżyseria scenek przerywnikowych, w których pastisz, groteska i brutalność łączy się niezwykle dobrze. Fabularnie ogólnie nie ma tu szału, a poza ciekawym prologiem pierwsze godziny zabawy są wyjątkowo bezpieczne i przewidywalne. Gra potrzebuje trochę czasu, żeby właściwie przedstawić wszystkich bohaterów, wyjaśnić zasady świata i przejść od wprowadzenia do właściwej przygody. Pojawia się sporo informacji, które dopiero później zaczynają mieć większe znaczenie. Nie jest to szczególnie problematyczne, ale po bardzo mocnym otwarciu można odnieść wrażenie, że tempo mocno zwalnia.

Podoba mi się, że protagonista nie jest od początku przedstawiany jako idealny wojownik gotowy ratować wszystkich dookoła. Jego motywacja jest znacznie bardziej osobista. Dopiero kolejne wydarzenia zmieniają jego podejście do Rękawicy Oni i odpowiedzialności, która się z nią wiąże. No i Musashi zdecydowanie daje się polubić, więc sama kreacja postaci i tutaj Capcomowi przyszła bardzo lekko i naturalnie.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

W historii nie jesteśmy sami, a wśród naszych sprzymierzeńców najważniejsze role odgrywają Shizuka, Takamura i Okuni. Takamura okazuje się być Onimushą, wojownikiem wybranym niegdyś przez klan Oni do pilnowania bramy do piekła i powstrzymywania Genma przed ucieczką na ziemię. To on tłumaczy Musashiemu mechanikę świata i sens noszenia rękawicy. Historia zyskuje dodatkową warstwę wraz z wątkiem Shizuki, która ma za sobą ciekawą przeszłość i dużą rolę do odegrania w bieżących wydarzeniach. Głównym rywalem Musashiego pozostaje przy tym Sasaki Ganryu, uzbrojony we własną Rękawicę Oni i nieograniczoną pychę, co jest mocnym przeciwieństwem głównego bohatera.

Musashi ma przy tym znacznie więcej charakteru niż bohaterowie wielu współczesnych gier akcji. Potrafi być pewny siebie, ale pojawia się również strach, zdziwienie czy zwykłe przerażenie. Reaguje na wydarzenia, które przekraczają jego dotychczasowe doświadczenia. Dzięki temu nie sprawia wrażenia postaci z kartonu, która przez całą kampanię zna odpowiedź na każde pytanie. Ważną rolę odgrywa również japońska obsada głosowa. Capcom zebrało do produkcji bardzo mocny zestaw aktorów, a japoński dubbing dobrze pasuje do charakteru historii - zdecydowanie polecam wybrać go na początek mimo, że angielski również wypada dobrze.

System walki jest świeży i niesamowicie satysfakcjonujący

Onimusha Way of the Sword opiera się głównie na walce wręcz, ale samo zadawanie obrażeń jest tylko częścią systemu. Znacznie ważniejsze jest odpowiednie reagowanie na ataki przeciwników, a cały system spina ekonomia dusz. Czerwone dusze to podstawowa waluta, którą wydajemy przy Zwierciadle Duchów na ulepszenia miecza, stroju i samej Rękawicy Oni. Niebieskie dusze napełniają wskaźnik mocy Oni, pozwalający przywołać jedno z Uzbrojeń Oni - specjalnych broni wykłutych z mocy demonów. Żółte dusze zdobywamy dodatkowo nas leczą, a fioletowe wspierają rozwój Przebudzenia Oni, czyli tymczasowej transformacji Musashiego w formę demona. Brzmi skomplikowanie? To w sumie dopiero początek, bo sama walka zdecydowanie wychodzi ponad standardy gatunku.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Podstawą starć pozostaje katana, którą Musashi trzyma w dwóch różnych pozycjach, zmieniających tempo ataków i dostępne kombinacje. Do tego dochodzi łuk do walki dystansowej oraz wspomniane wcześniej siedem Uzbrojeń Oni. Wśród nich znajdziemy między innymi parę sztyletów, naginatę, dwa młoty oraz broń pozwalającą wykorzystać ogniste ptaki. Wszystko to przeplatamy w zależności o sytuacji i aktualnego przeciwnika. Defensywa jest tu jednak najważniejsza.

Najprostszym rozwiązaniem obronnym jest blok, który można wykorzystać wtedy, gdy nie jesteśmy pewni swojej reakcji albo nie chcemy ryzykować - nie jest w pełni bezpieczny i nie powstrzyma każdego ataku. Dużo skuteczniejsze jest parowanie, które pozwala przekierować atak lub specjalne odbiciem, które mocno narusza pasek wytrzymałości przeciwnika. Do tego znajdziemy też idealny unik, który uratuje nasz tyłek w sytuacjach, w których pozostałe narzędzia zawiodą.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Udane parowanie i odbicia prowadzą do kolejnych stanów bojowych, a przy dłuższej wymianie ciosów można wejść w bezpośrednie starcie ostrzy rozstrzygające, kto przejmie inicjatywę.

Najważniejszym elementem pozostaje jednak Issen. To precyzyjnie wykonany kontratak, który wymaga reakcji w odpowiednim momencie. Jeżeli uda się go wykonać, Musashi może błyskawicznie pozbawić przeciwnika ogromnej części zdrowia, a w przypadku słabszych demonów często od razu go wyeliminować. Przy mocniejszych wrogach skuteczniejsze bywa jednak najpierw opróżnienie paska wytrzymałości i otwarcie przeciwnika pod mocniejszą wersję Issen, zadającą znacznie większe obrażenia po przełamaniu. Kiedy w polu widzenia znajdzie się kilku wrogów naraz, odpowiednie wyczucie czasu pozwala nawet na serię Issen przeprowadzoną na kolejnych przeciwnikach bez przerywania kombinacji.

Połączenie wszystkich tych elementów początkowo wydaje się nieco chaotyczne, ale dostosowanie reakcji do przeciwnika i typu ataku sprawia mnóstwo frajdy. System korzysta również z czytelnych oznaczeń, więc dość łatwo przewidzieć dalsze kroki. Czas na naszą reakcję jest jednak dość wyśrubowany, co już jest zdecydowanie bardziej problematyczne i wymaga ogromnego skupienia.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Na satysfakcję wpływają również same animacje. Ataki nie sprawiają wrażenia oderwanych od modelu postaci. Musashi reaguje na sytuację, zmienia pozycję i płynnie przechodzi pomiędzy kolejnymi akcjami. Czuć ciężar miecza, ale nie oznacza to ograniczenia swobody. W odpowiednim momencie można przerwać jedną czynność i przejść do innej. Ma to szczególne znaczenie podczas trudniejszych pojedynków, kiedy nie zawsze mamy czas na wykonanie wcześniej zaplanowanej kombinacji.

Rękawica Oni ma też zastosowanie poza walką. Jej specjalna zdolność pozwala namierzyć w okolicy wszystkie demony i przydatne obiekty, co błyskawicznie stało się nawykiem przy zwiedzaniu każdej nowej lokacji.

Warto podkreślić, że nowa Onimusha to nie jest kolejny soulslike. Konstrukcja gry, system śmierci i sposób prowadzenia kampanii są tu kompletnie inne. Niektóre późniejsze walki mogą jednak wymagać podobnej cierpliwości. Ostatni boss był dla mnie szczególnie wymagający i potrzebowałem około godziny, żeby znaleźć właściwy sposób na jego pokonanie. Co ważne, śmierć nie powoduje dużego przestoju. Powrót do walki jest szybki, więc nie tracimy czasu na pierdoły tylko możemy od razu podjąć kolejną próbę.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Zwykli przeciwnicy nie wykorzystują pełnego potencjału systemu

Problem pojawia się wtedy, gdy ten bardzo dobry system walki zostaje wykorzystany przeciwko zwykłym przeciwnikom. Pojedyncze Genma przez znaczną część kampanii nie stanowią większego zagrożenia i często padają na jeden czy dwa ciosy. Wyraźnie czekają na swoją kolej i nie próbują wykorzystać przewagi liczebnej w takim stopniu, w jakim można byłoby oczekiwać po tak dynamicznej i rozbudowanej produkcji.

Sytuacja zmienia się przy większych grupach zróżnicowanych typów wrogów. Większy miks przeciwników jednocześnie potrafi już stworzyć znacznie większy chaos (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Nadal jednak trudno pozbyć się wrażenia, że system walki został stworzony przede wszystkim z myślą o pojedynkach z silniejszymi przeciwnikami.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Największe starcia w Way of the Sword należą zdecydowanie do najmocniejszych fragmentów całej kampanii, a wśród przeciwników znajdziemy zarówno klasyczne demony znane z folkloru, jak i Shuten Doji, jednego z bardziej rozpoznawalnych bossów gry, czy wspomnianego wcześniej Sasakiego Ganryu, rywala walczącego własną Rękawicą Oni na wzór Musashiego. Bossowie wymagają obserwowania animacji, rozpoznawania ataków i odpowiedniego wykorzystania obrony. Tu dosłownie trzeba w jednej sytuacji blokować, chwilę później wykonać idealny unik, a przy kolejnym ataku podjąć się parowani. Skopanie jednego elementu może narazić nas na dużą kombinację ciosów i czasem niemal skazać całą walkę na porażkę.

Szkoda tylko, że Capcom zrobił z tego przesadną atrakcję i mocny filar rozdmuchujący rozgrywkę, bo pokonane istoty często wracają po chwili w jeszcze mocniejszych formach. Aż do przesady.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Rozwój postaci to dodatek do walki, nie jej sedno

W Onimusha umiejętności gracza są na pierwszym miejscu, ale same starcia można nieco ułatwić z czasem. Drzewko umiejętności pozwala rozwijać Musashiego, a kolejne ulepszenia poprawiają między innymi możliwości przełamywania przeciwników i skuteczność kontrataków. Kamienie mocy i kamienie Oni, zdobywane głównie w otwartych obszarach Kioto, pozwalają ulepszać zdolności bojowe przypisane do konkretnych umiejętności i broni, więc znacząco wpływają na nasze możliwości bojowe. Nie ma tu jednak szczególnie rozbudowanego systemu rozwoju postaci w rozumieniu klasycznych RPG.

Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość utraty części zasobów podczas walki. Niektóre większe demony potrafią przejąć pozostawione dusze, przez co zabicie przeciwnika staje się jednocześnie sposobem na odzyskanie własnych zasobów. Surowce zdobywane w trakcie eksploracji wykorzystuję do ulepszania stroju, broni, Rękawicy Oni oraz sakiewki na przedmioty lecznicze, więc nawet niewielkie zadania poboczne mogą przełożyć się na rozwój postaci.

Rozczarowały mnie za to talizmany, które oferują tak niewielkie ulepszenia, że w praktyce nie da się ich zupełnie odczuć.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Kioto jest duże, ale nie zawsze ciekawe

Capcom połączył klasyczną liniową strukturę Onimusha z większym obszarem Wschodniego Kioto. Kampania przeplata zamknięte etapy z fragmentami, w których mamy możliwość swobodniej poruszać się po mieście. W otwartych obszarach można znaleźć dodatkowe materiały, wykonać zadania poboczne i po prostu poćwiczyć walkę z odradzającymi się przeciwnikami.

Miasto jest również stopniowo oczyszczane ze złowrogiej energii, więc dostęp do kolejnych dzielnic odblokowywany jest stopniowo - zadania pozwalają otwierać wcześniej niedostępne fragmenty miasta i docierać do nowych miejsc. Wśród aktywności pobocznych znajdują się między innymi Tajemnice Kioto, przypadkowe spotkania z mieszkańcami, poszukiwanie sakiewek Hozuki i amuletów, a także ratowanie tak zwanych lwich psów, małych stworzeń rozsianych po całej mapie, oraz zbieranie zapisków o Genmach opisujących poszczególne typy demonów. Brzmi niezwykle ekscytująco? Dokładnie tak też jest - to proste zapchajdziury.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Największym problemem nie jest nawet wielkość Kioto, ale sposób wykorzystania przestrzeni. Miasto pełni funkcję większego obszaru pomiędzy bardziej liniowymi fragmentami historii, jednak z czasem zaczynałem traktować kolejne ulice przede wszystkim jako miejsca, w których trzeba wykonać następne proste zadanie. Po długim segmencie marzyłem już o przeniesieniu się do kolejnej liniowej lokacji.

A te wypadają znacznie lepiej. Miejsca przygotowane specjalnie dla głównej historii zrealizowane są z pomysłem i aż chce się je zwiedzać. Podziemia, starożytne laboratoria czy Krainy Duchów mają więcej charakteru i są wyraźnie bardziej zróżnicowane. Liniowe etapy przypominają pod tym względem klasyczne Onimusha - mają konkretny kierunek, jasno określone cele i znacznie mniej pustej przestrzeni.

Nie oznacza to jednak, że Wschodnie Kioto jest niepotrzebne. Otwarta część daje miejsce na zadania poboczne i dodatkowe walki, a także pozwala odpocząć od bardziej intensywnych etapów fabularnych. Problemem jest raczej ilość powrotów do tych samych miejsc, a nie sam pomysł na urozmaiconą eksplorację.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Część zadań pozwala poznać sytuację mieszkańców Kioto i zobaczyć skutki inwazji Genma. Inne koncentrują się przede wszystkim na walce i zdobywaniu materiałów. Największą korzyścią jest możliwość zdobywania dodatkowych ulepszeń. Małe zadania oferują zazwyczaj niewielkie bonusy, podczas gdy mocniejsi przeciwnicy i ważniejsze wydarzenia mogą zapewnić znacznie bardziej wartościowe nagrody. Jest to jednak przewidywalne, powtarzalne i nieco monotonne podejście, które mocno odstaje od fabularnych misji.

Kontrast między treściami "premium" a wypełniaczami jest tu ogromny i widać, że twórcy na siłę chcieli zrobić grę bardzo dużą. Typowo fabularne fragmenty to absolutne top gatunku, a reszta momentami przypomina nowoczesne projekty Ubisoftu. Zupełnie szczerze - gdyby zmniejszono ich ilość o połowę to gra tylko by na tym zyskała.

RE Engine tym razem nie powala, ale cieszy oczy

Onimusha: Way of the Sword korzysta z RE Engine i bardzo dobrze wykorzystuje jego możliwości. Największe wrażenie robią modele postaci fabularnych, animacje oraz świetne scenki przerywnikowe.

Największe wrażenie robią lokacje o bardziej fantastycznym charakterze, bo pozoliły projektantom odejść od historycznej architektury i wprowadzić więcej deformacji, demonów oraz nadnaturalnych elementów. Wschodnie Kioto jest pod tym względem bardziej zachowawcze. Duża część miasta składa się z ulic i podobnych zabudowań, więc niespecjalnie ekscytuje.

Oprawa dobrze radzi sobie również z brutalnością. Rozczłonkowania, odcinanie kończyn i animacje egzekucji są integralną częścią walki.

Recenzja Onimusha: Way of the Sword
Recenzja Onimusha: Way of the Sword © Licencjodawca

Wyraźnie słabiej wypadają natomiast poboczne modele postaci i rozczarowuje trochę sam system oświetlenia - w grze znajdziemy jedynie prostą implementację Ray Tracingu, więc brakuje tu świetnych efektów, do których posiadaczy PC przyzwyczaiły Pragmata czy Resident Evil Requiem.

Podczas testów korzystałem z DLSS 4.5 w trybie jakości oraz maksymalnych ustawień graficznych w 4K, co przy karcie Nvidia RTX 5080 dało mi ok 80-90FPS w najbardziej wymagających momentach, więc wynik godny pochwalenia. W grze dostępne jest również generowanie klatek, ale nie sprawdziło się u mnie równie dobrze. Wolałbym dobić do 120 FPS, ale pojawiało się rwanie obrazu, dlatego zrezygnowałem z tej funkcji.

Co ważne, sama gra działa bardzo stabilnie i nie napotkałem na większe błędy w ciągu całej rozgrywki. Ze względu na odpowiednią optymalizację bez problemu można się nią cieszyć również na handheldach - kilka godzin spędziłem również na ASUS ROG Xbox Ally X osiągając stabilne 40FPS na podstawowych ustawieniach graficznych.

Bardzo dobry, choć przeciągnięty powrót

Onimusha: Way of the Sword nie jest idealnym powrotem klasycznej serii, ale Capcom bardzo dobrze zrozumiał, co powinno być jej najważniejszym elementem. To przede wszystkim świetna gra akcji z jednym z ciekawszych systemów walki, jakie pojawiły się w ostatnim czasie. Issen, różne sposoby obrony, Uzbrojenie Oni i wymagające starcia z bossami sprawiają, że nawet po kilkunastu godzinach nadal miałem ochotę uczyć się kolejnych mechanik i poprawiać własne reakcje.

Problem w tym, że nie każda część produkcji trzyma ten sam poziom. Kioto szybko pokazuje, że większy świat nie zawsze oznacza ciekawszą zawartość, a część aktywności pobocznych i powtarzających się walk wyraźnie rozciąga kampanię. Jak wspomniałem wcześniej - po wywaleniu części elementów ta gra po prostu byłaby lepsza.

Mimo wszystko Way of the Sword robi to, co najważniejsze. Kiedy Capcom przestaje próbować sztucznie pompować swoją grę i pozwala nam po prostu walczyć, Onimusha pokazuje swój pełny potencjał. To udany powrót marki, który może nie wykorzystuje każdej ze swoich ambicji, ale zdecydowanie daje solidną podstawę pod kolejne odsłony.

Plusy
  • Świetny i rozbudowany system walki
  • Satysfakcjonujące starcia z bossami
  • Issen i różnorodne sposoby obrony
  • Ciekawa kreacja Musashiego
  • Efektowne scenki i animacje
  • Zróżnicowane lokacje fabularne
  • Dobra optymalizacja
Minusy
  • Powtarzalne aktywności w Kioto
  • Zbyt wiele powrotów do tych samych miejsc
  • Zwykli przeciwnicy nie wykorzystują potencjału systemu walki
  • Powtarzające się starcia z bossami
  • Mało znaczące talizmany
Nasza ocena Onimusha: Way of the Sword:
8 / 10
Wybrane dla Ciebie