Recenzja Valor Mortis - to prawdziwa sekirovania!

Valor Mortis to pierwszoosobowy soulslike od twórców Ghostrunnera, który przenosi walkę z nadnaturalnymi siłami do alternatywnej Europy epoki napoleońskiej. Recenzja.

Recenzja gry Valor MortisRecenzja gry Valor Mortis
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Gaming Mode

Epoka napoleońska rzadko trafia na pierwszy plan gier akcji, a jeszcze rzadziej staje się tłem dla opowieści o nadnaturalnym horrorze. Krakowskie One More Level postanowiło połączyć oba te światy w Valor Mortis, pierwszoosobowym soulslike’u z dużym twistem, który przenosi nas do alternatywnej wersji XIX-wiecznej Europy.


WIDEO
Valor Mortis | Official Launch Trailer

War, war never changes

To rzeczywistość, w której zwycięstwo Napoleona pod Waterloo nie zakończyło wojny, a jej konsekwencje przerodziły się w katastrofę, której kresu nie widać. Wcielamy się w Williama Dowsetta, brytyjskiego żołnierza, który budzi się na polu bitwy pozbawiony wspomnień. Wschodnia Europa, przez którą przyjdzie mu przedzierać się w służbie napoleońskiej armii, to kraina zrujnowanych osad, spustoszonych pól bitewnych i ludzkich tragedii. Valor Mortis nie stawia jednak fabuły na pierwszym planie. Zamiast tego buduje obraz świata, w którym śmierć przestała być ostateczna, a za militarnymi sukcesami cesarza kryje się znacznie mroczniejsza tajemnica.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Historię poznajemy przede wszystkim podczas eksploracji. Zamiast rozbudowanych scen przerywnikowych produkcja wykorzystuje echa przeszłości, dzięki którym możemy odtworzyć wydarzenia z perspektywy innych postaci. To często wyjątkowo ponure obrazy, pełne przemocy, rozkładu i ludzkiego cierpienia. Pod względem aktorstwa głosowego wypadają przekonująco, ale ich statyczna forma odbiera im część dramaturgicznej siły.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Trudno w pełni poczuć ciężar przedstawianych tragedii, gdy ich przebieg w dużej mierze musimy sobie wyobrażać. Pełnoprawnych scen przerywnikowych jest tu niewiele, co wyraźnie pokazuje, że twórcy postawili na oszczędniejszą formę narracji. Ma to swoje konsekwencje: choć świat Valor Mortis potrafi przytłoczyć atmosferą, sama historia rzadko wybija się na pierwszy plan.

Powyższe to na pewno kwestia budżetu, więc tym bardziej zszokowała mnie plejada gwiazd, które tu spotkamy. W Valor Mortis usłyszymy Vincenta Cassela w roli Napoleona Bonaparte, Jamesa Alexandra jako Williama Dowsetta oraz Jennifer English, która wciela się w Dzierzbę, przywódczynię ruchu oporu walczącą z napoleońską armią. W obsadzie znalazł się również Adam "Nergal" Darski jako kapitan Raphael.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Nie są to zresztą wyłącznie znane nazwiska dopisane do listy płac. Napoleon towarzyszy Williamowi w trakcie wędrówki, a łącząca ich tajemnicza więź stanowi jeden z elementów fabularnej układanki. Dzierzba reprezentuje z kolei siłę oporu wobec imperialnej machiny, choć jej intencje nie muszą być tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Znane nazwiska robią wrażenie, ale najważniejsze jest to, że aktorstwo głosowe należy do mocniejszych stron gry.

Mimo że fabuła rzadko wychodzi na pierwszy plan, potrafi zaskoczyć, a czasem nawet chwycić za serce. Valor Mortis porusza tematy wykraczające poza nadnaturalny horror i walkę o przetrwanie. Skutki wojny, bezmyślne wykonywanie rozkazów czy rola religii w najtrudniejszych chwilach stają się częścią opowieści, która nie zawsze podaje odpowiedzi na tacy, ale zachęca do odkrywania kolejnych tajemnic.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Bez parowania daleko nie zajedziesz

To jednak nie fabuła jest głównym powodem, dla którego warto zainteresować się Valor Mortis. One More Level postanowiło przenieść sprawdzone rozwiązania soulslike’ów do perspektywy pierwszej osoby, dodając do nich system walki mocno kojarzący się z Sekiro: Shadows Die Twice. Parowanie nie jest tu jedynie jedną z metod obrony, lecz fundamentem całego starcia. Odpowiednio wyczute bloki stopniowo przełamują postawę przeciwnika, otwierając go na potężny kontratak. W przypadku większości pomniejszych wrogów wystarczy kilka udanych parowań, by zakończyć walkę efektownym finisherem. Taki system daje sporo satysfakcji, ale wymaga opanowania rytmu starć i nauczenia się zachowań przeciwników.

Okno na idealne parowanie jest dość wąskie, dlatego liczy się przede wszystkim precyzja i dobre wyczucie czasu. Valor Mortis nie wybacza wielu błędów, a zbyt agresywne podejście może szybko obrócić się przeciwko nam. Seria otrzymanych ciosów wystarczy, by błyskawicznie odesłać nas do ostatniej latarni, pełniącej tu funkcję ogniska.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Nie znajdziemy tradycyjnego wyboru poziomu trudności, ale twórcy pozwalają dostosować rozgrywkę za pomocą systemu Bursztynów. Podczas dokładnej eksploracji można natrafić na specjalny okaz, który wyraźnie zwiększa okno na idealne parowanie. Nie sprawia to, że starcia stają się banalne, ale zapewnia większy margines błędu w systemie wymagającym nieustannego skupienia. To przydatne ułatwienie dla osób, które chcą czerpać satysfakcję z walki, nie musząc za każdym razem polegać na niemal perfekcyjnym wyczuciu czasu.

Bursztyny mają zresztą znacznie większy wpływ na rozgrywkę. Pozwalają dostosować charakter postaci do własnych preferencji, a kolejne sloty odblokowujemy wraz z rozwojem jej poziomu. Maksymalnie możemy korzystać z pięciu jednocześnie. Oprócz ułatwienia parowania znajdziemy tu między innymi efekty przyspieszające przeładowanie broni, zapewniające pasywną regenerację zdrowia czy zwiększające zadawane i otrzymywane obrażenia. Łącznie udało mi się znaleźć ponad 30 Bursztynów i niejednokrotnie musiałem się zastanawiać, które z nich wybrać. Każdy wydawał się przydatny, a możliwość swobodnego żonglowania nimi przy latarniach to duży plus. Dzięki temu możemy na bieżąco dopasowywać konfigurację do aktualnych zagrożeń, zamiast kurczowo trzymać się jednego zestawu.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Na tym możliwości rozwoju się nie kończą. Klasyczne drzewko umiejętności pozwala odblokować dodatkowe zdolności, które potrafią wyraźnie wpłynąć na przebieg starć. Możemy na przykład spowolnić czas podczas celowania z broni palnej w powietrzu, odzyskiwać ostatnią buteleczkę leczniczą dzięki atakom wręcz albo zwiększyć obrażenia zadawane postawie przeciwnika podczas parowania. Dawno nie spotkałem gry, w której tak często łapałbym się na myśli, że najchętniej odblokowałbym wszystko.

Swoboda ma jednak swoje granice. Dostęp do kolejnych umiejętności odblokowujemy stopniowo, a przed zakupem bardziej zaawansowanych ulepszeń trzeba zainwestować w odpowiednią liczbę wcześniejszych zdolności. Drzewko można zresetować, ale wiąże się to ze sporym wydatkiem, dlatego taką decyzję lepiej dobrze przemyśleć. Mimo tych ograniczeń Valor Mortis daje sporo przestrzeni do eksperymentowania i nagradza tych, którzy poświęcą czas na znalezienie konfiguracji odpowiadającej ich stylowi walki.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Na szczęście Valor Mortis nie sprowadza całej walki do wciskania bloku w odpowiednim momencie. Do dyspozycji mamy broń białą i palną, a także Transmutacje, czyli nadnaturalne zdolności, które potrafią trochę namieszać.

Odpowiedni dobór uzbrojenia ma znaczenie, bo poszczególni przeciwnicy wymagają nieco innego podejścia, a bezmyślne okładanie ich mieczem nie zawsze przyniesie oczekiwany rezultat. Do tego dochodzą moce przydatne zarówno w ofensywie, jak i defensywie, dzięki którym można podpalić wroga czy spowolnić.

Jeśli chodzi o same bronie, najchętniej korzystałem głównie z... dwóch pierwszych dostępnych. Szabla i pistolet to świetne połączenie, które idealnie sprawdzało się przeciwko większości wrogów. Oczywiście pozostałe również są przydatne. Garłacz (taki tutejszy shotgun) idealnie rozprawia się z grupami słabszych przeciwników. Muszkiet jest bardzo wolny, ale ma ogromną moc, dzięki czemu pozwala osłabić lub wyeliminować wroga z dużej odległości. Rapier spodoba się osobom, które dobrze parują. Nagradza ryzykowną rozgrywkę kosztem braku możliwości zwykłego blokowania ciosów. Jest też potężny Claymore, który dla mnie był po prostu za wolny w obsłudze, choć potrafił przywalić jak żadna inna broń.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Ostatecznie system walki to jeden z najmocniejszych elementów Valor Mortis. Parowanie wymaga precyzji, a starcia potrafią dać w kość, ale rozbudowany system rozwoju pozwala szukać własnego sposobu na radzenie sobie z przeciwnikami. Różne rodzaje broni i dziesiątki Bursztynów zachęcają do eksperymentowania, choć fundament pozostaje niezmienny: trzeba nauczyć się czytać ruchy wrogów i wiedzieć, kiedy zaatakować.

To więcej niż soulslike z widokiem FPP

Kreacja świata i eksploracja wykraczają tu daleko poza standardowe ramy gatunku. Choć Valor Mortis na pierwszy rzut oka wydaje się dość liniowe, szybko okazuje się, że twórcy mają znacznie więcej do zaoferowania. Sekretów jest tu co niemiara, a praktycznie każde zejście z głównej ścieżki może zaowocować ciekawym odkryciem: materiałami do ulepszania broni, kolejnym Bursztynem, zadaniem pobocznym albo walką z minibossem. Nic nie jest podane na tacy i jestem pewien, że podczas swojego przejścia ominąłem wiele interesujących miejsc. To eksploracja, która szanuje rozum i godność graczy, a przede wszystkim wynagradza ciekawość.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Podobnie jak w wydanym niedawno Marvel’s Wolverine, świat podzielono na wyraźne etapy, w których trudno się zgubić, ale jednocześnie nie ma wrażenia, że ktoś traktuje nas jak debila. Zamiast prowadzenia za rękę dostajemy dobrze zaprojektowane mapy, wypełnione zawartością i sekretami. Nie ma tu sztucznych zmysłów podpowiadających drogę ani dwóch alejek na krzyż, lecz przestrzeń, którą warto dokładnie przeszukać. Świetnie wypada również tempo rozwoju: każdy kolejny rozdział przynosi nowych przeciwników, nowe umiejętności i kolejne możliwości wykorzystania ich zarówno w walce, jak i podczas eksploracji.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Przyznam, że skala elementów metroidvanii w Valor Mortis pozytywnie mnie zaskoczyła. Początkowo można odnieść wrażenie, że cała zabawa będzie sprowadzać się do przebijania przez kolejne zastępy przeciwników, ale One More Level zadbało o znacznie więcej. Wraz z postępami zdobywamy zdolności pozwalające biegać po wybranych elementach otoczenia, odbijać się od nich czy zamrażać mechanizmy, by otworzyć sobie dalszą drogę.

Nowe umiejętności zachęcają do ponownego odwiedzania miejsc, które wydawały się już dokładnie zbadane. Nagle okazuje się, że obok ściany, którą mijaliśmy kilka godzin wcześniej, kryje się kolejna droga do odkrycia. Sam parkur jest całkiem rozbudowany (choć dostępny jedynie w konkretnych miejscach) i sprawia sporo frajdy. Jeśli graliście w Ghostrunnera to część mechanik będzie dla Was znajoma.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Ogólnie muszę pochwalić twórców, za to, że nie marnują naszego czasu. Większość najtrudniejszych momentów, takich jak walki z bossami, ma ułożony blisko punkt kontrolny. Co więcej, jeśli polegniemy podczas starcia z dużym przeciwnikiem to nasze "dusze" pojawiają się przed areną, a każda kolejna próba zdobyć pokaźną ilość "doświadczenia".

Doza szaleństwa

Valor Mortis wyróżnia się pewną dozą szaleństwa, która nadaje mu własny charakter. Twórcy nie boją się groteski i surrealizmu. Nie chodzi wyłącznie o potwory, z którymi przyjdzie nam walczyć, ale też o sposób, w jaki gra pokazuje skutki tajemniczej zarazy i okrucieństwo świata pogrążonego w wojnie.

Trudno napisać coś więcej bez wdawania się w spoilery, ale w grze znajdziemy wiele momentów, które na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie oderwane od reszty opowieści. W pewnym momencie miałem wręcz wrażenie, że One More Level pozazdrościło nieco Remedy. Co najważniejsze, takie rozwiązania działają i świetnie uzupełniają klasyczną rozgrywkę, zamiast sprawiać wrażenie udziwnień dodanych na siłę.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Podobną pomysłowość widać w projektach bossów, którzy mocno odbiegają od standardów gatunku. Oczywiście ich zadaniem jest przetestowanie naszych umiejętności, również tych zdobywanych wraz z postępami rozgrywki, ale kilka najważniejszych starć zapada w pamięć z powodów wykraczających poza sam poziom trudności. Naprawdę dobra robota na tle dziesiątek gier wypranych z jakiejkolwiek ambicji.

A jak to działa i brzmi?

Pod względem oprawy graficznej Valor Mortis nie próbuje wyznaczać nowych standardów, ale nadrabia to charakterystycznym kierunkiem artystycznym. Groteskowe projekty przeciwników, surrealistyczne wizje i posępna architektura doskonale pasują do alternatywnej wersji Europy zdominowanej przez wojnę i nadnaturalną zarazę. Twórcy umiejętnie bawią się oświetleniem i efektami wolumetrycznymi, co dodatkowo podkręca znakomitą atmosferę. Nie wszystkie lokacje są jednak równie atrakcyjne wizualnie. Wieś przywodząca na myśl miejsce akcji Resident Evil 4 na długo zostanie w mojej pamięci. Świetnie prezentują się również bardziej zabudowane obszary oraz lokacje leśne.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Nie brakuje niestety miejsc, które sprawiają wrażenie zaprojektowanych po łebkach i odstają zarówno pod względem projektu, jak i wykonania technicznego. Najsłabiej wypada woda, której oprawa wygląda, jakby cofnęła się o kilka generacji. Niespecjalnie prezentują się również cienie.

Twórcy postawili tu na Unreal Engine 5, ale na szczęście nie przekłada się to na większe problemy z wydajnością. Jeszcze w przedpremierowej aktualizacji udało się wyeliminować większość irytujących przycięć - pojedyncze nadal występują, ale to mimo wszystko jeden z lepiej zoptymalizowanych tytułów na tym silniku.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Na komputerze wyposażonym w NVIDIA GeForce RTX 5080 i AMD Ryzen 7 7800X3D uzyskałem 70-90 FPS na maksymalnych ustawieniach graficznych, z włączonym ray tracingiem i DLSS w trybie wydajności. Po uruchomieniu NVIDIA DLSS Frame Generation licznik klatek wzrastał do około 120 FPS, dzięki czemu rozgrywka pozostawała bardzo płynna nawet przy bardziej wymagających scenach.

Solidnie wypada również ASUS ROG Xbox Ally X, na którym testowałem grę zarówno pod Windowsem 11, jak i SteamOS. Na domyślnych ustawieniach można liczyć na około 40 FPS, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na produkcję opartą na Unreal Engine 5.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Valor Mortis nie wymaga potężnego komputera, by zapewnić płynną rozgrywkę. Grę ukończyłem jeszcze w "surowej" wersji, więc trafiłem na liczne błędy związane z kolizjami, wariującym AI czy problemami związanymi z oznakowaniem przeciwników, ale po łatce nie udało mi się nic z tego powtórzyć. Ciężko powiedzieć czy twórcy naprawili wszystko, ale przez 2 godziny nie trafiłem na nic poważnego.

Na osobną pochwałę zasługuje fantastyczna ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Arkadiusza Reikowskiego (gościa uwielbiam!). Muzyka świetnie współgra z światem gry i znakomicie podkreśla wydarzenia. Równie dobrze wypada aktorstwo głosowe, o którym wspomniałem na początku recenzji. Czy warto było dopłacać za nazwiska? Ciężko powiedzieć. Na pewno aktorzy odwalili kawał dobrej roboty!

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Kolejna polska perełka

Valor Mortis to dużo więcej niż Sekiro z widokiem FPP. One More Level wzięło fundamenty znane z gier FromSoftware, dorzuciło do nich widok pierwszoosobowy i broń palną, nadnaturalne zdolności i metroidvaniową eksplorację, a następnie osadziło całość w groteskowej i przepełnionej trupizmem wizji Europy z czasów napoleońskich. Efekt nie jest pozbawiony drobnych wad, ale na pewno nie można odmówić mu charakteru.

Ciężko mówić tu o jakiś wielkich problemach, bo nieco nierówna oprawa wizualna czy dość ubogo ubrana opowieść to detale na tle całości. Zarówno walka, jak i wykreowany świat potrafią zaangażować na długie godziny. Sam pierwsze przejście ukończyłem w ponad 23 godziny (z czego pewnie z 2 poszły na pierwszego bossa), a na pewno ominąłem nieco ciekawostek.

Recenzja Valor Mortis
Recenzja Valor Mortis © Licencjodawca

Przy finalnej ocenie wziąłem też pod uwagę, że tytuł kosztuje jedynie 149 zł - to mniej niż połowa tego, ile liczą sobie wydawcy za dzisiejsze gry. Warto też dodać, że od dnia premiery produkcja będzie dostępna również w abonamencie Xbox Game Pass Ultimate na konsolach i PC.

Valor Mortis udowadnia, że potrafi podejść do sprawdzonej formuły z pomysłem, zamiast ograniczać się do odtwarzania cudzych rozwiązań. Jeśli szukacie wymagającej gry akcji, w której precyzyjne parowanie idzie w parze z eksploracją i wyjątkową, ta sekirovania (zaklepuję tę nazwę!) zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Nasza ocena Valor Mortis:
9 / 10
Wybrane dla Ciebie