Recenzja gry RIN: The Last Child – metroidvania po polsku

RIN: The Last Child od polskiego studia Space Fox Games zaprasza graczy do baśniowego i czasami dość mrocznego świata. Tytuł wpisuje się w charakterystykę gier typu metroidvania, jest oparty na odkrywaniu i eksplorowaniu świata, zdobywaniu nowych umiejętności i oczywiście walce z mniejszymi przeciwnikami oraz bossami. Brzmi dość klasycznie, ale czy faktycznie nic tej gry nie wyróżnia? Sprawdźmy.

Recenzja gry RIN: The Last Child

Fabuła i mechanika rozgrywki w RIN: The Last Child

Fabuła inspirowana jest mitologią, konkretnie historią Kronosa i szóstki jego dzieci. Przemierzając rozległy świat znajdujemy fragmenty legend dotyczących historii tego miejsca i występujących w nim postaci. Tytułowa RIN jest ostatnim, szóstym dzieckiem Twórcy, który wyznaczył jej za zadanie przywrócenie porządku i równowagi w krainie zwanej Aradia. By to osiągnąć bohaterka będzie musiała zmierzyć się z piątką rodzeństwa i zdecydować co zrobić z ich duszami, czy podążyć za rozkazem ojca, czy też kierować się wolną wolą. Podjęte decyzje wpływają na to, do jakiego zakończenia gry doprowadzimy, ponieważ dostępne są trzy różne historie. 

Recenzja gry RIN: The Last Child

W walce RIN nie posługuje się bronią fizyczną, lecz magią. I chyba ta magia jest elementem najbardziej wyróżniającym ten tytuł spośród innych metroidvanii, ponieważ zaklęcia można składać i upgrade’ować na różne sposoby. Aby stworzyć nowe czary trzeba znajdować wzorce oraz zbierać tak zwane Aspekty, a następnie można wzmocnić ich działanie za pomocą różnych znalezionych run. Kombinacji jest naprawdę sporo, przy czym ja korzystałam głównie z jednego sprawdzonego zestawu kilku czarów do walki i części innych nawet nie odblokowałam. Jedynym ogranicznikiem przy stosowaniu zaklęć jest standardowo zużywająca się mana, na szczęście sporo odzyskujemy po zabiciu wrogów, do tego nasza bohaterka ma też umiejętność medytacji, która także przywraca część utraconego zasobu. 

A skoro przy wrogach jesteśmy, to tych jest całkiem sporo. Począwszy od mniejszych i łatwych przeciwników, wśród których znajdziemy urocze wręcz jeżyki, wredne komary, pająki, skaczące piłki, kręcące się stwory przypominające tarcze do piły i różne potworki podobne do jaszczurek, po twardszych zawodników przypominających wielkie słonie, wybuchające żaby, węże i różne inne inspirowane fauną stworzenia. No i oczywiście wspomniani wcześniej bossowie, czyli rodzeństwo RIN. Walka z tymi wszystkimi antagonistami bywa niekiedy trochę monotonna, szczególnie gdy trzeba kolejny raz przemierzać te same lokacje. 

Recenzja gry RIN: The Last Child

Tak docieramy do zagadnienia, przy którym trochę się poczepiam, mianowicie wspomniane lokacje. Świat w tej grze jest naprawdę bardzo, bardzo rozległy, co z jednej strony jest zaletą, bo umożliwia wielogodzinną rozgrywkę, ale z drugiej strony sposób jego zaprojektowania i oznaczenia na mapie powodują, że łatwo pobłądzić. Do tego dochodzi kwestia bardzo ograniczonej ilości teleportów, co sprawia, że chcąc wrócić w jakieś miejsce musimy niejednokrotnie przemierzać naprawdę olbrzymie fragmenty całej krainy, pełne licznych elementów zręcznościowych. Przy nieodkrytych jeszcze miejscach na mapie nie widzimy, czy są one w jakiś sposób zablokowane, czy po prostu do nich nie dotarliśmy, więc przechodzenie od nowa może się okazać bezcelowe, jeśli to brak jakiejś nadal niezdobytej umiejętności blokuje nam dalszą drogę. No i jest też druga strona tego medalu – kiedy docieramy w nowe miejsce, to odsłania się od razu większy obszar mapy, co sprawia, że możemy błędnie uznać, że w jakimś fragmencie już byliśmy i pominiemy w ten sposób coś istotnego. 

RIN: The Last Child na Steam Decku

Kwestie techniczne i błędy

Mocną stroną gry jest jej oprawa zarówno wizualna, jak i muzyczna. Świat Aradii składa się z różnych krain, z jednej strony są kolorowe lasy i dżungla, a z drugiej podziemia z lawą czy pustynne klimaty. Bywa baśniowo i pastelowo, bywa też przygnębiająco i mrocznie. Z grafiką dobrze współgra muzyka, która przypomina indiańskie relaksacyjne utwory. Wraz ze zmianą krainy zmienia się także podkład dźwiękowy, im mroczniej, tym dźwięk także bardziej buduje napięcie. Wszystko działa płynnie, nie ma też jakichś drastycznych spadków klatek. Zalecana jest gra z kontrolerem, ale klawiatura też daje radę. 

RIN: The Last Child na Steam Decku

Głównym błędem, na jaki trafiłam, jest sporadyczny problem z namierzeniem celu podczas walki, szczególnie jeśli przeciwnik lata a postać mimo to strzela przed siebie zamiast w górę. Często po pokonaniu wroga pozostaje po nim dźwięk, który wydawał, pomimo że jego fizycznie już nie ma. W polskiej wersji językowej zdarzają się nieprzetłumaczone słowa, np. przy odblokowaniu miejsca na wielką runę pojawia się napis “unlocked”. 

RIN: The Last Child na Steam Decku

Początek nie wskazywał, że odpalenie RIN: The Last Child na Steam Decku to dobry pomysł. Najpierw gra bardzo długo nie chciała się wczytać, później nie wyświetliła się w ogóle początkowa cutscena. Jednak po tych początkowych problemach dalej poszło już bardzo dobrze, wydajność bez zarzutu, oscylująca w granicach 60 FPS, wygodne sterowanie. Jedyny problem to brak synchronizacji w chmurze, przez co przechodząc z komputera na Decka trzeba zaczynać nową grę. 

RIN: The Last Child na Steam Decku

Podsumowanie

Dla fanów gatunku gra jest warta polecenia, aczkolwiek chciałabym bardzo, aby twórcy dorzucili chociaż kilka portali, albo zrobili jakieś lepsze oznaczenia na mapie. Wiadomo, metroidvania rządzi się swoimi prawami, ale przy tak dużym świecie mogłoby to być trochę lepiej zaprojektowane. Pomijając ten aspekt, to rozgrywka jest całkiem przyjemna i relaksująca, choć pokonanie niektórych zręcznościowych elementów bywa wymagające. 

RIN: The Last Child: przyciąga ciekawą historią opartą na mitologii oraz rozległym, zróżnicowanym światem. Pozostaje kilka kwestii do poprawy, aby nie błądzić bez celu po mapie, ale gra ma potencjał na naprawdę solidną produkcję. Katarzyna „Tenebra” Kadukowska

8
von 10
2024-01-25T19:00:00+0100
Katarzyna
Katarzyna "Tenebra" Kadukowska
Artykuły: 1

Jeden komentarz

  1. Ja nie wiem jak Ty się nie pogubiłaś tu – próbowałem grać, ale te labirynty mnie doprowadziły do szału :). Poszedł refund, gra wymaga jeszcze dużo pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *