Recenzja Venture to the Vile

Platformówki 2,5D to ciekawy gatunek gier, zwłaszcza gdy mamy na myśli statyczną kamerę śledzącą postać z wystającymi elementami otoczenia. Taką grą jest Venture to the Vile – produkcja studia Cut to Bits. Jest to ich pierwszy twór growy, który zachowuje standard starych platformówek. Czy mamy do czynienia z czymś ciekawym, atrakcyjnym jeśli chodzi o rozgrywkę? Sprawdźmy!

Recenzja gry Venture to the VileRecenzja gry Venture to the Vile
Gaming Mode
Recenzja Venture to the Vile
Recenzja Venture to the Vile

Grafika

Zacznijmy od aspektów wizualnych. Moje pierwsze uruchomienie Venture to the Vile było miłym zaskoczeniem. Oprawa graficzna cieszy oko i pozwala wczuć się w klimat gry. Świat, w którym nasza główna postać “Jelonek”, czyli chłopiec z maską jelenia, przemierza lokacje pełne niebezpieczeństw, to ciekawe doświadczenie. Mamy tła 3D z elementami interaktywnych platform. Można powiedzieć, że niektóre elementy są wypukłe. Jest to coś w rodzaju wystających platform, które widzimy z innej perspektywy. Podobny zabieg jest w grze Herkules na PlayStation z lat 90’. Tam także mieliśmy rozgrywkę 2,5D. Pewne wypukłe platformy, na które Herkules mógł wskakiwać. 

Sam wygląd miasteczka Rainybrook jest niczego sobie, zieleń, budynki, domy, sklepy. To wszystko pokazuje, w jakim świecie prezentuje się nasz bohater.

Recenzja Venture to the Vile
Recenzja Venture to the Vile

Fabuła

Dobrze, ale o co chodzi w Venture to the Vile? A no o to, żeby naszym Jelonkiem przemierzać miasteczko Rainybrook w celu zabijania zmutowanych przez zarazę zwierząt, stworów. Wszystko się zaczyna od wstania z łóżka naszego bohatera, który jest jeszcze chłopcem. Jego mama, która także ma nazwisko od zwierzęcia (właściwie tak, jak wszyscy w miasteczku), wysyła swojego syna razem z jego przyjaciółką do pracy w lesie, w celu sprawdzenia pułapek. Wyprawa jest na tyle nieprzewidywalna, że koleżanka Jelonka znika, a on zostaje zakażony pewną zarazą, która zmienia jego organizm. Po czasie budzi się u  Doktora Crow, który tłumaczy mu zmutowanie całego miasteczka przez zarazę. Nasz bohater musi stawić czoła zagładzie i uratować mieszkańców. 

Muszę przyznać, że fabuła jest dosyć prosta i mało zaskakująca, ale przyjemna. Historia, która nie pokazuje niczego nowego, ale też nie jest jakimś mocnym aspektem w grze.

Recenzja Venture to the Vile
Recenzja Venture to the Vile

Gameplay, mechanika

Przechodzimy do najważniejszej części gry, czyli rozgrywki i mechanik. Tutaj nie jest już tak świetnie jak w przypadku grafiki. Zacznijmy od tego, że Venture to the Vile ma problemy z optymalizacją. Próbowałem zmieniać ustawienia graficzne od najwyższych do najniższych, ale z mizernym efektem. Czego bym nie zrobił, klatki na sekundę były takie same. Dodam, że gra jest tylko i wyłącznie na PC, więc nie możemy jej porównać na innych platformach. Niezależnie od poziomu szczegółów w lokacji, klatki skakały od 60 do 15. Mimo wszystko nie zmieniło to mojego “cieszenia się” grą. 

Główny bohater z maską jelenia jest bardzo sprawnym chłopakiem, który od czasów zarazy dorósł, a jego mutacja zwiększyła aspekty fizyczne. Możemy skakać, poruszać się szybko w powietrzu oraz atakować z naszego pazura, który jest wynikiem mutacji. Zabijamy zmutowane zwierzęta, zbieramy punkty zarazy, za które ulepszamy naszą postać. 

Recenzja Venture to the Vile
Recenzja Venture to the Vile

Możemy zwiedzać sklepy, w których z zebranych przedmiotów zamieniamy je na punkty i ulepszamy umiejętności chłopca. Drzewko umiejętności rozwijamy, robiąc misje poboczne i przechodząc fabułę główną. Co jakiś czas jesteśmy zmuszeni wrócić do laboratorium Doktora Crow, aby rozdać punkty i zwiększyć ilość naszego życia itd.

Mechanik w grze jest naprawdę dużo, jak na grę niszową z niewielkim budżetem. Każdy boss jest urozmaicony i ma swój schemat pokonania. Nie raz musimy wykazać się skakaniem po platformach, żeby wróg nas nie dopadł, innym razem musimy bić bossa, aż go pokonamy. Po każdej wygranej z bossem dostajemy nową umiejętność. 

Ogólnie gra jest tak zrobiona, żebyśmy mogli szybko i sprawnie ulepszać naszego bohatera tym bardziej, kiedy mamy szereg misji pobocznych, Takich jak znajdowanie zaginionych przedmiotów mieszkańców. Poprzez cykl dnia i nocy, każda misja poboczna jest inna i możemy ją robić w różnych porach. Dodatkowo możemy zmieniać design naszego bohatera, co też jest dobrą opcją. 

Recenzja Venture to the Vile

Podsumowanie

Venture to the Vile sprawia, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony gra jest bardzo rozbudowana, jak na twór tak krótki, bo zajęła mi 6 godzin, ale optymalizacja i pewne bolączki techniczne sprawiają, że miejscami nie czułem takiej satysfakcji. Stałe klatki na sekundę i ogólnie większa stabilność rozgrywki na pewno pomogłyby grze. No i fabuła mogła być ciekawsza.

Plyusy

  • Grafika, ładnie przedstawiona       
  • Rozbudowanie postaci
  • Interakcja z npc
  • Misje poboczne
  • Bossowie i ich design
  • Eksploracja
  • Muzyka

Minusy

  • Optymalizacja
  • Sztampowa fabuła
  • Mało postaci znaczących dla fabuły

Venture to the Vile: naprawdę daje radę, jak na twór niszowego studia. Bawiłem się bardzo dobrze i chętnie zobaczyłbym drugą odsłonę gry. Polecam fanom platformówek 2,5D. Michał "Jadeitowy" Szulc

7

von

10

2024-05-28T16:56:16+02:00

Wybrane dla Ciebie