The Division Resurgence właśnie trafiło na iOS i Androida, przenosząc pełnoprawną strzelankę RPG do kieszeni i otwierając serię na zupełnie nową publiczność. To nie jest spin-off na pół gwizdka. Ubisoft oddał w ręce graczy osobną historię osadzoną między wydarzeniami z The Division i The Division 2, z akcją w rozkładającym się Nowym Jorku po wybuchu epidemii Zielonej Trucizny.
Nowy agent w mieście na skraju upadku
Zaczynamy jako świeżo aktywowany agent. Pierwsze godziny to szkolenie, które szybko przechodzi w realne akcje na ulicach, gdzie cywile barykadują się w sklepach, a uzbrojone grupy przejmują kolejne dzielnice. Misje prowadzą od ratowania zakładników po szturmy na posterunki frakcji. W pojedynkę można wyczyścić ulicę z przeciwników, ale dopiero w czteroosobowym składzie widać tempo i chaos walki, gdy jeden gracz przygniata ogniem, drugi podnosi rannego, a trzeci próbuje wyciągnąć łupy spod nosa innych agentów.
Dark Zone i mobilne tempo rozgrywki
Największe napięcie wraca w Dark Zone. Wchodzisz po sprzęt, ale nigdy nie masz pewności, czy ktoś nie odbierze go przy ewakuacji. Wystarczy chwila zawahania i śmigłowiec odlatuje bez ciebie, a zdobycz przepada. Obok tego działa klasyczny tryb PvP oraz aktywności w otwartym świecie, które co chwilę odciągają od głównej fabuły.
Gra pozwala swobodnie zmieniać specjalizacje, więc raz działasz jako medyk podnoszący drużynę, a za moment przełączasz się na cięższe uzbrojenie i idziesz w pierwszej linii. Całość została wyraźnie dopasowana do ekranów dotykowych i krótszych sesji, ale nie traci tempa znanego z dużych odsłon.
Jeśli projekt się przyjmie, mobilne adaptacje dużych serii mogą przestać być tylko dodatkiem do „dużych” gier.




