The Lord of the Rings: War in the North Legacy Edition - recenzja

War in the North w formie Legacy Edition wraca po piętnastu latach na rynek. To nie jest pełnoprawny remaster, ale kilka zmian wystarczyło, by ponownie dać tej brutalnej grze akcji trochę życia. Recenzujemy wersję PC.

War in the North – Legacy Edition wraca po piętnastu latachWar in the North – Legacy Edition wraca po piętnastu latach
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Gaming Mode

The Lord of the Rings: War in the North wraca po piętnastu latach. Bez żadnej zapowiedzi otrzymaliśmy produkcję, która przez lata była praktycznie nieobecna w cyfrowej dystrybucji. Legacy Edition nie jest jednak pełnoprawnym remasterem. Na PC to ta sama produkcja z 2011 roku, uzupełniona o kilka zmian, które poprawiły nieco skostniałą rozgrywkę.

Delikatnie mówiąc Aspyr nie próbował na siłę przebudować gry. Dostajemy tu poprawiony interfejs, autosave, dodatkowe sloty zapisu, lepszy system namierzania przeciwników, możliwość przełączania bohaterów w trakcie misji i pełne zarządzanie ich wyposażeniem. Jest też działający multiplayer dla maksymalnie trzech osób online oraz lokalna współpraca dla dwóch osób. Na konsolach nareszcie można zagrać w 60 FPS z wyższą rozdzielczością. Pytanie, jak dziś sprawdza się udany średniaczek sprzed lat?

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Piętnaście lat później

Snowblind Studios zrobiło z War in the North coś, co bardzo dobrze wpisywało się w ówczesny rynek. To trzecioosobowy hack'n'slash z prostymi elementami RPG, nastawiony przede wszystkim na walkę z ogromnymi falami wrogów i kooperację.

Historia rozgrywa się równolegle do wydarzeń znanych z głównej trylogii, ale zamiast Froda i Drużyny Pierścienia dostajemy własną ekipę. Na północy Śródziemia rośnie zagrożenie ze strony Agandaûra, Czarnego Númenorejczyka służącego Sauronowi. Zgromadził ogromne siły w ruinach Fornostu i przygotowuje własną ofensywę.

Fabuła nie próbuje konkurować z główną historią Tolkiena. Jest raczej pretekstem do podróży przez znane miejsca i spotkań z rozpoznawalnymi postaciami. W kampanii pojawiają się między innymi Aragorn, Gandalf i Elrond, a na trasie odwiedzamy Rivendell, Lothlórien czy Mirkwood, co może zaciekawić fanów uniwersum. Jak na pseudo RPG historia podana jest w bardzo ograniczony sposób i nie porywa. Dialogów jest sporo, szczególnie w hubach, ale twórcy upewnili się, że nasze wybory nawet nie udają, że coś znaczą. To gra typowo nastawiona na sieczkę, która momentami jest wprost zbyt teatralna, żeby traktować ją serio serio. Na szczęście War in the North nigdy nie potrzebowało konkretnej fabuły, aby bawić.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Trzech bohaterów, trzy style

Eradan, Andriel i Farin to fundament całej rozgrywki. Eradan jest Dúnadanem i Strażnikiem korzystającym z łuku oraz skradania. Andriel to elfia Loremasterka, która wykorzystuje magię, ataki obszarowe i leczenie. Farin jest krasnoludzkim wojownikiem. W jego przypadku rozwiązanie większości problemów sprowadza się do wejścia w zwarcie i zadania wystarczająco mocnego ciosu.

Różnice są wyraźne i dobrze wykorzystane. Eradan pozwala kontrolować pole walki z dystansu, Andriel odpowiada za magię i wsparcie, a Farin może przyjąć na siebie ogromną część obrażeń.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Legacy Edition dodaje do tego hot-swap, czyli możliwość swobodnego przełączania się między bohaterami podczas misji. To zdecydowanie najlepsza zmiana w całym wydaniu.

Wcześniej wybór postaci był znacznie bardziej ograniczony. Teraz możemy przejąć kontrolę nad Andriel, kiedy potrzebujemy leczenia, zmienić ją na Farina podczas walki w zwarciu albo wskoczyć w Eradana, żeby rozprawić się z przeciwnikiem z dystansu. Ma to szczególne znaczenie podczas gry solo.

Co ważne, możemy również w pełni zarządzać wyposażeniem, umiejętnościami i zdolnościami komputerowych kompanów. Cała drużyna może być rozwijana w trakcie jednej kampanii. To niewielka zmiana, ale bardzo sensowna.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Sam system pseudo RPG pozostaje do bólu prosty. Zdobywamy doświadczenie, rozwijamy statystyki, odblokowujemy umiejętności i znajdujemy coraz lepszy sprzęt. Bronie i pancerze mają różną jakość oraz wymagania, a wyposażenie zmienia wygląd bohatera. Nie ma tutaj żądnego kombinowania z buildami, a po prostu co jakiś czas wymieniamy ekwipunek na mocniejszy, aby móc poradzić sobie z trudniejszymi wrogami.

Walka nadal sprawia radochę (zazwyczaj)

Po latach najlepiej broni się sama walka. Mamy lekkie i ciężkie ataki, blok, unik oraz umiejętności zależne od wybranej postaci. System jest prosty, ale szybki i konkretny. Największym wyróżnikiem są egzekucje. Po odpowiednim osłabieniu przeciwnika możemy wykonać specjalny atak kończący. Kamera zwalnia, a bohater rozprawia się z przeciwnikiem w brutalny sposób. Głowy i kończyny latają, a większe stworzenia dostają jeszcze bardziej efektowne wykończenia.

To nie jest tylko ozdobnik. Egzekucje zapewniają doświadczenie, więc gra faktycznie zachęca do korzystania z tej mechaniki.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Jest również Beleram, Wielki Orzeł, którego możemy przyzwać w wybranych fragmentach kampanii. Pomaga w większych starciach i jest jednym z przyjemniejszych sposobów na wykorzystanie licencji Władcy Pierścieni bez wciskania na siłę znanych bohaterów.

Po piętnastu latach widać jednak ograniczenia mechaniki. Hitboxy nie zawsze zachowują się idealnie, część animacji jest nieprzerywalna, a kamera potrafi zrobić dokładnie to, czego w danym momencie najmniej potrzebujemy. Mimo wszystko walka się broni. Nie jest szczególnie głęboka, ale ma odpowiednie tempo i potrafi dać satysfakcję.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy trzeba walczyć po raz setny z podobnymi przeciwnikami. Konstrukcja kampanii jest bardzo prosta. Przechodzimy przez kolejne lokacje, zabijamy grupy przeciwników, bronimy konkretnych miejsc i niszczymy określone cele. Co jakiś czas trafiamy na arenę, na której trzeba przetrwać kolejne fale.

Przez pierwsze godziny to działa całkiem solidnie. Problem pojawia się później, gdy gra zaczyna nieustannie powtarzać własne pomysły. Pancernych Trolli jest zdecydowanie za dużo, jedna walka z 50 goblinami zaczyna się coraz bardziej przeciągać, a areny nie wyróżniają się przesadnie między sobą. Kolejne grupy przeciwników są ustawiane według tych samych schematów, a bossowie rzadko wymagają czegoś więcej niż wykorzystania podstawowych zasad walki.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Eksploracja trochę pomaga. W lokacjach znajdziemy sekrety, dodatkowe przedmioty i ukryte miejsca. Legacy Edition dodaje też funkcję, dzięki której można korzystać z sekretów przypisanych innym bohaterom bez konieczności grania konkretną postacią.

To dobrze współgra z hot-swapem, ale nie zmienia podstawowej konstrukcji. War in the North pozostaje liniowym hack'n'slashem i po kilku godzinach zaczyna się to mocno odczuwać.

Kooperacja nadal ma najwięcej sensu

Granie solo nie porywa na dłuższą metę, ale to gra, która zdecydowanie zyskuje przy wspólnej zabawie. Kampanię można przejść w maksymalnie trzy osoby online, a PC oferuje również lokalną współpracę dla dwóch osób.

Wtedy trzy różne postacie zaczynają naprawdę pracować jako drużyna. Eradan trzyma dystans, Andriel wspiera i leczy, a Farin wchodzi w sam środek bitki. Nie potrzeba skomplikowanej taktyki. Wystarczy sensownie wykorzystać mocne strony każdego bohatera.

Kooperacja ma też jedną bardzo praktyczną zaletę: pozwala zapomnieć o AI.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Komputerowi kompani potrafią wejść pod atak obszarowy bossa, zignorować niebezpiecznego przeciwnika albo zablokować przejście. W większych walkach zdarza się, że zamiast zajmować się własnym przeciwnikiem trzeba biegać po arenie i podnosić kolejnego członka drużyny.

Hot-swap częściowo rozwiązuje ten problem, bo zawsze możemy przejąć kontrolę nad potrzebnym bohaterem. Nie naprawia jednak samego AI. Ze znajomymi ten problem po prostu znika. I wtedy War in the North pokazuje swoją najlepszą wersję.

Nadal wygląda staro, ale działa jak trzeba

Największym rozczarowaniem jest oprawa wizualna. Na PC Legacy Edition praktycznie nie zmienia wyglądu oryginału. Tekstury są minimalnie podbite, modele proste, animacje mają swoje lata, a część lokacji bez problemu przypomina, że to średnio atrakcyjna wizualnie gra z 2011 roku. Wydajność jest na szczęście absolutnie bezproblemowa i produkcja działa idealnie nawet na tosterze, choć gryzie się trochę z Linuxem. Wersja na SteamOS wymaga nieco kombinacji, bo na domyślnych ustawieniach Proton występuje tu stuttering i problemy z dźwiękiem, a po zmianie na starszy nie działa multiplayer. Da się to łatwo naprawić z pomocą ProtonGE, jednak twórcy mogliby zadbać o to, aby produkcja działała również prawidłowo na innym systemie niż Windows.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca
A co z konsolami?

Na PS5, Xbox Series X|S, Nintendo Switch i Switch 2 War in the North dostało przede wszystkim drugie życie na współczesnym sprzęcie. W porównaniu z wersjami na PS3 i Xbox 360 najważniejsza jest wyższa płynność oraz rozdzielczość oraz kilka naprawdę przydatnych zmian, o których już wspomniałem, jak między innymi hot-swap bohaterów, lepszy lock-on, autosave czy czytelniejszy interfejs.

Na PS5, Xbox Series X|S i Switch 2 gra działa w 60 FPS. Pierwszy Nintendo Switch ograniczono do 30 FPS i pozbawiono lokalnego trybu kooperacji. Na PS5, Switchu i Switchu 2 można natomiast korzystać ze sterowania żyroskopowego.

Kooperacja online pozwala wspólnie przejść kampanię w maksymalnie trzy osoby. Switch 2 dołącza do pozostałych wersji 18 sierpnia w europejskim eShopie.

Nie jest to więc zupełnie nowa wersja War in the North, ale na współczesnych konsolach różnica względem PS3 i Xbox 360 jest zdecydowanie bardziej odczuwalna niż na PC.

The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition
The Lord of the Rings War in the North - Legacy Edition © Licencjodawca

Nie wszystkie problemy zostały naprawione

Trochę szkoda, że na tak podstawowych poprawkach zakończyło się ulepszenie Legacy Edition. Niestety, ale problemy z oryginału są tu nadal widoczne: kamera nadal potrafi wariować, hitboxy czasami nie pokrywają się idealnie z animacjami, a niektórych ataków nie można przerwać, przez co źle rozpoczęta egzekucja może skończyć się przyjęciem potężnego ciosu.

W wielu miejscach doskwiera fakt, że bohaterowie nie potrafią skakać, a konstrukcja części lokacji sprawia, że drobne przeszkody potrafią zatrzymać postać i wymuszają robienie niepotrzebnie długich ścieżek do celu. AI kompanów również regularnie denerwuje.

Czy warto dziś zagrać w War in the North ?

Tak, o ile jesteście odporni na mocną powtarzalność zabawy i lubicie proste siekanki bez większej głębi. Legacy Edition to przede wszystkim wygodniejszy sposób na powrót do War in the North. Miło, że gra wróciła ponownie do sklepów i trafiła na nowe platformy, a wraz z nią ponownie aktywowano multiplayer.

Produkcja nadal ma charakter, a walka i kooperacja bronią się zaskakująco dobrze. Problemem pozostaje powtarzalna kampania, słabiutkie AI i archaiczna oprawa. Jeśli akceptujesz te ograniczenia, to wciąż solidny hack'n'slash, szczególnie do wspólnego przejścia.

Wybrane dla Ciebie