Assassin’s Creed: Mirage – Recenzja gry

Assassin’s Creed: Mirage to najnowsza propozycja Ubisoftu, w której twórcy częściowo wracają do korzeni tej wieloletniej serii, ale jednocześnie wykorzystują wiele współczesnych mechanik. Czy gracze tęskniący za skondensowaną fabułą, nastawieniem rozgrywki na skradanie i powolną eliminacją kolejnych celów poczują się tutaj jak w domu? Dowiecie się w recenzji.

Wideorecenzja Assassin’s Creed: Mirage

Omawiana dziś gra miała być pierwotnie dużym dodatkiem do Assassin’s Creed: Valhalla, jednak rozrosła się tak bardzo, że ostatecznie postawiono na stworzenie zupełnie nowego rozdziału historii. Ta przenosi nas do IX-wiecznego Bagdadu i jest swoistym prequelem wydarzeń przedstawionych w wikińskiej odsłonie. 

Po nitce do kłębka

W Assassin’s Creed: Mirage poznajemy losy Basima od czasów jego młodości, aż do drogi na sam szczyt kariery w bractwie Ukrytych. Jesteśmy świadkami jak pełen ambicji i naiwności złodziejaszek staje się seryjnym mordercą, który pod dyktando swoich mentorów próbuję ograniczyć większe zło. 

Choć seria nigdy nie słynęła ze znakomitej fabuły, tak potrafiła wykreować świetne i pełne charakteru postacie, jednak tym razem wszystko było mi tu niemal obojętne. Na swojej drodze spotkamy wiele różnych istot, ale żadna nie ma głębi i nie wyróżnia się. No, może poza Roshan – mistrzynią asasynów, która dzięki aktorce Shohreh Aghdashloo i jej niesamowitemu głosowi potrafi wzbudzić jakieś emocje. To jedna z najważniejszych osobistości w grze, mająca ogromny wpływ na motywację głównego bohatera, ale niestety nie raczy nas często swoją obecnością. 

Roshan to najciekawsza postać w Assassin’s Creed: Mirage

Basima da się lubić i nie irytuje, ale jednocześnie nie potrafi niczym zaskoczyć. To bardzo bezpiecznie napisana postać, podobnie jak cała fabuła. Aby ograniczyć spoilery to wspomnę tylko, że całość polega na tym, aby od eliminacji pionków dotrzeć do najważniejszych członków Zakonu. Misje fabularne są całkiem ciekawie zrealizowane i gra nie zawsze prowadzi za rączkę. Często mamy kilka dróg do zdobycia informacji – od rozmów z licznymi postaciami, po dokładną eksplorację. Cel jest jednak zawsze jeden i każde zadanie prowadzi do eliminacji kolejnego zwyrola. 

Same zadania główne cechują się ciekawie zaprojektowanymi lokacjami, które dają pewne pole dla wyobraźni i eksperymentów. Oczywiście niezależnie od podejścia, całość skupia się na odseparowaniu od siebie kolejnych jednostek i powolnej eksterminacji zagrożenia. Żałuję, że twórcy nie pokusili się o bardziej filmowe podejście do tematu i nie próbowali wyjść poza nieco oklepany już schemat. Ten nadal się sprawdza, ale ponownie brakuje mi tu jakiegoś zaskoczenia.

Piękno Bagdadu

Projekt samego świata to najwyższa liga. Mapa nie jest przesadnie ogromna, jednak każdy jej element sprawia wrażenie stworzonego z pomysłem i smakiem. Mirage przenosi nas do skąpanego w słońcu Bagdadu, a także daje możliwość odwiedzenia podmiejskich wiosek, oaz czy wykopalisk. Świat sprawia wrażenie żywego, a napotkane postacie oddają się swoim codziennym rutynom. Poszczególne dzielnice wyraźnie się od siebie różnią i na pierwszy rzut oka widać różnice między klasami społecznymi. Twórcy przemycili również wiele historycznych miejsc i budynków, dodatkowo opisując je w dzienniku. Miłośnicy historii mogą liczyć na świetną wycieczkę do przeszłości. 

Bagdad w Assassin’s Creed: Mirage powala skalą

Z immersji troszkę wybijała mnie kradzież kieszonkowa, która przedstawiona została tu w formie prostej minigierki i nawet w najbardziej absurdalnych sytuacjach nie jest wykrywana, o ile naciśniemy przycisk w odpowiednim momencie. Stworzone miasto idealnie sprawdza się do parkurowej wspinaczki, ucieczki w wąskich uliczkach, a także płynnego skakania po dachach. Duch serii unosi się tu w powietrzu i jest wyczuwalny na każdym kroku. 

Warto w tym miejscu również wspomnieć o samej oprawie audiowizualnej, bo w dużym stopniu odpowiada za stworzony nastrój. Gra jest bardzo ładna, pełna detali, a świetny klimat buduje dodatkowo piękne oświetlenie. Mamy tu wysokiej jakości tekstury, zróżnicowaną architekturę, bardzo duży zasięg rysowania obiektów. Bagdad, choć bardzo kolorowy, wygląda naturalnie i aż chce się go zwiedzać. Ścieżka dźwiękowa również zasługuje na dużą pochwałę, bo idealnie pasuje do miejsca akcji.

Nawet biedniejsze dzielnice mają niesamowity klimat

Warto zostać w cieniu

Ubisoft postarał się, aby wiele charakterystycznych elementów klasycznych części Assassin’s Creed wróciło w Mirage. Przede wszystkim gra niemal całkowicie porzuciła mechanizmy przypominające produkcje RPG i postawiła na dużo bardziej skondensowane i liniowe podejście do rozgrywki, w którym główne skrzypce odgrywa ponownie skradanie. Walka w zwarciu nadal tu oczywiście występuje, jednak w mocno ograniczonej formie. 

Basim z podstawowymi przeciwnikami radzi sobie całkiem dobrze, o ile nie damy się otoczyć i zgrabnie dostosowujemy uniki lub bloki do ataków oponentów. Domyślnie wszystko jest wyraźnie oznaczone na ekranie i okienko czasu reakcji jest dość spore, więc pozostając w ruchu bardzo łatwo można eliminować nawet duże grupy wrogów. Przez cały czas trzeba mieć na oku pasek staminy, bo pełne jej wykorzystanie bardzo ogranicza nasze możliwości.

Sprawa dodatkowo się komplikuje, kiedy do walki dołączają bardziej elitarne jednostki, takie jak opancerzony wróg, którego zranimy jedynie w plecy, piromanta potrafiący spalić nas żywcem w ciągu chwili, czy też swoisty ninja atakujący serią szybkich ciosów, które bardzo ciężko skontrować. 

Assassin’s Creed: Mirage to nie jest kolejna wariacja w temacie soulslike i nawet jak zrobi się tu nieco za gorąco to wystarczy uciec z miejsca zdarzenia i po prostu po chwili wrócić do powolnej eksterminacji naszych rywali. Mobilność jest jednak ważna, bo jeśli damy się otoczyć z każdej strony to łatwo tu o szybką śmierć.

Walka, choć bardzo prosta, potrafi być nawet satysfakcjonująca, jednak brakowało mi tu większej finezji, a animacje sprawiają wrażenie nieco niedokończonych i są mało zróżnicowane. Przykładowo Ghost of Tsushima, który jest dobrze znany posiadaczom konsol Playstation, pokazał jak epickie mogą być starcia na małą skalę. 

Wyraźnie lepiej jest pod względem podejścia skradankowego – przeciwnicy nie grzeszą inteligencją, ale powolne eliminowanie jednego za drugim, przywoływanie ich gwizdaniem w celu odciągnięcia od grupki, a nawet korzystanie z gadżetów daje sporo frajdy. Nie znajdziemy tu łuków, więc eliminacja z dystansu jest mocno ograniczona, ale bardzo szybko odblokowujemy dostęp do zabójczych noży, które znacząco ułatwiają sprawę. Do dyspozycji mamy też tzw. szósty zmysł, ukazujący nam widocznych przez ściany najbliższych wrogów oraz najważniejsze interaktywne elementy. Starałem się korzystać z tego sporadycznie, bo jednak niesamowicie ułatwia to rozgrywkę i mocno ogranicza efekt zaskoczenia. 

Mechanizmy rozgrywki w Assassin’s Creed: Mirage to przyjemny powrót do przeszłości

Jeśli skradanie nie wypali to mamy dostęp do znanych i lubianych mechanizmów ukrywania się w tłumie, a nawet możliwość wykupienia usług grajków i bandytów, którzy skutecznie odwrócą od nas uwagę straży. Powracają też listy gończe z naszą podobizną (co ciekawe, odzwierciedlają aktualny ubiór postaci), które warto zrywać, aby obniżyć poziom pościgu.

System rozwoju postaci został znacząco uproszczony, ale moim zdaniem w dobrą stronę. Nie zdobywamy już doświadczenia, ale za wykonywanie zadań fabularnych jesteśmy nagradzani punktami atrybutów, które następnie możemy przeznaczyć na wybrane przez siebie umiejętności. Drzewko nie jest przesadnie rozbudowane, ale praktycznie każda dostępna zdolność daje nam wymierne korzyści. 

Przykładowo wspomniane wcześniej noże do rzucania, dzięki odblokowaniu umiejętności, można podnosić z ciał poległych przeciwników i wykorzystywać je do kolejnych eliminacji. Możemy też zdecydować czy potrzebujemy więcej gadżetów, czy wolimy poprawić zdolności orła (pełniącego tu ponownie rolę “drona”), czy może przyda nam się zdolność wykonania kilku cichych zabójstw jednocześnie. 

Niektóre elementy w grze są niezywkle realistyczne, to co widzicie na zdjęciu to tylko zalążek 🙂

Znacznie uproszczono możliwości craftingu, a także ulepszenia i ogólną dostępność oręża czy pancerzy. Jest tego niewiele i oprócz wyglądu różnice to tak naprawdę tylko dodatkowe statystyki, gdzie np. jeden sztylet zapewnia spowolnione tempo przy idealnym sparowaniu ataku, a drugi zwiększa obrażenia w momencie, gdy nasze zdrowie spadnie poniżej połowy. 

Aby zdobyć i ulepszyć nasz ekwipunek trzeba się postarać, bo większość elementów jest poukrywanych w skrzyniach, a do poprawienia statystyk trzeba dodatkowo znaleźć odpowiedni schemat. 

Wydaje mi się, że takie podejście do rozgrywki sprawdza się bardzo dobrze w tytule na mniejszą skalę, jakim niewątpliwie jest recenzowany dziś Mirage. Nie ma tutaj sytuacji jak poprzednich częściach Assassin’s Creed, gdzie pomimo uzyskania coraz to lepszych statystyk nasza postać radziła sobie z wrogami niemal tak samo na początku, jak i na końcu gry. Zamiast tego możemy wygodnie dostosować Basima pod swoje potrzeby, a następnie – z pomocą odpowiednich umiejętności i gadżetów – siać po prostu zniszczenie. 

Mniejsza skala, więcej zabawy

Powiem Wam, że nie brakuje mi setek bliźniaczych misji, tysięcy znajdziek i podbijania 48. raz niemal takiego samego obozu. Mniejsze nastawienie na walkę w zwarciu, a dużo większy nacisk na skradanie przywitałem z uśmiechem na twarzy. Niestety nie wszystko w Assassin’s Creed: Mirage zagrało jak powinno i żałuję, że twórcy nie poszli tym razem na całość i nie stworzyli zupełnie nowego podłoża dla serii. 

W opcjach gry znajdziecie nawet klasyczny filtr, który zmienia paletę barw na zbliżoną do pierwszej części Assassin’s Creed

Ciężko nie odnieść wrażenia, że nie jest to pełnoprawna część Assassin’s Creed, ale wynagradza to trochę cena, która jest zdecydowanie niższa od większości dzisiejszych produkcji. W przypadku recenzji The Crew Motorfest obniżyłem nieco ocenę przez dość uciążliwe mikrotransakcje, tak w przypadku Mirage hojniejsza wycena Ubisoftu pozwoliła mi spojrzeć na produkcję łagodniejszym okiem. 

Przywrócenie wielu klasycznych mechanik rozgrywki w połączeniu z bardziej aktualnymi rozwiązaniami daje solidną podstawę, ale nijaka fabuła, mało zaskakujące misje i pewna wtórność nieco mnie zawiodły. Wirtualny Bagdad jednak wciąga, bo to pięknie stworzony i bardzo zróżnicowany świat, a mocno liniowa i nieprzesadnie rozdmuchana formuła nie pozwalała mi się nudzić. Jeśli ciągle nie macie dość charakterystycznego skradania to Mirage nadal potrafi oczarować.

Assassin's Creed: Mirage: Przywrócenie wielu klasycznych mechanik rozgrywki w połączeniu z bardziej aktualnymi rozwiązaniami daje solidną podstawę, ale nijaka fabuła, mało zaskakujące misje i pewna wtórność nieco mnie zawiodły. Wirtualny Bagdad jednak wciąga, bo to pięknie stworzony i bardzo zróżnicowany świat, a mocno liniowa i nieprzesadnie rozdmuchana formuła nie pozwalała mi się nudzić. Jeśli ciągle nie macie dość charakterystycznego skradania to Mirage nadal potrafi oczarować. Paweł Mikulski

8
von 10
2023-10-04T13:00:00+0200

Assassin’s Creed Mirage na Steam Decku 

Produkcję testowałem bezpośrednio na Ubisoft Connect, a program zainstalowałem z pomocą skryptu Non Steam Launchers. Cały materiał powstał na SteamOS 3.5. Zaobserwowałem, że gra ma nieco gorszą wydajność po ustawieniu w biosie 4GB UMA Frame Buffer Size, więc wróciłem do domyślnego 1GB. Korzystam też z Cryobyte Utilities i nie wprowadziłem tam zmian. Nie zalecam instalować gry na karcie pamięci, bo czasy oczekiwania na wczytanie rozgrywki są wyraźnie dłuższe, a na dysku SSD dodatkowo występuje mniej przycinek.

Zdarzało mi się zawiesić Steam Decka w tej grze i podobnie miałem w przypadku Assassin’s Creed Valhalla instalowanym przez Ubisoft Connect. Sprawę naprawiło wyłączenie nakładki. 

Najważniejsza informacja jest taka, że Assassins Creed: Mirage jest bardzo grywalny na Steam Decku. Oczywiście nie możemy pozwolić sobie na wysokie ustawienia graficzne, ale na średnich całkiem stabilne 30 klatek na sekundę jest w zasięgu ręki. Powiem więcej – jeśli korzystacie z odblokowanego odświeżania ekranu to 35 Hz jest według mnie najlepszą opcją dla tej gry.

Ze względu na ograniczenia procesora, nawet na najniższych detalach nie udało mi się osiągnąć stabilnych 40 FPS, więc jak wspomniałem wcześniej, zalecam grać w 30 lub 35. Spróbujcie sami, ale dla mnie spadki FPS w bardziej zaludnionych miejscach były zbyt duże. 

Lokacja Bazaru jest najbardziej wymagająca z całej gry i jak widzicie nawet tam odpowiednia płynność jest utrzymana. Od czasu do czasu zdarzają się drobne przycinki, których nie udało mi się wyeliminować i występują one również na high endowych PCtach. Nie są to duże problemy i mi raczej nie przeszkadzały. Podczas walk nie zauważyłem większych spadków klatek.

Czas pracy na moich ustawieniach to około 2 godziny rozgrywki. Assassin’s Creed Mirage posiada pełne wsparcie dla gamepada, zapis rozgrywki w chmurze i możliwość zwiększenia wielkości napisów i interfejsu. 

Paweł Mikulski
Paweł Mikulski

Zapalony gracz i miłośnik technologii. Lubię grać zarówno na PC, jak i konsolach, ale moje największe odkrycie to Steam Deck.

Artykuły: 270